Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 918 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Naddatki

wtorek, 20 lutego 2007 22:36

Kiedy żyjący przy dziadku stryjowie i  stryjenki pożenili się i powychodziły za mąż, dziadek takowych zmuszony był wyposażyć w konie, bydło rogate i narzędzia rolnicze. Córek wyposażyć w gotówkę. Wyposażenie to spowodowało, że dziadek z pozostałym inwentarzem i małą ilością gotówki nie mógł już dzierżawić tak dużego majątku, jakim były Janki. Wobec czego dziadek wydzierżawił folwark Naddatki o trzy kilometry od Dokszyc. Do tych Naddatek ja też często byłem zabierany. Było tam dużo łąk błotnistych przylegających do rzeki Berezyny. W łąkach tych było dużo ptactwa dzikiego. W lecie ptactwo to czyniło swoimi śpiewami wspaniałe koncerty, które bardzo lubiłem słuchać do późnego wieczoru. Po powrocie  do domu dostawałem  wymówki od  dziadków za późne powroty, a czasami nie dawano mi za karę kolacji. Stryj Józef często zabierał mnie na polowanie na  dzikie kaczki, cietrzewie i inne ptactwo. Braliśmy ze  sobą myśliwskiego psa Hałasa, który zestrzelone ptactwo wydostawał z rzeki Berezyny, lub u innych wód albo z gęstych krzaków, ja  zaś zabierałem od Hałasa i kładłem do myśliwskiej torby. Ponadto często łapaliśmy ryby  w rzece siatką. Były dla mnie to czynności przyjemne i lubiane. Moją pasją było także łapanie ryb wędka. W Naddatkach  czas spędzałem wesoło i bez trosk żadnych. Jeździłem konno szalonym pędem. Z dubeltówki zabijałem wróble, które babci czyniły  szkody w ogrodzie. Tak upływał mi czas w Naddatkach w moich latach  młodocianych.

Przebywając u dziadków w dni świąteczne słuchałem w godzinach rannych śpiewu godzinek.

Śpiewane je solo i w kilka  głosów. Bardzo lubiłem melodię tych godzinek. W  wielkim poście, przed Świętami Wielkanocnymi, wieczorami śpiewano całymi rodzinami pobożne pieśni o męce Pańskiej. Babcia moja miała bardzo ładny głos i dobrą pamięć. Przeto przez cały  dzień przy pracy śpiewała pobożne pieśni,  a ja przysłuchiwałem się im i nawet pomagałem śpiewać. Byłem za to  wynagradzany kawałkami cukru lub plastrami miodu na  chlebie. Były to moje ulubione przysmaki.

Dziadek, często po obiedzie drzemał trzymając w zębach fajkę. Po obudzeniu  się zwykle tą fajkę szukał  mając ją nadal w ustach. Kiedy nie mógł jej odnaleźć zwracał się o to do mnie. Wówczas podchodziłem do niego,  wyjmowałem mu fajkę   z ust i podawałem do rąk wzbudzając powszechny śmiech obecnych osób. Dziadek był  człowiekiem bardzo oszczędnym. Kiedy jednak podpił stawał  się  wesołym, hojnym a nawet rozrzutnym. Obdarowywał  wówczas wszystkich. Chłopi znając charakter dziadka w  karczmie fundowali mu kwaterkę wódki, wówczas dziadek fundował im szczodrze, co często powodowało, że chodzili za nim na kiermaszach tłumnie aby  skorzystać z jego fundacji.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Opowiadania dziadka.

środa, 14 lutego 2007 14:00

W tym czasie, często przebywałem w majątku Janki u  dziadka. Stamtąd wyniosłem moje najlepsze wspomnienia z lat młodzieńczych, szczególnie o dziadku, którego bardzo lubiłem i  do którego byłem mocno przywiązany. Dziadek w opowiadaniach swoich uzupełniał różne fragmenty z poprzednich opowiadań. Mówił o pieszej podróży na Syberię będąc okutym w kajdany.        O pobycie na  Syberii w charakterze zesłańca, gdzie większa połowa zmarła      z odniesionych ran na nogach od kajdan oraz różnych chorób i tęsknoty za Ojczyzną. Tam dziadek stracił dużo swoich dobrych przyjaciół do których należeli: Walerian Suchodolski, Jan Zaborowski, Feliks Dąbrowski. Wszyscy pochodzili z Lepelskiego i razem z dziadkiem zostali zesłani na Syberię za udział w powstaniu. Mroźny i okrutny teren Syberii został usłany mogiłami powstańców, którym nie dano możliwości powrotu do Kraju, którego kochali  i tęsknili za nim. Słuchałem opowiadań dziadka o jego  ciężkim życiu po  ucieczce z Syberii, kiedy ukrywał  się pod nazwiskiem Stodolnik. Jak często zmuszony był w zimie ukrywać się   w  stogach siana na łąkach błotnistych lub dawać łapówki uranikom i innym służalcom carskim, którzy podejrzewali, iż  dziadek to nie  Stodolnik, ale Rożnowski. By zapobiec nemu podejrzeniu, dziadek zapisał  się z  synem Janem, późniejszym moim ojcem i  drugim  synem Michałem do ksiąg stałych mieszkańców włościan, nazwiskiem Stodolnik w gminie Wituniewicze pow. Borysowskiego. Od tego czasu stał  się już włościaninem.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

W Dokszycach.

sobota, 10 lutego 2007 21:13

Po przyjeździe do Dokszyc w 1894 r. mieliśmy jeszcze trzy krowy, jednego konia i pewną ilość trzody chlewnej. Ojciec kupił dwa place budowlane. Na jednym wybudował domek mieszkalny, na  drugim młyn z  wiatrakiem. W młynie tym można było nie tylko mleć mąkę lecz także różne kasze i mąkę pytlowaną. Młyn prosperował dobrze kilka lat. Później pobudowano w Dokszycach młyn parowy i drugi młyn z wiatrakiem. Młyn parowy robił nam dużą konkurencję. Na dobitek często łamały się skrzydła i znosiło je na zabudowania sąsiednie, co mogło spowodować kalectwo lub nawet śmierć pobliskich mieszkańców. Z powodów powyższych ojciec zmuszony był młyn sprzedać i rozpocząć zarobkowanie przybudowach, reperacjach młockarni itp. W 1898 r. ojciec  zawieszając dzwony na  dzwonnicy przy kościele Dokszyckim spadł z trzeciego piętra na  dół i połamał żebra oraz doznał silnego wstrząsu całego organizmu. Wypadek ten spowodował długotrwałe leczenie  i niezdolność do pracy.

Na pokrycie leczenia ojca i żywienie naszej rodziny mama zmuszona była sprzedać  dwie krowy i konia oraz  wyzbyć się swojej panieńskiej biżuterii. Chociaż ojcu zrosły  się żebra i stan  zdrowia poprawił, to jednak często zapadał na różne dolegliwości chorobowe. Z tego powodu nierzadko zaczął zaglądać do naszego domu niedostatek materialny. Starsze  siostry Zofia  i Jadwiga zmuszone były pójść do pracy zarobkowej, by pomóc rodzicom  w  utrzymaniu młodszego rodzeństwa.        

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dziecięce zabawy

piątek, 09 lutego 2007 22:48

W Rakowszczyźnie było dużo dzieci. Markiewiczowie mieli jedenaścioro. Dawidowscy dziesięcioro. Kozłowscy - troje, a nas było siedmioro. Razem więc było trzydziestu jeden. W zabawach urządzanych zbiorowo także brałem udział. Naśladowaliśmy czynności starszych. Swego czasu Dawidowscy wydali swoją kuzynkę za mąż urządzając wesele. Po tym weselu dzieci zaczęły bawić się w  wesela. Mnie żeniono z moją cioteczną siostrą Jadwigą Markiewiczówną. Po odczytaniu zapowiedzi przez brata rodzonego Jadwigi Antoniego o treści następującej: byk z  Matyk, krowa z Komorowa – zapowiedź pierwsza, baran z Niewieran, owieczka  z miasteczka – zapowiedź druga, kogut ze  Skrobut, kura z Kurowa- zapowiedź trzecia. Poczym wiedziono nas pod krzyż przydrożny i tam dawano ślub po którym odbywała  się uczta  weselna. Rodzice chętnie dawali na taką ucztę różne  smakołyki i często sami brali w niej udział. Po śmierci cioci Elżbiety, żony Józefa Markiewicza rozpoczęliśmy się bawić w pogrzeb. Zwykle po włożeniu lalki do jakiegoś pudełka chowaliśmy go pod krzyżem. Czyniliśmy tak do czasu kiedy wuj Markiewicz zabronił nam dalszej zabawy.

    Po dwóch latach zamieszkiwania na Rakowszczyźnie, ojciec nie mogąc pogodzić  się     z warunkami życia gorszego od swoich szwagrów nakłonił matkę do wydzierżawienia ziemi Dawidowskiemu i przeprowadził się z całą naszą rodzina do miasteczka Dokszyce.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Rakowszczyzna.

piątek, 09 lutego 2007 9:29

Wyjeżdżając z majątku Lewinówka miałem parę lat ale jednak pamiętam, że Lewinówka położona była przy trakcie wiodącym z Dokszyc do Dołhinowa i dalej do Mińska. Trakt ten był  wysadzany brzozami. Spacerowała po nim moja niania ze mną i często kupowała od przejeżdżających handlarzy żydowskich różne  świecidełka, kolczyki itp. Jednego razu kupiła mnie ustną harmonijkę, z której miałem wielką uciechę. Pamiętam także jak podbierano miód u pszczół.
  Widząc to następnego  dnia sam otworzyłem kilka uli. Pszczoły rojem rzuciły  się na mnie. Zagryzły by na śmierć, gdyby nie matka, która na mój krzyk przybiegła i znalazła kulę otoczoną pszczołami. Ratowano  oblewając  wodą    
i kadząc dymem. Rodzice zmuszeni byli zawieść mnie  do Mińska i tam leczyć. Matka późnie opowiadała, że całymi nocami siedziała przy mnie czuwając. Pozostały i inne  wspomnienia z Lewinówki, których nie  sposób jest tu opisać.

    W folwarku Rakowszczyzna mieszkaliśmy dwa lata. Mieszkały w nim również trzy  siostry matki. Dwie z bracimi Markiewiczami, trzecia z Dawidowskim. Markiewicze i Dawidowski mieli po pięć włók ziemi. Poza tym mieszkał jeszcze stryj mamusi Kozłowski, mający dwie  włóki ziemi. Była to szlachta z dziadów, pradziadów, żyjąca zamożnie.

Rodzice żyjąc na pięciu dziesięcinach ziemi w Rakowszczyźnie nie mogli osiągnąć takiego  dobrobytu, chociaż ojciec zarabiał jeszcze w  swoim zawodzie po  stronie. Między rodzicami często powstawały  sprzeczki na tle upadku materialnego. Matka wspominała ojcu, że nie trzeba  było wyjeżdżać   z folwarku Dąbrówki w którym tak dobrze nam  się powodziło. Ojciec tłumaczył się, że upadek nastąpił z powodu kataklizmu.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (11) | dodaj komentarz

Upadek materialny rodziców.

środa, 07 lutego 2007 23:13

Pierwsze  dwa lata w majątku Lewinówce gospodarstwo prosperowało dobrze. Po dwóch latach tłustych, nastąpiły chude i klęska materialna rodziców.          W lecie 1890 r. szalejące często burze z powodziami, zniszczyły niemal całkowicie zasiewy zbóż na polu. Ponadto na  skutek szerzącej  się choroby bydlęcej padło  sporo bydła rogatego, trzody  chlewnej i kilka koni.   

W dzierżawionym majątku  powstały duże  straty. Ale na tym jednak się nie skończyło, bo oto w majątku Kreszczanka w gm. Pleszczenice gub. Mińskiej wznoszone przez ojca budowle wodne u hr. Tyszkiewicza jak groble  stawu
z mostem na rzece, młyn wodny oraz  zapory  wodne na kanałach spustowych, po ulewnym deszczu trwającym kilka  dni wezbrana woda zerwała i poniosła nurtem z biegiem rzeki. Cała włożona  praca i nakład gotówki, zostały  zniweczone, pociągając za  sobą   straty na kilka tysięcy rubli. Właściciel
hr. Tyszkiewicz nie  zapłacił należnych  sum za wykonane roboty, tłumacząc się tym, że on także poniósł poważne  straty w zniesionym przez wodę materiale budowlanym. Wobec czego, by mieć czym opłacić robotnikom, którzy pracowali przy budowie ojciec  zmuszony był sprzedać kilka koni i krów
z gospodarki w Lewinówce.

Rok żywiołowej klęski, uniemożliwił dalsze  dzierżawienie majątku
w Lewiinówce. Brak było koni oraz bydła  rogatego do prowadzenia gospodarki na tak dużym majatku.

Z powyższych przyczyn rodzice zmuszeni byli wydzierżawić folwark Dąbrówka, którego  właścicielem był Chocianowicz w  gm. Patafianów. Gospodarka w tymże folwarku także nie powiodła  się, bowiem ponownie padające deszcze oraz niskie grunty tego folwarku spowodowały zły urodzaj, pociągając  za sobą dalszą klęskę materialną rodziców. Upadek materialny zmusił rodziców do zamieszkania w folwarku Rakowszczyzna, skąd pochodziła matka i tam gospodarzyć na pięciu dziesięcinach ziemi posażnej matki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Moje urodziny.

wtorek, 06 lutego 2007 17:01

Ojciec mój mając lat 15 został oddany przez swego ojca do terminu uczyć  się rzemiosła budowlanego. Wówczas zawód taki nazywano mechanik – budowlany. Drugi brat Ojca Michał został przyjęty do majątku Domejków- Sitce jako pracownik administracji. Ojciec terminował sześć lat u słynnego podówczas mechanika Sancewicza zamieszkującego w zaścianku szlacheckim Zaborje,  gm. Patafianów, pow.Wilejskiego.

Po ukończeniu terminu, Ojciec pracując samodzielnie jako mechanik budowlany w majątku Sitce państwa Domejków, wydzierżawił z dóbr Sitce zaścianek Dubrówkę w gm.Patafianów.  Po czem ożenił  się   z panną Antoniną z Kozłowskich z folwarku Rakowszczyzna gm. Patafianów, późniejszą moja Matką i mojego rodzeństwa.

 Ja byłem trzecim, pierwsze były dwie siostry: Zofia i Jadwiga. Po mnie było dwóch braci - Kazimierz i Stanisław oraz trzy siostry: Maria, Janina i Elżbieta. Razem nas było z rodzicami ośmioro.

Gospodarstwo w Dubrówce prowadził razem z matką stryj Michał, którego ojciec zabrał z majątku Sitce do siebie. Ojciec zaś nadal pracował w swoim zawodzie po różnych dworach budując nowe lub reperując stare pałace tak jak i inne budowle.

Po kilku latach dzierżawy zaścianku Dąbrówki, ojciec postanowił wydzierżawić majątek większy. Matka była temu przeciwna, bowiem w Dąbrówce rodzicom żyło się dobrze. Zaścianek był opasany lasami i  dwiema rzeczkami. Jagód, grzybów i ryb było pod dostatkiem.  Jednak ojciec postanowił na swoim i wydzierżawił majątek Lewinówkę  w gm. Budsławskiej  pow. Wilejskiego. W majątku tym dnia 7 sierpnia 1888 r. ja się  urodziłem. Dano mnie na imię Kajetan.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Po powstaniu.

niedziela, 04 lutego 2007 18:32

Nie było dworu i folwarku, gdzie nie opłakiwano by straconych lub  wywiezionych członków rodziny. Ludność katolicką i unicką nawracano przymusowo na prawosławie. Kozacy nahajami  spędzali ludność pod cerkwie lub cmentarze prawosławne, gdzie pop prawosławny po odprawieniu modlitwy i po poświęceniu kropidłem wodą święconą już zapisywał do ksiąg parafialnych. Poczem ludzi rozpuszczano  do  domów z zapowiedzią, że już jako prawosławni winni uczęszczać do cerkwi na nabożeństwa w  dni święte, a  szczególnie święta carskie. Taki los spotkał moją babcię z jej rodzicami i dwoma małymi synkami Janem i Michałem, którzy przemocą zostali ochrzczeni na prawosławie przed cerkwią w  Wituniczach.

Kościoły masowo zamykano, lub zamieniano na  cerkwie prawosławne. Majętność kościelną przekazywano parafiom prawosławnym lub do  skarbu carów. Najbliższe kościoły w Sklancach, Zamoszu, Berezynie, Niebyszynie i w Porpliszczu zostały zamknięte. Pozostał tylko kościół w Dokszycach w którym proboszcz przez pewien czas zmuszany był kazanie  mówić w języku rosyjskim, a organista śpiewać także  w języku rosyjskim.

 Ludność przemocą przywrócona na prawosławie jednak po kryjomu modliła  się po polsku w  wierze katolickiej, tajnie zbierała  się  w lasach lub w miejscowościach głuchych i tam  zbiorowo modliła  się szczególnie w święta uroczyste jak Wielkanoc i Boże Narodzenie. Kaplice i krzyże przydrożne zostały poniszczone, a na ich miejsce postawiono krzyże prawosławne lub zacierano ślady po krzyżach i kaplicach katolickich. Zabronione było mówić i uczyć  się po polsku. Ucisk taki trwał do 1905 r. tj. początku rewolucji w Rosji.

Dziadek skrywał  się pod nazwiskiem Stodolnik do 1878 r. to jest do upływu terminu jego kary zesłania na Sybir. Poczem  przy pomocy rodziców żony Gintowtów zamieszkał w folwarku Stan Król. Następnie wydzierżawił majątek Janki w  gm. Dokszyce. W majątku tym dziadek już mieszkał z całą rodziną z  synami i córkami, którzy urodzili  się po powrocie z Syberii. Synów było trzech: Leonard, Feliks i Józef, córek, tez trójka: Justyna, Juliana i Maria. Przy pomocy nich gospodarzył dość zamożnie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powstanie styczniowe

niedziela, 04 lutego 2007 12:36

Na  wiosnę 1864 r. Rosjanie zgromadzili większe siły swoich wojsk dookoła puszczy Hołubickiej i rozpoczęli zacieśniać powstańców. Oddziały powstańcze by uniknąć klęski poczęły się przebijać z puszczy do lasów na  wschód  od rzeki Berezyny.             Lasy te ciągnęły  się w  stronę Borysowa.

Podczas odwrotu powstańcy ponieśli  poważne  straty. Dziadek będąc rannym został schwytany przez kozaków i  dostał się do niewoli. Wszystkich powstańców zabranych  do niewoli spędzono do m. Lepel  gub. Witebskiej,  gdzie sądem carskim zostali skazani na wygnanie na Sibir, niektórzy - zesłanie bezterminowe lub katorgę i ciężkie roboty. Dziadek z innymi skazany  został na 15 lat. Majątki dziadka leżące w pow. Lepelskim – Kamień i Ułła zostały skonfiskowane i nadane generałom carskim, za zasługi „uśmierenia miateża”.

  W 1867 roku dziadkowi udało  się zbiec z  Syberii i powrócić w rodzinne   strony. Żona  dziadka,  a moja babcia mieszkała wówczas u  swoich rodziców nazwiskiem Gintowt w folwarku Stan Król gminy Witunickiej pow. Borysowskiego. Babcia po  skonfiskowaniu majątków dziadka przyjechała  do rodziców  z  dwoma małymi   synkami. Jeden z nich imieniem Jan został później moim ojcem,  drugi miał na imię Michał.

Dziadek po powrocie  do Kraju przez  dłuższy czas ukrywał  się, a później pod nazwiskiem Stodolnik zamieszkał  we  wsi Osinowik gm.Wituniewicze, o 2 kilometry od Stan Król i tam  w  młynie pracował za młynarza.

Według dalszych opowiadań dziadka i babci, po  stłumieniu powstania, carski rząd rozpoczął straszne prześladowania ludności polskiej. Wydawał masowe   wyroki śmierci. Wysyłano na Sybir za najmniejsze objawy polskości.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 20 października 2017

Licznik odwiedzin:  72 247  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl