Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 361 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Hrabia Tyszkiewicz - dobroczyńca Podbrodzia.

piątek, 28 września 2007 19:28

Na odczytach organizowanych przez różne organizacje polityczne i  społeczne w  Wilnie  w 1926-1928 roku często wygłaszał referaty profesor Kot z Uniwersytetu tak lansowanego  z Krakowa. Referaty te były przeważnie na tematy wrogów państwowych. Profesor Kot był demokratą – był zwolennikiem Marszałka Piłsudskiego. Po każdym takim referacie były prowadzone obszerne dyskusje. Endecy – zwykle bronili swoje programy - zwalczali natomiast wszystkie inne  Stronnictwa łącznie Marszałkiem Piłsudskim. Dużo mówców było zwolennikami powstałego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z  Rządem, którzy  wypowiadali  się za  naprawą stosunków wewnątrz kraju, z powodu kłótni partyjnych, wprowadzenia rządów  silnej ręki itp. Byłem już  zwolennikiem tego Bloku i  jego programu. Zabierali też głos w dyskusji i  socjaliści na czele z wiceprezydentem m. Wilna Józefem Czyżem, ponadto studenci Uniwersytetu Stefana Batorego o poglądach komunistycznych  między którymi byli Jędrychowski, Dębicki, Putrament i Stachelski. Ci czterej komuniści krytykowali demokratyczny ustrój Polski. Kilkakrotnie z  ramienia B. B. W. R  w  dyskusji  zadzierałem z tymi  studentami nie  zgadzając  się z ich Akcją, jaką dążą do zdobycia władzy. W późniejszym  czasie ci  studenci byli sądzeni  za wywrotową Akcję komunistyczną.  Po objęciu stanowiska Burmistrza zaszła potrzeba niezwłocznie opracowania budżetu. Były burmistrz z nominacji Bolesław Kowalczyk, który był w tym czasie kierownikiem kooperacji spółdzielczo – rolniczej w  Podgrodziu usiłował mi udzielić  swojej rady. Opracowany budżet dla magistratu przez siebie, przedłożył do  zatwierdzenia. Oczywiście tego budżetu, ani jego rad nie przyjąłem. Od tego czasu poczuł  się obrażony i  stał  się moim przeciwnikiem. Budżet opracowałem osobiście. Składał się tylko z  dochodów osiągalnych: podatków od nieruchomości i lokalowych oraz dotacji od podatków  skarbowych. Suma  z tych podatków   wynosiła  do 38 000  zł. rocznie. Były jeszcze   znikome dochody   z opłat………..do 3000 zł. Razem dochodów  było do 41 000 zł. Suma ta zaledwie  wystarczała na pokrycie kosztów administracji Magistratu, świadczeń rocznych dla  szkoły i innych niezbędnych drobnych wydatków. O poważniejszej pracy  samorządowej  dla miasta mowy być nie mogło przy takich dochodach. Zachodziła potrzeba  zdobycia  własnych  dochodów oraz  własnego budynku pod  Magistrat, odpowiedniego lokalu pod  szkołę, własnego terenu pod rynek targowy i bydlęcy. Teren taki był w centrum miasta, ale należał do hrabiego Tyszkiewicza. Został przywłaszczony na korzyść miasta przez byłego burmistrza Kowalczyka. Jednak hrabia go odebrał  sądownie – osądzając   zwrot kosztów  sadowych  do 2000 zł., której to sumy Magistrat nie mógł zapłacić. Uważałem, że z hrabią Tyszkiewiczem zachodziła potrzeba nawiązania stosunków przyjaznych i sąsiedzkich, gdyż pół terenu miasta Podgrodzia znajdowała  się na  jego terenie. Wobec czego udałem  się z  delegacją  miejską  do hrabiego – którą to delegację  bardzo uprzejmie przyjął. Mnie gratulował z okazji  wyboru na Burmistrza. Zapytując powiedział, że ze mną  sądzić się z pewnością nie będzie. Zaproponowałem  wtedy hrabiemu by  dla miasta sprzedał teren pod rynek i gmach  szkolny na tym terenie także. Bardzo  chętnie  się na to zgodził idąc  z pomocą nowej Radzie Miejskiej i mnie burmistrzowi jako  sobie  znajomemu. Rynek z  gmachem  sprzedał za 12 000  zł. płatnych ratami przez cztery lata. Koszty sądowe ciążące na Magistracie  w  wysokości 2000  zł darowuje. Przy tym nadmienił, że mu Żydzi proponują  za inny gmach 25 000  zł. i to płatnych natychmiast  gotówką. Wypadało nam podane warunki z wielkim podziękowaniem przyjąć, gdyż obiekt nabyty był prawie darmo. Zawarcia aktu kupna poleciłem  dokonać  swemu administratorowi Staniewiczowi. Rada Magistracka  także  powzięła  Uchwałę do kupna obiektów upoważniając Zarząd Magistratu do przeprowadzenia tego aktu kupna. Po dokonaniu rejentalnego kupna, Magistrat niezwłocznie  wyrobił  hipotekę na te obiekty i  stał  się właścicielem prawnym majątku o  wartości  co najmniej 40 000 zł. Żydzi Magistratowi także proponowali 25 000 zł. płatnych natychmiast. Jednak na  sprzedaż nie  zgodziłem  się, bo w gmachu tym mieścił  się  cały szwadron techniczny 23 pułku ułanów grodzieńskich i on płacił  dzierżawę za ten gmach do 3000  zł. rocznie, sumę  dość  wysoką. Przy tym zamierzałem w tym  gmachu urządzić siedzibę  Magistratu i halę targową. Rynek nabyty niezwłocznie  wydzierżawiłem, osiągając 12 000 zł. na poczet której to sumy dzierżawca miał pobierać opłatę za  wjazd na rynek.            W 1928 roku Ministerstwo Wewnętrzne Wydział Komunalny przyznało na potrzeby komunalne 100 000 zł. Postanowiłem starać  się o uzyskanie dla Magistratu m. Podgrodzia pożyczkę z tej  sumy na budowę rzeźni za 35 000 zł. Po przychylnym poparciu Starosty St. Mydlarza, jako przewodniczącego Sejmiku, pożyczkę tą przyznano m. Podgrodziu. Niezwłocznie opracowałem projekt budowy rzeźni i takowy  został zatwierdzony. Miasto nie posiadało terenu pod budowę tej rzeźni. Ponownie udałem  się z prośbą do hr. Tyszkiewicza o sprzedanie jednego hektara  ziemi pod budowę rzeźni. Hrabia  chętnie  zgodził  się na  sprzedaż tej  ziemi, ustalając  cenę 1000 zł. za hektar ziemi leżącej tuż  na przedmieściu. Obejrzałem to miejsce pod rzeźnię osobiście z hrabią. Miejsce, które obraliśmy było terenowo dość wysoko położone. Wyraziłem obawę  czy można będzie  wydostać  wodę, potrzebną  w tak  dużej ilości dla rzeźni. Obawę moją uspokoił hrabia, pokazując obok dużego kamienia, stojącą  wodę, mówiąc że deszczu już nie było kilka tygodni,  więc  woda ta na pewno pochodzi ze źródła pod  ziemią – bo wodę przy budowie  studni osiągnięto na głębokości trzech  metrów o ilości niesłychanej. Po  wybraniu terenu pod  rzeźnię – usiedliśmy na  drugim kamieniu i przez  dłuższy czas rozmawialiśmy  z sobą o różnych  dziejach  historycznych, byłej przedrozbiorowej Polsce i o nowej powstałej Polsce. Hrabia  wspominał, iż  wstydzi  się swego tytułu hrabiowskiego i jako potomek magnaterii przedrozbiorowej, która nie mało  przyczyniła  się  do upadku Polski, on obecnie jako pro demokrata jest  zwolennikiem przeprowadzenia  szerokich reform społecznych w Polsce i jest rad, że w obecnej Polsce skasowano  wielkie tytuły hrabiowskie i książęce i że wszyscy są równymi obywatelami. Wspomnieliśmy o naszej  Akcji w Samoobronie  Wileńskiej oraz o dalszych walkach  wyzwoleńczych, o buncie gen. Żeligowskiego o dziejach Litwy Środkowej. Na zakończenie rozmowy hrabia powiedział żebym ja  do niego zwracał  się  w każdej sprawie, w której on będzie w stanie załatwić. Oczywiście, że w wielu  sprawach ekonomicznych zwracałem się  do niego i  zawsze załatwiał  je korzystnie dla miasta. Można go było nazwać  dobroczyńcą miasta Podgrodzia. Bardzo żałuję, że nie nadano mu tytułu honorowego Obywatela  miasta Podbrodzia, na który bardzo  zasługiwał.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Józef Piłsudski

niedziela, 23 września 2007 17:08

Po wyborach odbył się wspólny obiad w obecności pana Starosty, Inspektora  Samorządowego – mnie jako obranego burmistrza, Dowódcy 23 pułku Ułanów    z  adiutantem, nowo wybranych Radnych miasta i innych  zgromadzonych gości. W czasie obiadu zostały  wygłoszone mowy i toasty życzące mi powodzenia na  stanowisku burmistrza. Wybór mnie na burmistrza został zatwierdzony następującym pismem: ”Wydział Powiatowy Sejmiku Świeńciańskiego l.dz. 407/VI Przedmiot zatwierdzenie burmistrza miasta Podgrodzia. Święciany dn.9 lutego 1928 r. do Pana Kajetana Rożnowskiego zam. M. Podgrodzie. Po rozpatrzeniu Uchwały Rady Miejskiej m. Podgrodzia z  dnia 20.I.1928 r. w  sprawie   wyboru członków Magistratu na podstawie art.45 dekretu w tymczasowej ordynacji powiatowej /Dz. pr z roku 1919 nr 13,poz.141/oraz art. 42 rozp.R.S.Z.W z  dnia 14 .VII.1919 r. o Ustawie miejskiej D.U.Z.C.Z. nr 12, poz. 99/niniejszym zatwierdzam wybór Pana na stanowisko Burmistrza m. Podgrodzia określone przez Radę Miejską w myśl art.40 wzmiaowanego Roz. K.S.Z.W upoważnienie  dla stanowiska Burmistrza ST. Sł. Pacowników Państwowych jednocześnie zatwierdzam. Po przyjęciu spraw Magistratu oraz majątku miejskiego od dotychczasowego burmistrza Pana Henryka Siemaszko- przedłoży mnie Pan raport służbowy – o objęciu urzędowania wraz   z odpisem aktu zdawczo – odbiorczego, podpisanego przez obie strony. Ostateczny termin przyjęcia przez Pana urzędowania, określam do dnia15 lutego r.b. podpisano: St. Mydlarz- Przewodniczący Wydz. Pow. – Starosta    Na skutek tego, że byłem zaangażowany w Akcji wyborczej z  ramienia  Bloku i przebywałem na terenie Wilna, przeto na prośbę Komitetu Wyborczego termin przyjęcia  stanowiska burmistrza został przesunięty na 20 lutego.   Po objęciu urzędowania burmistrza zaszła potrzeba niezwłocznie opracowania budżetu na1928 rok oraz planu pracy. Ukończony kurs pracowników samorządowych przy Urzędzie  Wojewódzkim pod koniec1927 roku bardzo mi  się przydał, ponadto  doświadczenie osiągnięte w Tow. ST. Kresowej przy tych wiadomościach posiadanych z łatwością wykonywałem pracę na  stanowisku burmistrza od  chwili objęcia.  Tu muszę cofnąć się z opisem mojej kontynuowanej pracy społeczno – kulturalnej od 1923 do 1927 roku, co przebiegało, jak następuje: Po uruchomieniu cukierni – piekarni w 1923 roku w  dalszym ciągu brałem udział w pracach  społeczno – oświatowych i ekonomiczno – gospodarczych. W pracach kontynuowanych przez Towarzystwo Straży Kresowej brałem udział czy to w odczytach, zjazdach  i prowadzonych kursach dla Koła Młodzieży Wiejskiej. Także organizowałem te koła na terenie województwa wileńskiego. Pisywałem artykuły do Kuriera Wileńskiego. Na łamach Kuriera Wileńskiego zmuszony byłem odpierać czynione na mnie napaści Endeckie i Dziennika  Wileńskiego. Napaści te były już kontynuowane od 192 roku, tj. od  wyborów do Sejmu Wileńskiego, kiedy to Centralny Komitet Wyborczy Endeków       i Chadecji Chrześcijańskiej usiłował przyciągnąć działaczy Towarzystwa Straży Kresowej, łącznie ze mną na swoją stronę, a kiedy te usiłowania zdemaskowałem od tego czasu, bez przerwy Endecy mnie napastowali różnymi kłamliwymi oszczerstwami. Od 1923 roku byłem  członkiem Ogólnego Komitetu Społeczno – Porządkowego miasta Wilna, którego zadaniem było  współdziałanie z  administracją państwową – szczególnie z Policją – dając jej obywatelską pomoc w utrzymaniu porządku i  czystości, na ulicach na podwórzach i klatkach  schodowych  w  zakładach jak jadłodajniach, restauracjach, sklepach  spożywczych, czuwanie nad  czystością sprzedaży artykułów zdrowych i świeżych itp. Przy każdym Komisariacie Policji były Komitety Dzielnicowe składające  się z 10 osób, których czynnością było kontynuować wymienione prace. Ja byłem przewodniczącym takiego komitetu  dzielnicowego, przy Komisariacie I –szym, w którym Komisarzem był mój  dobry przyjaciel z czasów Milicji Obywatelskiej. Należałem także do komitetu redakcyjnego Dziennika Rolniczego, pod przewodnictwem naczelnego redaktora Pana Więckowicza. Komitet ten  zwoływał  zgromadzenia i  zjazdy działaczy rolniczych z którymi miałem kontakt od 1919 roku, kiedy to już zakładałem Kółka Rolnicze. Na  zjazdach tych miałem pracę przeważnie organizacyjną. W okresie tym także byłem zapraszany jako  działacz  społeczny na różne konferencje, zjazdy i odczyty,  zwoływane przez różne organizacje. Między innymi otrzymałem zaproszenie następującej treści:” Karta  wstępu na podwieczorek, który zaszczyci swoją obecnością Marszałek Polski Józef Piłsudski. Podwieczorek odbędzie  się w  salach Domu Oficera Polskiego ul. Mickiewicza 13, we  czwartek  dnia 23 sierpnia br. o godz. 5 po południu W.P. Kajetan Rożnowski” Podwieczorek ten odbył  się  w 1924 roku. Wileńskie Koło Towarzystwa Wiedzy Wojskowej. Karta wstępu. Dla Pana Kajetana Rożnowskiego na pięć odczytów pt. ”Wyprawa Wileńska w 1919 roku”. które  w dniach 16,17,18,20,21 bm. wygłosi Marszałek Polski Józef Piłsudski w  sali Śniadeckich Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie. Początek odczytów o godz. 18.30. W czasie tych odczytów Marszałek Piłsudski omówił wyprawy w 1919 roku na Wilno i  ziemie  wschodnie. Między innymi powiedział, że kiedy po  zdobyciu Lidy    w marcu 1919 roku pułki piechoty Lidzkie i Grodzieńskie wydały na jego  cześć jako Wodza Naczelnego obiad   w Lidzie. Podczas  wznoszonych  toastów  radosnych, na tym obiedzie z okazji  zdobycia Lidy, na  salę wpadł goniec z  depeszą od Premiera Rządu Polskiego Pana Paderewskiego – w której to  depeszy Premier  wzywa Marszałka, jako Naczelnego Wodza Wojsk Polskich do opuszczenia Lidy i przerwania  pochodu na  ziemie  wschodnie, czego żąda Antanta w Paryżu. Zaledwie Marszałek odczytał  depeszę – jak  wpadł  drugi goniec od pułkownika Beliny P.- który donosił o  zdobyciu Wilna. Po przeczytaniu obu  depesz Marszałek powiedział, „Co zdobyłem, tego nie puszczę. Co zaś  do przerwania  pochodu na  wschód – to nad tą  sprawą  zastanowię się”. Czy na  skutek żądania Antanty w  Paryżu, czy na  osobiste zarządzenie Marszałka, jako  Wodza Wojsk Polskich ofensywa Wojsk Polskich od Wilna i od Lidy na  wschód była  wstrzymana  od  marca  do lipca 1919 roku. Po czym ofensywa została rozpoczęta i prowadzona pomyślnie dla wojsk polskich do 1920 roku. W ofensywie tej, jak przedtem opisywałem brałem udział. Marszałek dalej podczas odczytu wspominał o tym, że gen. Rydzowi – Śmigłemu w  drodze pod jego dowództwem, armaty ugrzęzły w błotach koło Bieniakoń. Z tej przyczyny Gen. Rydz – Śmigły,  zapytywał Marszałka jako Naczelnego Wodza -  co ma  uczynić z ugrzęźniętymi armatami, na  co mu Marszałek miał odpowiedzieć,  wskazując  przy tym na  generała palcem z uśmiechem na twarzy, kiedy generale tak ci było ciężko z tymi  armatami, że aż Naczelny Wódz pomóc przykazał. Generał  zarumienił się, na sali  wybuchły oklaski i śmiech. Dalej Marszałek opisywał przebieg  wojny rosyjsko – japońskiej w latach 1904 –1906, podczas której Japończycy, posiadając  armię mniejszą  od Rosji – w 75% byli u Rosjan  na  wszystkich odcinkach, dzięki umiejętnemu  dowództwu  armią. Marszałek w tych latach osobiście jeździł  do Japonii aby uzyskać broń i pomoc  do powstania w  Polsce, przeciwko  samej Rosji. Początkowo Japonia była  skłonna dopomóc, Jednak później od tego zamiaru odstąpiła na skutek Dmowskiego  działacza narodowego demokracji, który zwalczał wszelkie poczynania spośród nas działaczy niepodległościowych jakim był on J. Piłsudski.  Dmowski przyjechał  do Japonii, gdzie potrafił zniweczyć plany Józefa Piłsudskiego o  wywołaniu powstania w Polsce przeciwko Rosji Carskiej, będącej  wówczas mocno  zaangażowanej w wojnie z Japonią i tłumieniem szerzącej  się rewolucji w  całej Rosji.  Nie jestem w  stanie opisać nawet ogólnikowo całej treści odczytu wygłoszonego w przeciągu 5  dni po  2 godziny  dziennie. Jednak nadmienić  trzeba , że Marszałek swoim odczytem wprost hipnotyzował  słuchaczy – bowiem jako prelegent był czarujący i treść odczytu była nadzwyczaj interesująca jako historyczna. Po skończonym odczycie oficerowie garnizonu wileńskiego wręczyli Marszałkowi w darze jego portret olejny  wielkością do 1.5 m w  złotej ramie – przy burzliwych oklaskach zgromadzonych  słuchaczy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Burmistrz Podbrodzia

niedziela, 16 września 2007 22:27

W 1927 roku odbywały  się wybory do Rady Miejskiej  m. Wilna. Między innymi do Akcji  wyborczej wziął udział Bezpartyjny Blok Współpracy z  Rządem – który to Blok powstał w tym roku. Na czele tego Bloku stały dobrze znane mi osoby jak  sędzia Jan Piłsudski, brat Józefa Piłsudskiego – adwokaci Witold Abramowicz, Bronisław Krzyżanowski, rejent Aleksander Rożnowski – mój kuzyn i  szereg innych osób wybitnych mieszkańców Wilna. Wobec tego, że byłem wolnym, przeto zaproponował mi rejent A. Rożnowski, który był skarbnikiem w Komitecie BRW bym ja  przystąpił  do Akcji  wyborczej w  Sekcji Propagandowej  - propozycję jego poparli wszystkie wyżej wymienione osoby – znając mnie z Akcji Towarzystwa Straży Kresowej Litwy Środkowej i Sejmu Wileńskiego. W Komitecie Bloku objąłem Sekcję Propagandową. Na czele Komitetu  stał wybitny  działacz polityczny z Warszawy Pan Stanisław Świderski. Cała Akcja wyborcza była prowadzona pod jego kierownictwem. Mój stosunek pracy z  nim był przyjazny i dobry, darzył mnie  całkowitym  zaufaniem w  mojej Akcji propagandowej. Czasem mnie udzielał bardzo cennych i praktycznych wskazówek. Miasto  Wilno podzieliłem na dziesięć obwodów wyborczych. W każdym obwodzie powołałem lokalne Komitety Wyborcze, zadaniem których było uświadomienie mieszkańców danego obwodu o programie Bez. Bloku Wsp. z Rządem i o zamierzeniach pracy tego Bloku w samorządzie m. Wilna. Komitety te wywiązywały się wyśmienicie z powierzonych im czynności. W każdym takim Komitecie osobiście obsługiwałem kilka zebrań na których przemawiałem namawiając słuchaczy do współpracy z Blokiem Bezpartyjnym Współpracy z Rządem, jako jedynym stronnictwem  bezpartyjnym popierającym realizację prac Rządu.            W Akcji wyborczej Komitet Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem  osiągnął 10 radnych na ogólną ilość 36 . Jak na pierwszą Akcję  sukces był  dobry. Polska Partia Socjalistyczna osiągnęła 15 radnych, pozostałych 11 radnych osiągnęli Białorusini i  Żydzi. Po skończonej  Akcji Wyborczej do Rady Miejskiej m. Wilna – mając czas wolny, zgłosiłem  się na kurs działaczy  samorządowych - który był prowadzony przez Urząd Wojewódzki w Wilnie. Kurs ten ukończyłem z dobrym  wynikiem.            Pod koniec 1927 roku rozpocząłem akcję  wyborczą do Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej w  Warszawie oraz do Rad miejskich woj. wileńskiego. Do Akcji Wyborczej ponownie zostałem zaangażowany przez Komitet Bezpartyjnego Bloku Współpracy z  Rządem. W czasie mojej działalności wyborczej w ścisłym kontakcie i współpracy z  władzami administracyjnymi i w powiatach starostą powiatowym w  Święcanach był Pan Stefan Mydlarz, były kierownik Towarzystwa Straży Kresowej, z którym kilka lat  pracowałem. Starosta  znając  moje  zdolności organizacyjne,  zaproponował mnie kandydaturę na stanowisko burmistrza miasta Podgrodzia, leżącego w jego powiecie.   Chętnie zgodziłem  się na tą propozycję. Chodziło tylko o to  by mnie  wybrano w  Podgrodziu. Znałem tam osobiście bardzo mało osób,  ale  spośród  znajomych znałem hrabiego Jana Tyszkiewicza – właściciela placów i kilku ulic miasta Podgrodzia, zabudowanych i wydzierżawionych przez mieszkańców tego miasta, właściciela tartaku oraz młyna wodnego w Podgrodziu. Hrabia Jan Tyszkiewicz jako  demokrata, był bardzo lubianym i  szanowanym przez mieszkańców  miasta i  swoją administrację, pracowników tego młyna i tartaku. Przeto zwróciłem się  z prośbą  do hrabiego by poparł moją kandydaturę na  stanowisko burmistrza tego miasta.            Znając mnie dobrze z Akcji Samoobrony Wileńskiej oraz Akcji Litwy Środkowej, kiedy był adiutantem gen. Żeligowskiego – nie tylko  zgodził  się poprzeć  moją kandydaturę,  wyraził  zgodę iż wyda zlecenie  swojej administracji, by czynnie poparli moją kandydaturę w  Akcji wyborczej.            Na terenie miasta Podgrodzia stacjonował 29 pułk ułanów grodzieńskich. Chodziło wówczas o zdobycie poparcia oficerów i podoficerów tego pułku w   wyborach mojej kandydatury na burmistrza. Na skutek mojej prośby ks. biskup Bandurski, także prosił Dowództwo pułku o poparcie. Ponadto ja osobiście miałem kilka wieców z mieszkańcami miasta Podgrodzia, na których to  wiecach dałem się poznać mieszkańcom, tym bardziej, że na tych wiecach wyłuszczałem najżywotniejsze prace, jakie  winny być  podjęte przez Zarząd. Wobec tego, że w tym czasie odbywała  się Akcja  wyborcza do Sejmu w  Warszawie przeto miałem parę  wieców na których omawiałem potrzebę uzdrowienia powaśnionych  stosunków między Stronnictwami politycznymi w Sejmie, na terenie którego zamiast współpracować  z  Rządem, odwrotnie  zwalczano  Rząd. Do uzdrowienia takich stosunków, tak ujemnych podjął się powstały Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem. Przemówienia moje były na  wszystkich  wiecach sążniście oklaskiwane.           Kiedy moja kandydatura na liście Bloku Współpracy z Rządem była  zgłoszona na burmistrza  m. Podgrodzia w  Komisji Wyborczej  i kiedy publicznie  została wywieszona do  wiadomości mieszkańcom m. Podgrodzia, mieszkańcy poczęli mnie bardzo uprzejmie  witać na ulicach  swego miasteczka. Przedstawiciele mieszkańców  Żydów panowie Nester Rajzewski i Charkim aptekarz wraz z rabinem, zaprosili mnie  do siebie, celem poznania moich zapatrywań politycznych w  kwestii  żydowskiej. Zapewniłem ich, że jako demokrata wszystkich obywateli państwa, niezależnie od ich wyznania i narodowości i jeżeli  będę obrany burmistrzem ich miasta, to będę starał  się być  burmistrzem dla  wszystkich obywateli tego miasta. Przyrzekli, że Żydzi oddadzą  swoje głosy na  mnie, co i uczynili. Wobec tego, że moja kandydatura  stała  się tak popularna – przeto inni kandydaci na burmistrza m. Podgrodzia, zaniechali wystawiać swoje kandydatury, a było ich dwóch. Byli to poprzedni burmistrz z  nominacji Bloku Bolesław Koredczyk oraz drugi także były burmistrz z nominacji Stanisław Wiłkojć. Pierwszym burmistrzem z wyboru właśnie ja miałem być zgodnie z nowa Ustawą Samorządową z roku 1927. Po zatwierdzeniu wyborów Radnych do samorządu miejskiego na m. Podgrodzie przez Wydział Prawny w Sejmiku w Święcanach wybory burmistrza zostały wyznaczone na 26  stycznia 1928 roku. Na posiedzeniu Radnych miasta Podbrodzia, w tymże  dniu przyjechał starosta Stefan Mydlarz z towarzyszącym mu inspektorem samorządowym panem Żedlowskim. Posiedzenie Rady Miejskiej miało na porządku dziennym tylko obranie burmistrza oraz członków zarządu tj. zastępcy burmistrza oraz ławnika. Na burmistrza była zgłoszona tylko jedna kandydatura – moja  z ramienia B. B. W z Rz., która jednogłośnie  została  wybrana  przy  entuzjastycznych oklaskach – Radnych i ludności  zebranej. Po czem wybrano  z  listy Bezpartyjnego Bloku członków Zarządu Magistratu w osobach zastępcy burmistrza Józefa Lebiedziewa, ławnika Abrama Rola.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zostaję osadnikiem wojskowym i....

niedziela, 02 września 2007 13:37

Na początku 1925 roku przyznano mi przez Ministerstwo  Wojskowe, osadę  rolną za  zasługi bojowe. Osadę tę przyznano w powiecie łódzkim woj. wołyńskiego. Osadę tę w tym powiecie nie przyjąłem, gdyż  teren ten był zamieszkały przez ludność niezbyt przychylnie ustosunkowaną do Polaków, a tym bardziej, że bolszewicy  tam prowadzili  robotę wywrotową. Natomiast  na skutek starań kapitana rezerwy Pana Władysława Kamińskiego – Prezesa Wojewódzkiego Związku Osadników  Wojskowych na  województwo wileńskie -  działka z pow. łódzkiego   została  zamieniona na  działkę  w pow.postawskim woj. wileńskiego. Działka ta była nadana jednemu poznańczykowi z  majątku Nowopole gm. Duniłowickiej, obszarem 24 ha. Jednak wobec tego, że on nie  zamieszkał na tej działce, ale ją  wydzierżawił, wbrew przepisom,  więc mu tą działkę odebrano i mnie nadano. W myśl przepisów  o  osadnictwie wojskowym osoby otrzymujące działkę, w przeciągu roku powinny  działkę  zagospodarować. Początkowo zastanawiałem się czy tą działkę przyjmować, bowiem nigdy na roli nie pracowałem. Poza tym na zagospodarowanie działki potrzeba było poważnego wkładu gotówki, tym bardzie że działka nie posiadała budynków. Jednak po obejrzeniu na miejscu tej działki zadecydowałem ją przyjąć -  gdyż  ziemia  działki była dobra. Działka ta była wykrojona z centrum majątku z  ogrodem do 80  szt. drzew owocowych. Przy tym położenie majątku Nowopole, z którego uczyniono cztery  działki – było bardzo malownicze. Od stacji kolejowej Woropajewo 6 km. Od miasteczka i gminy Duniłowicze o 7 km. Ponadto Nowopole znajdowało się o 3 km. od majątku Jaśniewice Pani Makowieckiej i jej  zięcia Pana Stanisława Bryknera – mego byłego zwierzchnika ze Straży Kresowej i dobrego mego przyjaciela. Wszystkie te okoliczności, zachęciły mnie do przyjęcia tej  działki i stania  się osadnikiem  wojskowym.            Działkę tą przyjąłem w posiadanie w 1925 roku. Pierwotnego  dzierżawcę tej  działki przyjąłem za pomocnika. Umieszczone przez niego zabudowania tj. mały  domek mieszkalny, stodołę odkupiłem od niego  za 700 zł. polskich -  z otrzymanych 800  zł. zasiłku na zagospodarowanie  działki. By można było  zamieszkać  z  rodziną na tej działce zachodziła potrzeba pobudowania odpowiedniego  domu mieszkalnego oraz do prowadzenia gospodarstwa, pobudowania gospodarczych budynków. Ponadto nabyć żywy inwentarz i  martwy. Potrzebne było do tego minimum dziesięć tysięcy  złotych.            W 1926 roku, kiedy budowałem dom mieszkalny – miałem  wynajętych traczy do przetarcia kloców na deski. Tracze ci pochodzili ze wsi Jałce o 7 km. od Nowopola. Byli oni wyznania  starozakonnego – mieli duże zarosty na głowach i brody. W czasie tarcia desek przez tych traczy, był u mnie w gościach Pani Stanisław Brykner z Jasniewic, którego ugaszczałem, po obejrzeniu mojej  działki w  cieniach jabłoni. Pod humorkiem prowadziliśmy rozmowę o przeszłej wojence, o naszej pracy w Straży Kresowe, dziwiąc się, że tak się złożyło, że ja otrzymałem działkę blisko jego majątku, który to już jest własnością jego syna – bowiem Pani Makowicka prababka mu to  dała. Cieszyliśmy  się z tego, że będziemy  sąsiadami i będziemy mogli wspólnie kontynuować prace społeczne i gospodarcze. W trakcie naszej pogawędki posłyszeliśmy przeraźliwy krzyk chłopca, jednocześnie spostrzegliśmy jak jeden z traczy okładał kijem krzyczącego chłopca. Podbiegłem do tego tracza i wyrwałem mu kij z ręki, zapytując go za co on bije kijem chłopca? Tracz odpowiedział mi sprytny baran, wot on tobie sportił jabłoń – odłamał sęk z  jabłkami – przy tym pokazał mi zwisający i odłamany sęk z jabłkami u jabłoni stojącej tuż obok nich. Usiłował nadal bić tego chłopca – jako  syna  swojego – na  co  zapobiegłem, trzymając tego  chłopca. Wówczas ojciec  krzyczał do  syna „całuj barania w  nogi”. Chłopiec rzucił  się  do moich nóg. Podniosłem  go i powiedziałem, żeby  wszystkie jabłka zebrał ze złamanego sęka dla  siebie. Początkowo ociągał  się, jednak na moją zachętę, jabłka obrał i  zapakował do torby od chleba. Ojciec  w dalszym  ciągu usiłował go nakłonić  by całował mi ręce. Kiedy ponownie  byłem w towarzystwie Pana Bryknera to podeszli  do nas tracze, pozdejmowali  czapki i poczęli mówić, że oni bardzo są  zdziwieni, że my osadnicy  wojskowi jesteśmy  dobrymi ludźmi, że oni byli zdumieni, bo im  wmawiają, że my będziemy złymi  sąsiadami, że nas trzeba zwalczać, poczęstowałem ich i powiedziałem, że my będziemy ich przyjaciółmi. Zaciągnięta w ten sposób przyjaźń, w rzeczywistości  była kontynuowana z obu  stron.            Do cukierni zdecydowałem  się przyjąć wspólnika, swego brata  stryjecznego Nikodema Markiewicza z Rakowszczyzny. Od  stycznia 1927 roku każdy  z nas prowadził oddzielnie dwa przedsiębiorstwa. Brat Markiewicz prowadził kasyno – jadłodajnię, ja zaś piekarnię i  cukiernię. Obroty nasze nie były  zbyt dobre. Niedaleko od mojej piekarni  została otwarta duża piekarnia żydowska. Z powodu tego wszystka moja klientela żydowska przeniosła się z zakupami do piekarni żydowskiej. Brat Nikodem nie wywiązywał  się z płacenia podatków, przeto Urząd Skarbowy mnie jako byłego właściciela obciążył podatkami  do pokrycia 2000  zł. Do zapłacenia tej  sumy musieliśmy  sprzedać maszynę  do robienia  czekolady i  ciasta. Piekarnię  swoją prowadziłem do lipca 1927 roku, następnie  sprzedałem ją  za 2000  zł. wekslami mojej  siostrze Elżbiecie Kisiel, która była u mnie w  cukierni w latach 1923 – 1924 i którą   wydałem za mąż.            Załamanie się, poprzednio tak dobrze prosperującego przedsiębiorstwa handlowego nastąpiło na skutek następujących okoliczności: Stabilizacja złotego polskiego spowodowała zmniejszone obroty handlowe, bowiem ludność złote oszczędzała jako monetę trwałą i ustabilizowana, to po pierwsze. Po drugie zbyt  wysokie podatki i wszelkie świadczenia socjalne. Po trzecie wycofałem poważne  sumy na  rozbudowę  działki  wojskowej. Po czwarte – nie było dobrej  zgody małżeńskiej do prowadzenia wspólnego interesu.

     Pod koniec 1927 roku otrzymałem prawomocny rozwód. Dzieci z wyroku  sądowego pozostawiono przy mnie. Jednak by nie pozbawiać w byłej żonie – matki, pozostawiłem przy niej najmłodszego syna Edwarda. Kazika i Zbyszka, zatrzymałem przy  sobie. Kazik uczył  się  w szkole rolniczej, a  Zbyszek w  szkole podstawowej             w  Wilnie. Zamieszkać na  działce w Nowopolu, nie mogłem gdyż  tam  zamieszkała moja była  żona, której pozostawiłem prawo, mieszkać tam do  czasu wypłacenia jej 6 000 zł.-  sumy tej nie posiadałem, by jej natychmiast  wypłacić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Na swoim.

sobota, 01 września 2007 19:41

Pracownię piekarską nabyłem naprzeciw mojego lokalu. Wydzierżawiłem ją na  bardzo dogodnych  warunkach, tak  więc nie było już potrzeby budować pieca piekarniczego w lokalu przy ulicy  Wielkiej. Lokal ten składał  się z trzech pokoi. Pierwszy od ulicy  został przeznaczony do sprzedaży  wyrobów cukierniczych i piekarniczych. Następne  dwa pokoje przeznaczone  zostały na użytek gastronomiczny – do spożycia kawy, herbaty itp. Była  jeszcze do tego kuchnia  w małym pokoju  służbowym. Po ostatecznym odremontowaniu lokalu, za pozostałe  500 000 zakupiłem dwa  worki mąki i innych niezbędnych przedmiotów cukierniczych. Po czym wynająłem starego bardzo dobrego piekarza Pana Leona Kozłowskiego- przychodzącego trzy  dni w tygodniu do cukierni. Pierwszego  dnia uruchomienia cukierni- piekarni wszystek towar wyrobiony  został  sprzedany całkowicie już pod  wieczór. Za osiągniętą  sumę zakupiłem trzy  worki mąki i inne potrzebne przedmioty do  wyrobów cukierniczych. Następnego dnia także  zrobiony towar był  rozchwytany. By nie tracić czasu każdego dnia na  zakupy mąki i innych przedmiotów pożyczyłem kilkaset marek u szwagra Bolesława Bujko i od Pani Wieliczko. Za tydzień  czasu istnienia handlu miałem  własnego kapitału obrotowego do 1 miliona i kapitał ten  zwiększał  się każdego  dnia - na  szczęście moje i mojego interesu.Kupcy belgijscy uruchomili młyn w  Wilnie ze  sprzedażą mąki żytniej i pszennej. Mąka ta była  sprzedawana na raty za pokryciem  weksli. Pierwszą transakcję  zawarłem kupując  10  worków po 100 kg. płacąc 25 mil. gotówką, pozostałych 75 mil. w terminach miesięcznych. Nabyta mąka w  przeciągu kilku  dni zdrożała o 100%. Potem nabywałem mąkę po 20 – 40 worków, na której zarabiałem, bez  wypieku 100%. Karkołomnie   zwiększył  się mój kapitał obrotowy, tak że po paru miesiącach istnienia mojej cukierni – piekarni posiadałem kapitału obrotowego 20 mil. Personel piekarniczy zwiększył się o dwóch  stałych piekarzy, jednego terminatora i jednego pracownika fizycznego. Pyza tym przyjąłem jednego stałego  cukiernika, którym był Pan Bernard, były pracownik cukierni u Sztralla. Był on dobrym  cukiernikiem. Do pomocy mu  wziąłem terminatora. Na górze w lokalu sprzedaży i konsumpcji pracowali oprócz mnie i żony, ekspedientka, kelnerka, kucharka i jedna fizyczna pomoc kucharki. Po roku istnienia mego interesu pracowało u mnie już 16 osób. Obroty były  duże. Po dziennym utargu marki  były liczone na  wadze. Byłem miliarderem  marek. Bardzo  dużo  zarabiałem na transakcji przy na bywaniu mąki z młyna francuskiego i od przemysłowców belgijskich. Transakcje te trwały do 1924 roku to jest  do  czasu  zbankrutowania tego młyna. Zbankrutował on tylko dlatego, ze udzielał kredytu na  sprzedawaną mąkę, wówczas kiedy z każdym  dniem, rosły  ceny na  zboże. Potem nabywałem mąkę już u Żydów i to  większymi partiami. Na tej mące także  zarabiałem, bo  ciągle  drożała.

            Cukiernictwo moje poważnie  rozwijało się i  z powodu tego zmuszony byłem korzystać z pracowni innych  cukierników, jak mielenie orzeszków i inne potrzebne  do cukiernictwa czynności za które płaciłem  wysokie opłaty. Z tego powody zmuszony byłem  zamówić w  fabryce w  Warszawie - maszynę  do  wyrobów czekolady itp. oraz maszynę  do robienia  ciasta cukierniczego. Maszyny te kosztowały kilkadziesiąt milionów marek. Mąka do pieczenia chleba, bułek, i  wyrobów  cukierniczych była  składana pierwotnie w pracowni piekarskiej. Z powodu  czego dużo miejsca  zajmowała. Było  ciasno w piekarni. Wobec zmuszony byłem  wybudować w  podwórzu skład na mąkę i na drzewo opałowe. Budowle te pochłonęły kilkadziesiąt milionów  marek. Na górze  w cukierni  i pokoju konsumpcji zmuszony byłem dorobić  ozdobne regały i lady oraz  specjalna kasę. Ponadto podłogę pokryć linoleum, przerobić piec  do ogrzewania. Pochłonęło to także kilkadziesiąt milionów. Wydatki te jeszcze mogłem z  łatwością pokryć, gdyż  osiągnięte  zyski wystarczały na to. Lata 1923 -1924 były bogatymi  dla mojego interesu. Pod koniec 1924 roku nastąpił  zwrot, na  skutek przeprowadzonej przez skarb państwa dewaluacji marki na  złoty polski – oparty na złocie. Ludność zaczęła nową  walutę oszczędzać jako trwałą, a tym mniej czynić  wydatków jak na żywność tak i na inne potrzeby. Z tego powodu we  wszystkich przedsiębiorstwach handlowych zmniejszyły  się obroty, u mnie także, szczególnie na  cukiernictwie. W dodatku jeszcze poczęto jeszcze dokonywać wymiaru podatku obrotowego. Kasa chorych zmusiła  w wszystkich 16 pracowników ubezpieczyć, co pociągnęło także poważne   wydatki. Obroty z każdym  dniem  stawały  się mniejsze, a tym  samym wydatki niepomiernie wzrosły. Wobec  czego  zaszła potrzeba przeprowadź oszczędności w   wydatkach. Pracę cukiernika ograniczyłem  do 3 – 4 dni w tygodniu i to z tego powodu, że obroty w  cukiernictwie zmalały. Personel ekspedycyjny także  zmniejszyłem. Celem zaś osiągnięcia  większych  zarobków uruchomiłem na górze  wydawanie obiadów, gorących kolacji  z  wyszynkiem piwa, wieczorami także muzykę. Obroty zwiększyły  się, jednak  zyski  z tych obrotów  były minimalne, gdyż za  wyszynk piwa i muzykę trzeba było płacić podatki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  70 584  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl