Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 359 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Drogi w gminie Kucewicze.

sobota, 26 stycznia 2008 14:07

            Od strony Kucewicz, na początku rozpoczętej budowy drogi zostały  wykopane odwadniające rowy po lewej i po prawej stronie na  długości  do 500 m. Rowami tymi woda poczęła szybko opadać od miejsca  budowy, wobec  czego błoto stawało się mniej grząskie  i łatwiej było kopać rowy po bokach budującej  się  drogi. Tak każdego  dnia, budowa posuwała  się narzód na kilka  metrów. Była to praca nader ciężka. Kopacze rowów musieli pracować w  wodzie  wyżej kolan -  wyrzucając ziemie na drogę. Na błoto nadal kładziono  faszynę z belkami i  zasypywano żwirem. Żwir ten ugniatał faszynę do twardego gruntu. Był sypany wysokością do 1,5 m. Po  wybudowaniu  drogi  do 500 metrów,  woda  szybko ustąpiła z  błota  do rowów. Dawało to możliwość budowy  dalszej  drogi. Po środku tego błota przebiegał kiedyś  wybudowany rów odwadniający, który był już  całkiem  zamulony i nie  przynosił należytej korzyści. Kiedy doprowadziliśmy budowę do tego rowu, pobudowaliśmy most przepustny na tej  drodze, po czym rów został oczyszczony z błota na  długości 500 m. Woda z furkotem poczęła przepływać i ustepowć z  błota. Błoto osuszało się  szybko co dawało łatwiejsze budowanie  drogi. W nastepnych latach kiedy kupcy leśni poczęli masowo przewozić przez tę   drogę materiał drzewny na stację kolejową wówczas Rada Gminy  ustaliła opłatę  za nadmierne zużycie tej drogi. Opłaty te pobierano w  wysokości 400 zł. dochodów gminy rocznie. Przy tym nadmieniam, że kiedy ta droga była już  wybudowana – nadeszło powiadomienie z Wydziału Powiatowego, że Uchwała Rady Gminy,  dotycząca budowy tej  drogi nie  została  zatwierdzona. Powodem niezatwierdzenia tej Uchwały było to, że Zarząd Gminy nie nabył własności tego gruntu. Uchwała Wydziału Powiatowego została powzieta na  wniosek inspektora  samorządowego. Wobec tego, że droga już była  pobudowana i oddana  do użytku – oraz że grunta pod  budowę tej  drogi, jak wyżej opisałem, zostały nabyte formalnie na mocy pisemnych umów – przeto uznałem budowę tej drogi za zakończoną.             Kiedy przyjechał nowomianowany starosta pan Chrzanowski, celem ustalenia miejsca pod budowę szkoły im.Marszałka Józefa Piłsudskiego we  wsi S……….., to  wówczas pojechałem razem z panem starostą w  aucie przez nowo  wybudowaną drogę. Jadąc poinformowałem pana starostę, że  jedziemy nowo wybudowaną drogą, której budowy Wydział Powiatowy nie zatwierdził. Pan starosta ogromnie się  zdziwił, że ta droga jest już pobudowana. Poinformowałem wówczas pana starostę o  sposobie nabycia gruntu pod tą drogę i o technicznych  warunkach budowy drogi. Pan starosta wyraził podziw z mojej inicjatywy i złożył mi gratulacje z tak pomyślnego przebiegu pobudowania tej drogi. Przejeżdżając tą drogą dobry był już jej wyglad estetyczny. Posadzono po obu stronach drzewka, ułorzono kamienie pobielane, a rowy   wypełnione  wodą nadawały  wspaniały  widok. Pan  starosta  zachwycał się tą drogą, wówczas zaproponowałem by starosta  wyraził zgodę na mianowanie, jego imieniem Chrzanowskiego, tym bardziej,że  droga ta będzie łaczyć Zarząd Gminy ze szkołą im. Józefa Piłsudskiego, pan Starosta wyraził  zgodę na ta prośbę. Muszę nadmienić, że pan  starosta był ogromnym przeciwnikiem nadmiernych formalności, lubił inicjatywy i ich realne realizowanie, bez żadnych przewlekłych formalności i przepisów małowartościowych. Było też i moim życzeniem unikanie bezusznych formalności i przepisów, które poważnie utrudniały  wszelka pracę samorządową i  administracyjną. Jednocześnie należy wymienić i inne odcinki dróg pobudowanych lub dobrukowanych, przebiegających przez gminę Kucewicze. Trakt  wojewódzki przebiegający od Oszmiany przez terytorium Gminy Kucewicze o długości 28 km. był  w  większości nieuporządkowany. Zachodziła potrzeba przestrzeń tego traktu  zniwelować, okopać  rowami i pobrukować. Zarząd  Gminy Kucewicze dostarczył robociznę szarwarkiem, zwiezieniem żwiru i kopaniem rowów. Przestrzeń tej drogi, w  przeciągu kilku lat została  całkowicie pobudowana, tylko  dzieki temu że  Zarząd Gminy udzielił pomocy  w wykonywaniu robót. Trakt ten był w  większej  części wybrukowany – obsadzony klonami, pobielanymi kamieniami upiększającymi po obu stronach traktu. Przejazd  tym traktem do Oszmiany trwał tylko 6 – 7 godzin, a przebudową wynosił do 10 godzin. W niektórych miejscowościach w porze wiosennej i jesiennej niedoprzebycia z powodu grzązkiej i lepkiej gliny – odcinki  zostały okopane rowami i obsadzone drzewami. Ponadto  zostały na  skrzyżowaniach dróg ustawione drogowskazy.  Budując te  drogi i mosty w 1938 – 1939 roku miałem  złe przeczucia, że z tych dróg Polska nie będzie korzystać i tak  się  stało, bo po  wybuchu wojny 17 września 1939 roku gmina Kucewicze już przestała wchodzić w granice państwa Polskiego.  Posadzone drzewka przydrożne oraz drogowskazy i rowy były niszczone przez przejeżdżających, a także i mieszkańców wsi i osad. Była to nie łatwa  walka ze  szkodnikami. Czynili oni  zniszczenia świadomie i bezmyślnie. Drzewka niszczyli w obrebie  swoich gruntów, by po  wyrośnięciu nie zaciemniały im  ziemi. Niszczyli rowy. Drogowskazy dzieciaki niszczyły kamieniami. Trudno  było przełapać szkodników w ich akcji niszczenia. By zapobiec temu wandalizmowi przeprowadziłem Uchwałę Rady Gminnej mocą której mieszkańcy wsi i osad byli  zbiorowo odpowiedzialni za zniszczenia o ile nie wydadzą winowajców.  Skutek był nieoczekiwany i bardzo dodatni. Jeżeli ktoś zniszczył  drzewka orząc  lub  w inny sposób, natychmiast do Urzędu Gminy donoszono kto to uczynił. Winowajca obowiązny był zapłacić karę za jedno  drzewko zniszczone od 10 zł. Przejeżdżający którzy niszczyli  drzewka byli łapani przez mieszkańców, na terenie drogi biegnącej przez ich osiedle i ujawniali Urzędowi  Gminy. Byli karani grzywną i administracyjnym  aresztem. Tą  metodą  walki ze  szkodnikami, uchroniłem trwałośc  drzewek, przydrożnych rowów i drogowskazów.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Budowa drogi

czwartek, 24 stycznia 2008 13:18

W miesiącu wrześniu tego roku nadeszły dwa  wagony siewnego żyta na  stacji Soły dla  gmny Kucewicze. By nie zwozić żyta  ze stacji do Urzędu Gminy powiadomiłem tych gospodarzy, którym  przypadała większa ilość  żyta, by przybyli po obsiew  żyta na  stację. Tam im  żyto  wydano za pokwitowaniem. Żyto z drugiego wagonu, niepełnego zwieziono do Gminy. Drugiego dnia to żyto było rozdawane mniej poszkodowanym gospodarzom w mniejszej ilości. W czasie rozdawania tego żyta – przybył do Urzędu Gminy pan  starosta Konarzewski, syn generała Konarzewskiego, wiceministra wojsk polskich. Serdecznie ze mną przywitał  się, gdyż on był razem z ojcem na  święcie 23  Pułku Ułanów Grodzieńskich w  Podbrodziu, gdzie  już ze mną zapoznał  się. Ucieszył  się, że miał będzie ze mnie  dobrego pacownika  samorządowego. Zażyły stosunek  pana starosty  do mnie – nie podobał się inspektorowi Stankiewiczowi. Począł on wynajdywać drobiazgowe  sprawy i to przeważnie w załatwieniu spraw kancelaryjnych, uważając, że za opieszale są takowe załatwiane. Na zkończenie  zapytał mnie czy ja otrzymane  żyto ubezpieczyłem. Odpowiedziałem, że nie, bo już  większą połowę   wydałem na  stacji, prosto z  wagonu, a resztę przewiezionego żyta rozdam  w  dniu  dzisiejszym. Wówczas inspektor oświadczył, że ja byłem zobowiązany przed tem żyto zwieźć  do Urzędu i ubezpieczyć, a potem rozdać.Ja ze  swojej strony tłumaczyłem, że skoro żyto zostało w  większości rozdane z wagonu – to po co je  zwozić do  magazynu i ubezpieczać, ponosząc zbędne   wydatki. Inspektor obstawał na  swoim – że  żyto mogło  się spalić  w magazynie nie ubezpieczone i Urząd Gminy musiałby płacić. Ja ze  swojej strony opierałem  się, że ja  to żyto, natychmiast po nadejściu oddałem – by go nie magazynować i nie ubezpieczać. Na zakończenie inspektor oświadczył, że ja postapiłem nie zgodnie z przepisami i będę pociągniety do odpowiedzialności. Kiedy posłanka  pana  starosty chciała  łagodzić  ten konflikt, inspektor  stanowczo orzekł, że wszystkie inne gminy żyto ubezpieczyły, przeto i ja obowiązany byłem to uczynić.  Należy nadmienić, że starosta Konarzewski nie był kompetentny w  sprawach administracyjnych. Dostał on się na stanowisko starosty dzieki  wysokiemu  stanowisku ojca, przeto nie mógł przeciwstawić się twierdzeniu inspektora o potrzebie ubezpieczenia żyta. Po kilku dniach otrzymałem w poufnym piśmie upomnienie od pana  starosty za uchylenie  się od ubezpieczenia żyta. Oczywiście to upomnienie nastapiło tylko pod naciskiem inspektora Stankiewicza. Od kolegów wójtów, którzy także otrzymali żyto do rozdziału, dowiedziałem  się, że zaledwie dwóch z nich żyto  zwiozło do magazynu i ubezpieczyło. By nie dać się głupim zachciankom inspektora Stankiewicza – od upomnienia odwołałem się do pana wojewody, za pośrednictwem pana starosty, drogą służbową. W odwołaniu umotywowałem, że żądanie  inspektora nie było słuszne i że żaden przepis istniejący nie nakazuje ubezpieczyć przedmiot nieistniejący. Po otrzymaniu mego odwołania pan starosta Konarzewski, we własnym zakresie odwołał to upomnienie - prosząc mnie bym uważał tą sprawę za nieistniejacą. Oczywiście to uczyniłem, jednak sądzę, że pan starosta poinformował inspektora o odwołaniu upomnienia, bowiem on był nadal cierpkim w  stosunku do mnie. Wkrótce likwidowanie skutków gradobicia zakończyło  się. Mieszkańcy wsi Strofuny oświadczyli, że już więcej nie będą świętować czwartego  dnia Zielonych Świąt. Na terenie gminy Kucewicze istniał teren błotnisty obszarem  długości do 8 km., a szerokości do 2 km. Teren ten był tak błotnisty, że można było po nim poruszać  się tylko w porze  zimowej, kiedy był on  zamarznięty. Był on całkiem bezużytecznym. Na pastwisko także się nie nadawał, bo bydło na nim topiło  się i grzęzło. Ponadto teren ten był wielką trudnością mieszkańców  gminy. By przybyć  do Urzędu Gminy z przeciwległej  strony tego błota, trzeba  było okrężna  drogą jechać 8 km, a z innych miejscowości to do 12 km. Poprzednie Zarządy Gminy  wnosiły uchwały o pobudowanie drogi przez to błoto. Jednak te uchwały nie były realizowane. Ja ponownie przeprowadziłem uchwałę Rady Gminnej w 1936 roku by ta  drogę pobudować. Lato 1936 roku było dość suche. Z błota  wody opadły, przeto nie było ono tak grząskie. Żeby zabudować tą  drogę trzeba  było uzyskać  zgodę właścicieli tych błot to jest hrabiego Czapskiego oraz mieszkańców wsi …………… Hrabia Czapski bardzo chętnie aktem  sporządzonym między nim, a Urzędem Gminy – ustąpił bezpłatnie potrzebny obszar pod  drogę. Uczynił to  chętnie bowiem z błota tego całkowicie nie korzystał. Z drugiej strony od  wsi O…….. Zarząd Gminy także  zawarł umowę z mieszkańcami tej  wsi, jako właścicielami tego błota  - mocą której mieszkańcy odstąpili potrzebny obszar pod drogę. Zarząd Gminy ze swojej strony zwolnił mieszkańców jako rekompensatę od szarwarku, przypadającego na tę wieś na okres 2 lat. Tą  drogą Zarząd Gminy uzyskał prawna podstawę do budowania tej  drogi. Plan techniczny budowy tej  drogi bejmował odległość od  siedziby Kucewicz do  wsi O………. Budowę dokonywano  szarwarkiem. Zwożono faszynę z sęków dużych wyrabanych krzaków łozy. Z faszyną układano i na  nia  sypano żwir zwożony wozami – po  stronach równolegle kopano rowy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

O rozwoju rolnictwa i hodowli, wystawach rolniczych i gradobiciu w gminie Kucewicze.

sobota, 19 stycznia 2008 12:38

Zaszła potrzeba jeszcze zachęcać i  zmuszać rolników do odchwaszczania pól z róznego rodzaju chwastów. W tym celu udzielono rolnikom pomocy przy oczyszczaniu ziarna od  chwastów. Kamieniste grunty, których w  gminie Kucewicze było do 20%, zostały oczyszczone z kamieni. Błotniste łąki zostały  zniwelowane i osuszone.Na łąkach po zasianiu trawy  szlachetnej rosły trawy słodkie i obfitsze o 200% stanu poprzedniego. Stwarzało to możliwość zwiększenia utrzymania pogłowia bydła  rogatego i trzody  chlewnej. W każdej gromadzie gminy Kucewicze przeprowadziłem Uchwałę Rady Gromadzkiej – mocą której opodatkowano po 1  zł. od  posiadanej krowy na  nabycie buhaja zarodowego rasy polskiej.  Pokrywane krowy tym buhajem dawały  większe cielęta w lepszej jakości pod względem mleczności. Mocą Uchwały Rady Gminnej wszystkie ogiery nielicencjonowane były przymusowo kastrowane. Klacze pokrywano ogierami licencjonowanymi.Tą drogą w gminie podniesiono lepszy przychów rasowych koni, przeważnie rasy szweckiej. Rok rocznie odbywały się pokazy ogierów i klaczy na  spędzie powiatowym, gdzie najlepsze ogiery i klacze były nagradzane od 200  do 500  zł. Zachęcało to gospodarzy do hodowli  rasowych koni. Wydział Rolny przy Wydziale Powiatowym pod przewodnictwem mego syna Kazika dokładał poważną pracę nad podniesieniem rolnictwa w powiecie przy  zasiewaniu lepszych nasion siewnych i lepszych odmian. Rok rocznie organizowano na jesieni wystawy płodów  rolnych i trzody  chlewnej. Na  wystawach tych były  stoiska indywidualnych gospodarzy oraz  zbiorowych organizacji i zespołów młodzieżowych. Na  stoiskach były  wystawiane ogromne głowy kapusty, buraków, marchwi i innych  warzyw. Ponadto  w klatkach  ukazywano wspaniałe  maciory, kury i prosięta, owce ze  wspaniałą   wełną i ptactwo  domowe. Po otwarciu  wystawy, po  dokonaniu przez Komisję przeglądu wystawionych plonów i  zwierząt zostały  ustalone i  rozdane nagrody dla okazalszych  stoisk, a potem  właściciele rozsprzedawali  swoje okazy. Po skończonej wystawie odbywały się zbiorowe  obiady, urozmaicone   artystycznymi występami przez zespoły młodzieżowe.  Takie  wystawy rolne ogromnie zachęcały rolników, szczególnie młodzież zorganizowaną w zespołach, do kontynuowania postępowej hodowli trzody  chlewnej i uprawy   warzyw. Tą pracą podnoszono ekonomiczny  stan gospodarki rolnej,  szczególnie małorolnych, posiadających od 2 do 5 ha. ziemi. Wobec poprawienia  się  rasy krów i  wskutek wydajności  mleka – pozakładano  spółdzielnie mleczarskie, które  wyrabiały masło,  dostarczając towarów na  rynek większych miast i osiągając poważne  zyski.  Na terenie gminy Kucewicze było  sporo  wsi nie  skomasowanych, posiadających grunta rozbite, sznurami  wąskimi ciągnącymi  się do 3 – 5 km.   Na tych sznurach nie można było prowadzić postępowej  gospodarki rolnej oraz hodowli  bydła i trzody  chlewnej. Niektórzy gospodarze na takich  wsiach mając 18 ha  ziemi mieli po trzy krowy i  jednego konia. Zebrany urodzaj z tej  ziemi nie  dawał im potrzebnej ilości plonów do wyżywienia  się. Podobnych gospodarzy było nie mało. By stan rolnictwa tych wsi był ekonomiczniejszy zachodziła potrzeba przeprowadzenia komasacji tych wsi. Pierwszą wieś jaką skomasowano były Gieniowce, mające  do 100 gospodarzy, którzy posiadali gruntu od 3  do 20 ha.   Po komasacji  stan rolnictwa poważnie podniósł  się. Każdy gospodarz otrzymał ziemię posiadana w jednym kawałku na którym pobudował się i gospodarzył każdy na swojej kolonii, uprawiał już gospodarkę postępową – przynoszącą poważne plony rolne. Pierwsze gospodarstwo role o 18 ha  ziemi, mące 3 krowy i jednego konia z którego nie mogli wyżywić  się trzej bracia z  rodzinami.   Obecnie to gospodarstwo  zostało  skomasowane w trzech koloniach po 6 ha. na każdej kolonii. Gospodarz miał  już po 3 krowy z koniem i pokaźna ilośc trzody  chlewnej – przynoszące wieksze dochody od zasianych roślin zbożowych. Po  skomasowaniu wsi Gieniowce inne  wsie także komasowały  się. Tą drogą ogólny stan rolnictwa w gminie podnosił  się – osiągając dobrobyt i  zamożnośc gospodarstw rolnych.          

  Rząd Polski za pośrednictwem Izby Rolniczej – Sejmików Powiatowych i Rad Gminnych, chętnie udzielał pomocy finasowej jak na komasację tak i na  zagospodarowanie  się i inne postępowe potrzeby rolnictwa.   Z podniesieniem  się zamożności  mieszkańców gminy  wpływy podatkowe poważnie wzrosły, a  stan finasowy Urzędu Gminy poprawił  się. Co  dało możność wydajniejszej pracy nad podniesieniem  szkolnictwa.          

   Przejeżdżając czwartego dnia po Świętach Zielonych tj. Zesłaniu Ducha  Świętego, przez  wieś  Stryfuny spostrzegłem  mieszkańców tej wsi  siedzących przy izbach i  rozmawiających między  sobą. Zapytałem dlaczego oni nie pracuja w polu, kiedy już jest  wielki  czas kończyć  zasiewy. Odpowiedzieli mi, że świętują 4 – ty dzień Zielonych  Świąt, na intencję uniknięcia  gradobicia i że jak oni ten dzień  świętują to  zawsze ich wieś jest omijana przez burze gradowe.    Jednak w  jedną niedzielę, tego  samego lata w  miesiącu lipcu, nadciągnęła ogromna burza  z południa i przeszła przez część terytorium gminy, obejmując tereny położone w pobliżu lasu. Burza ta trwała przez godzinę czasu -  szalała  ona, miotając we wszystkie strony gradem wielkości włoskiego orzecha -  z jednoczesnym ulewnym  deszczem. Po  drodze przesuwania  się burzy  wszystkie  szyby w oknach  zostały gradem wybite. Na polu ptactwo i  zające  zostały  zabite, zboże, warzywa w ogrodach zostały  zniszczone od 50 – 100 %. Burza ta przeszła przez  wieś  Stryfuny i  dokonała tam ogromnego  zniszczenia w  zasiewach – na  nic im  zdał  się 4 – ty dzień świętowania.    Burza gradowa objęła sporo gmin powiatu oszmiańskiego -  czyniąc spustoszenia w  zasiewach. Wobec  czego został powołany Komitet  Powiatowy do ustalenia poczynionych  strat przez burzę i pilne udzielenie pomocy poszkodowanym. Komisja kolejno przejeżdżała gminy notując   starty. W każdej  gminie  do tej Komisji wchodził wójt z  urzędu i z nim dwóch radnych. W gminie Kucewicze pięć  wsi i  większych  sporo osiedli, Komisja uznała plony  zniszczone  w 100 %, w innch osiedlach od 20 do 80%. W majątku Nowosiółki hr. Czapskiego ustalono  zniszczenia na 50%. Hr. Czapski był bardzo niezadowolony z takiego małego procentu, jednak procent ten był  zgodny ze  stratami. Gospodarze, którzy mieli szacunek ustalony strat ponad 80 % byli  całkowicie  zwolnieni od  wszystkich podatków, ponadto  dostarczono im żyta na potrzeby gospodarcze. Gospodarze którym Komisja ustaliła zniszczenia  mniejsze – także otrzymali ulgi w podatkach i żyto na potrzeby.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Rozwój rolnictwa w powiecie oszmiańskim.

środa, 16 stycznia 2008 19:20

Po ukończeniu przez syna Kazika podchorążówki i odbyciu  służby  wojskowej 6 cio-miesięcznej w 6 Pułku Legionów dostał on awans na  sierżanta i został przeniesiony  w  stan  rezerwy. Na moją prośbę  chętnie przyjęto go na  agronoma rejonowego przy Wydziale Powiatowym Urzędu Oszmiańskiego. Rejon ten obejmował trzy  gminy. Początkowo mieszkał u nas w Kucewiczach. Jednak w  czasie późniejszym zamieszkał w Oszmianie, gdzie mieścił  się jego Wydział Rolny. Do pracy swojej Kazik przystąpił bardzo energicznie. W prędkim czasie zorganizował na swoim terenie mleczarnię, kółka rolnicze, poletka doświadczalne, zespoły  wzorowej hodowli, plany uprawy rolnictwa. Postęp jego pracy wywołał uznanie u jego przełożonych jako i pana  starosty powiatowego, skutkiem czego mianowano  go na  zastępcę inżyniera agronoma powiatowego. Po  dwuletniej pracy jego na  stanowisku agronoma i  zastępcy agronoma powiatowego, kiedy odszedł agronom powiatowy do Urzędu Wojewódzkiego, Wydział Powiatowy na  swoim posiedzeniu powziął Uchwałę mianując Kazika stałym Kierownikiem Wydziału Rolnego powiatu oszmiańskiego z  wynagrodzeniem miesięcznym 600  zł., jaka  przysługujacą inżynierowi  agronomowi.             Kazik na stanowisku agronoma powiatowego ze swoich obowiązków  wywiazywał się bardzo dobrze. Byli  z niego  zadowoleni jak przełożeni tak i jego koledzy rejonowi  agronomowie, których z każdym  rokiem przybywało, tak że już   w 1937 roku w każdej gminie był  angażowany agronom  gminny. Prace w podniesieniu na wyższy poziom rolnictwa poważnie postępowału ku lepszemu. Na błotnistych łakach przeprowadzano meliorację i łąki zadchwaszczono obsiewając trawami, które były dostarczane bezpłatnie dla niezamożnych rolników. Z przykrością trzeba nadmienić, że pewna ilość rolników uchylała się od pobierania tych traw i rozsiewania po łąkach. Kiedy jednak łaki obsiane trawami zaczęły przynosić piękne plony słodkiej trawy wynoszącej ponad 300 % poprzedniej  dzikiej trawy, wówczas włościanie wszyscy chętnie pobierali nasiona trawy i obsiewali łaki z dobrymi  wynikami.   Przytoczę przykład jak  z  dzikiej i  zaniedbanej zagrody mającej 7 ha  ziemi – uczyniono  zagrodę wzorcową i przynoszącą dobre plony. Zagroda ta była  w pierwotnym  stanie bardzo  zaniedbana. Budynek  składał  się z jednej izby. Przy tym budynku była przybudówka w której mieściła się krowa no i koń.  Właściciel  zagrody uprawiał  zawsze 2  do 3 ha. Reszta ziemi leżała odłogiem zarośnięta dzikimi krzakami i kępami oraz posiadając moc kamieni. Na łące rosła  duża trawa tak  zwana „świniucha”.  Rola uprawiana była żytem, jęczmieniem, owsem i gryką. Plony  zbierano bardzo marne, tak że nie było  czym karmić bydło, lecz i sami  właściciele nie mieli  czym  wyżywić  rodziny. Ponadto nie mieli  w co  się ubrać. Podatków także nie mogli płacić, które rosły z roku na rok i które trzeba było umorzyć z powodu ich nieosiągalności. Sam  zaś właściciel wiekszą część  czasu  wylegiwał się na łóżku skleconym  z desek i  suszył  machorkę lub kręcił  wiśniowe liście.  W  domu bieda przemawiała aż  strach o tym mówić. Trzeba było takiego ospałego rolnika zmuszać  do pracy pokazowej i pouczajacej.    Na  jesieni temu gospodarzowi dano pomoc, przez przydzielenie kilku sąsiadów  rolników do pracy, którzy łacznie z spodarzem pod kierownictwem  agronoma usunęli  z gruntu kamienie, poskładali takowe na kupę jako ogrodzenie.  Po czym  dzikie krzewy, kępy i trawy jako odłogi zaorano pługami. Ziemię leżacą pod kępami, jako odłogi  zaorano. Łąkę także oczyszczono z chwasów i  dzikiej trawy przez wykarczowanie. Na wiosnę, na rolę i łąkę dano oborniku i  nawozu  sztucznego. Rolę  zasiano w  większości ziemniakami i burakami pastewnymi w  niedużej ilości żyta i jęczmienia. Ponadto  zasiano warzywa jak marchew, buraki, fasolę, kapustę itp. W  czasie letnim nie jednemu rolnikowi udzielono pouczenia jak ma te rośliny pielęgnować. Wynik na jesieni był nadzwyczaj  dobry. Urodzaj był  wspaniały,  wszysto  wyrosło jak  kartofle, zborze i  warzywa. Także na łące  wyrosła  słodka trawa, której zebrano  kilka  wozów. Gospodarz tylko miał kłopot, gdzie złożyć   zebrany plon. Gospodarzowi temu udzielono dalszej pomocy, przez danie mu pożyczki długoterminowej z Kasy Gminnej na wzniesienie obory i  stodoły i pieniądze na  zakup konia. Ponadto  udzielono mu pomocy fachowej w prowadzeniu postępowej gospodarki jak rolnej tak i warzywnej. Pod wskazówkami sadził większość okopowych roślin – mniej  zbożowych, co mu dawało możność w  trzymaniu mlecznych krów i trzody  chlewnej. Tą drogą osiągano większość dochodów z  gospodarstwa. Po trzech latach postępowej  gospodarki gospodarz ten  miał trzy krowy, jednego konia i sporo trzody  chlewnej. Pobudowal  dom jednolity, obszerny z dwoma oknami w którym  zamieszkał.   Gospodarz ten stał się pracowitym rolnikiem, był wzorem dla innych  gospodarzy.Tak  dzieki mojej motywacji i pomocy  agronomów pod kierownictwem syna Kazika – nie tylko jedna została przeorażona   zagroda ze  stanu  dzikiego  do  stanu rozkwitu -  lecz  dziesiątki takich zagród. Uczono rolników do postępowej pracy na roli – przykładami pokazowymi. W tym celu uruchomiono w  każdej  wsi poletka  doświadczalne, które były prowadzone przez młodzież pod kierownictwem  agronomów. Na tych poletkach plony były obfite, które to zachęciły już wszystkich rolników do pracy polnej w  myśl  wskazówek  agronomów. Rezultat był owocny.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Stan sanitarny gminy w Kucewiczach.

niedziela, 13 stycznia 2008 11:43

Stan sanitarny gminy przedstwiał się w  bardzo złym stanie. Mieszkańcy gminy wciąż zapadali na choroby zakaźne jak tyfus plamisty itp. W całej  gminie na wszystkich osiedlach nie było  szaletów.  Dla załatwiania potrzeb fizjologicznych chodzono na tyły budynków do  chlewów lub obór. Po powrocie  zdejmując obuwie wybrudzone kałem ludzkim, brudnymi rękoma spożywali posiłki, zarażali się tasiemcem – który zarażał trzodę  chlewną i tak w kółko  chorowano na przemian.             Wobec czego wydano przepis  wybudowania klozetów, które były budowane  bardzo opornie i przewlekle. Jednak po kilku latach cel osiągnięto i klozety były niemal  wszędzie pobudowane.     W niektórych osiedlach górzystych nie  było studzien, wobec czego mieszkańcy wodę do spożycia brali z  sadzawek błotnistych i zanieczyszczonych. Mieszkańcy tych osiedli chorowali na tyfus brzuszny i inne  choroby. Rada gminy uchwaliła  pewne  sumy na pomoc budowy  studzien oraz uzyskała  dotację także na budowę  z  studzien z województwa. Przy pomocy tych kredytów wybudowano  studnie jak we wsi Borundy i w Giemowicach oraz w innych miejscowościach. Cembrowiny cementowych  studni istniejące w  stanie  złym zasypano i pobudowano nowe, także z cembrowin  cementowych.  Dla przykładu  przytoczę jakie studnie  stare istniały. Otóż w Kozicach radnego gminy,  Kozakiewicza studnia miała zrąb drewniany, zgniły, zarośnięty  mchem i grzybami. Dookoła  studni rozpościerało  się błoto w którym kąpały  się  świnie i  z tego błota woda ściekała do  studni. Ponadto była ta  studnia tuż obok obory z której  gnojówka ściekała także  do tej  studni. Ze  studni tej brano  wodę do spożycia. Takich  studni było kilkadziesiąt na terenie  gminy, które zostały  zasypane, a na ich miejsce pobudowano  studnie z cembrowin cementowych. Na budowę  studzien, Zarząd Gminy udzielił pożyczki długoterminowej lub pomocy bezzwrotnej. W osiedlach były ulice błotniste i nie  zabrukowane. Podwórza były także błotniste i zanieczyszczone  gnojem tj. nawozem. Po takich błotnistych i  zanieczyszczonych podwórzach chodziło bydło i bawiły  się  dzieci. Wewnątrz chałupy także były brudne, powietrze stęchłe, posłanie ze zgniłej  słomy, zabrudzone przez dzieci kałem i moczem. W takich brudnych izbach starzy ludzie dożywali  swego wieku, duszać  się w  smrodliwym powietrzu, a  dzieci wyrastały z  anemią i krzywymi nóżkami. Takiemu przerażającemu  brudowi  wydałem  wojnę – z dużo ogromnym  wysiłkiem pracy.   Po zwołaniu  zebrań  mieszkańców, na których pouczałem, jak mają usunąć nieczystości. Dla zachęcenia mieszkańców do pracy nad podniesieniem  czystości i estetycznego wyglądu osiedli  całych oraz poszczególnych – przeznaczyłem nagrody tym, którzy swe osiedla doprowadza  do  stanu  czystości i  wygladu  estetycznego. Nagrody  stanowiły pługi żelazne, żelazka do pasowania, inne.  Wobec  tego, że mieszkańcy nie umieli należycie  doprowadzić do  czystości  swoich zagród i izb, przeto wykorzystałem  brygady do pokazania prac przy  czyszczeniu zagród  i izb. Taka brygada zjeżdżała  do  wsi,  wybierała najładniejsza osadę. Po czym przystępowała do pracy z mydłem i z wapnem. Oczyszczone podwórze z gnoju, błota, różnych rupieci i nieczystości -  zasypywano  żwirem lub piaskiem. Z izby  wynoszono  wszystko – stoły, łóżka, pościel itp. Okna otwierano, ściany wybielano,  gdzie nie było podłogi, ubijano glinę i  zasypywano  piaskiem.  Na podwórzu  stały, łóżka i  wszelki inwentarz z mydłem czyszczono z  brudu, po czym wnoszono  do izby. Sienniki  wypchane świeżą  słomą – układano na łóżkach, przykrywano czystymi wpranymi kapami. Na oknach zawieszano firanki papierowe i  ustawiano  doniczki z rozkwitłymi kwiatami. Od ulicy, przed zagrodą budowano ogrodzenie i ogródek z kwiatami. Po doprowadzeniu takiej  zagrody i  izby do stanu należytej  czystości i  wygladu  estetycznego zwoływano mieszkańców  całej  wsi,  szczególnie młodzież i im okazywano czystą i piękna  zagrodę, łacznie z izbą. Wszyscy podziwiali, że z takiej biednej  zagrody i  izby można było  osiągnąć tak czystą i piekną. Takie brygady przeprowadzały w  większych osiedlach pokazowe prace. Wynik tych prac był  dodatni -  bowiem mieszkańcy wzorując  się na tych pracach doprowadzali w  swoich  zagrodach i  izbach własciwą  czystość i stan  estetyczny. Postępowanie takie poważnie podniosło stan  zdrowotny ludności. Ponadto zmieniło wygląd  tych osiedli. Za pracę tą dostałem podziękowanie i 100  zł. nagrody z  Urzędu Wojewódzkiego.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

O płaceniu podatków, drogach i mostach w gminie w Kucewiczach.

piątek, 11 stycznia 2008 19:24

W pierwszych dniach listopada 1936 roku  w niedzielę zadzwonił do mnie do Urzędu Gminy pan starosta Chrzanowski, który zajął miejsce po  staroście…………….  mówiąc, że są u niego w gabinecie pan kapitan Waligórski   i Dyrektor Owsiany i że oni chcą zapłacić Urzędowi Gminy 50% z podatku zaległego, a z 50% Gmina może jakiś  czas zaczekać. Prosił abym  się na to zgodził. W odpowiedzi oświadczyłem panu staroście, że 50 % podatku chętnie przyjmę, natomiast co do prolongowania dalszych 50% tej sumy, a   wynoszącej ponad 7 000  zł. to ta czynność może zostać powzięta tylko na Uchwałę Zarządu Gminy – bowiem jako wójt mogę tylko w dalszym  zakresie prolągować tylko  do 500 zł. Wówczas pan  starosta  prosił mnie usilnie abym  zwołał Zarząd  o powzięcie Uchwały o odwrocie płatności podatku. Telefonicznie panu staroście zakomunikowałem, po czym niezwłocznie pisemnie zwołałem na posiedzenie ekstra  zastepcę wójta pana Rozwadowskiego i ławnika Daszewskiego. Przybyłym  członkom Zarządu poinformowałem o prośbie  starosty, a  szczególnie o  wyniesieniu Uchwały na odroczenie 50% podatku na 6 – miesięcy. Członkowie Zarządu zgodzili się o czym telefonicznie powiadowmiłem pana  starostę.  Po pół godzinie  czasu autem pana  starosty do Urzędu Gminy przyjechali pan kapitan Waligórski i  dyrektor Owsiany. Po  wejściu do mojego  gabinetu bardzo uprzejmie ze mną przywitali się. Kapitan  Waligórski mocno mnie przepraszał za niegrzeczny list, napisany do mnie, tłumaczac się tym, że był bardzo podenerwowanym, kiedy  dostał  moje  wezwanie. Prosił o  wybaczenie mu tego.  Zakomunikowałem przybyłym, że Zarząd powziął Uchwałę o  wpłaceniu przez nich 50 % zaległej sumy, a pozostałą kwotę odroczyć na 6 miesięcy. Bardzo uprzejmie podziękowali Zarządowi za powziętą Uchwałę, po czym obiecali przesłać  do kasy 6 000  zł., 50 % przypadającej  sumy dla Zarządu Gminy, bowiem  sumę bieżącą Wydział Powiatowy Starostwa zgodził  się na odroczenie. Po czym poprosili  mnie żebym ja im  dał  zaświadczenie Zarządu  Gminy o  zdjęciu  sekwestru zajęcia poborów pana kapitana Waligórskiego i  z mebli pana dyrektora Owsianego. Prośba tą mnie zaskoczyli, bowiem pan  starosta prosił mnie tylko o prolongatę płatności, a nie o zdjęcie  sekwestru. Przeto im oświadczyłem, że Zarząd  Gminy nie  może  zdjąć sekwestru do czasu zapłacenia całej sumy podatku bieżącego.  Moje oświadczenie wywołało oburzenie u pana kapitana Waligórskiego, który ponownie począł czynić mi  zarzuty, że ja nie respektuję ich prośby o takowe i  swego przełożonego pana  starosty – tym bardziej kiedy oni już wpłacili 50% bieżącej  sumy. Wobec czego połaczyłem się telefonicznie z panem starostą i poinformowałem o moim rzekomo nie  słuchaniu pana  starosty i ich obu tj. Waligórskiego i  dyrektora o zdjęciu  sekwestru, przy czym powiedziałem panu staroście, że  zgodnie z  jego prośbą Zarząd Gminy podjął tą Uchwałę tylko na odroczeni pozostałych 50 % zaległości na 6 miesięcy, lecz nie na  zdjęciu  sewestru natychmiast, na  co ja nie   wyraże  zgody do  czasu  zapłacenia tej  sumy.             Po  czym pan Waligórski dłuższy czas rozmawiał z panem starostą czyniąc mi  zarzuty z nieustępliwego mego postępowania względem jego jako oficera i pana dyrektora. Odjechali nadęci nie żegajac  się ze  mną. Lecz  wojnę przegrali -  bo  w kilka dni wpłacili na druki P.K.O  Zarządu Gminy cała  sumę zaległą podatku. Uczynili to ze  wstydu, że były pobory zajęte kapitanowi wojska polskiego, a meble pana dyrektora fabryki.  Po zlikwidowaniu należności podatkowych na majątku N……….. przybył  do mnie pan Konstanty Waligórski, serdecznie podziękował za ściągnięte sumy zaległego podatku  na majatku, jednak nie wspomniał, że z jego części 40%,  a ciążący na  nim. Po tem już  panowie  Waligórscy płacili bieżace podatki terminowo, majac nauczkę, że ich tytuły kapitańskie i dyrektorskie nie mogą ich chrononić przed obowiązkami wobec państwa. Dzięki powyższej akcji ściagania ciągnacych się zaległości podatkowych – finanse Urzędu Gminy znacznie  się poprawiły. Spłacony  został niedobór budżetowy z 1934 roku oraz uregulowane zostały niemal wszystkie ciążące zaległości na  gminie. Stan dróg gminnych był opłakany, stan dróg powiatowych oraz  wojewódzkich, przebiegających przez terytorium gminy pozostawiał wiele do życzenia. Wiosną i późna jesienią niektórymi odcinkami dróg gminnych i powiatowych zupełnie przejechać nie było możliwością. Wozy grzęzły w  błocie, konie  zapadały  się po brzuch tak że na tych grzązkich odcinkach zachodziła nie żadko konieczność wyciągać wozy i konie z błota. Ponadto przejeżdżający usiłowali te odcinki omijać jadąc po łakach, a nieraz po  zasianych oziminach -  czyniąc tym poważne straty właścicielom tych gruntów. Stan taki dróg, jak opowiadali mieszkańcy starzy  gminy - istniał od lat niepamiętnych. Dotychczasowe poczynania naprawy tych dróg przez Zarząd Gminy kończyły się na  niczym, bowiem mieszkańcy gminy nie  godzili się na  zwiekszenie  szarwarku  do budowy i reperacji  dróg. Na tym Zarząd Gminy poprzestawał. Drogomistrzem gminnym był obywatel Madej. Cieszył  się on dobrą opinią u inżyniera drogowego powiatu. Jednak po  pewnym czasie ja przekonałem  się, że drogomistrz Madej nie   zasługuje na dobrą opinię. Wykonywał on  swoje obowiązki lekceważąco. Uchybienia jego polegały na tym, że na początku wystawiał kwity z  wykończenia, wówczas kiedy  wykonawca wykonywał od 10  do 25 % wymienionego szawarku. Przykładowo  wykonawca obowiązany był zwieźć na oznaczony odcinek  drogi żwiru 10 metrów. Zwiózł tylko 1 metr, a w wykonaniu  napisał na 10 metrów. Oszustwo dokonano na 9  metrów  żwiru. Ponadto  zwieziony żwir na  drodze pozostawał tak długo, aż go  wody po  deszczu nie znosły. Przytoczę jeszcze kilka podobnych przykładów. Pewnego razu jadąc do Oszmiany o godzinie 10 – tej spostrzegłem bronującego drogę od  wsi N …..do majątku  Nowosiółki przez zamożnego  właściciela pana Dulki, posiadającego 40 ha.  ziemi. Przedstawiłem  się i  zacząłem z nim rozmowę. Dowiedziałem się,że on ten odcinek  drogi brukuje już od ponad 10 lat. Szarwark jego był wymieniony wartością robocizny 80 zł. Kiedy wróciłem  z  Oszmiany i godzinie 14.00, to też spotkałem obywatela Dulki już maszerującego z Urzędu z otrzymanym pokwitowaniem z  wykonanie szarwarku za 80 zł. Sądziłem, że drogomistrz  wydał pokwitowanie  awansem tj. przed wykonaniem  szuwaru, przeto zapytałem pana Dulki kiedy on przyjedzie  wykończyć  całkowicie szarwark. W odpowiedzi pan Dulki oświadczył, że on  całkowicie szarwark ukończył na  zabrukowanie odcinka  drogi wyżej  wymienonego, za  co mu  zaliczono w  całości  szarwark wymieniony w wysokości 80 zł.rocznie. Na moje pytanie ile on godzin bornował odcinek tej drogi broną parokonną, odpowiedział że 3 godziny. Muszę tu nadmienić, że według ustalonej sumy robocizny, przy wybrukowaniu szarwarku końmi było 8 zł. za godzinę, rocznie 24  zł.,  pokwitowanie pobrał za 80 zł. Czyli darowanona  mu 56  zł. nie  wykonanego szawarku. Drogomistrz tłumaczył  się, że za wkonanie tego odcinka drogi rocznie  wystawiono panu Dulce 80 zł. Drugi przykład: Jadąc do  wsi S…… przed majatkiem pani Budziszowskiej zauważyłem zakończoną budowę mostu na  drodze przejeżdżającej. Most ten był  sklecony z obrzynek tartacznych. Przyczółek mostu zbudowano przez wbijanie kołków w  ziemię, poczym zasypywano ziemią, a na to położono belki i przysypano  piaskiem.  Po obu  stronach mostu przeciągnięte zostały żerdzie umieszczone na palikach. Patrzyłem  się na tem most jak na jaki  dziwoląg i nie mogłem  zrozumieć żeby ktoś mógł dzisiaj  wykonać na drodze taka  budowę mostu, podobną do  zabawki dziecinnej. Kiedy przypatrywałem się temu mostowi podeszło do mnie dwóch rolników z łopatami i oświadczyli, że oni ten most ukończyli z polecenia pana Sawickiego. Zapytałem dlaczego oni taki most pobudowali. Odpowiedzieli, ze za 20  złotych oni nie mogli leszego mostu pobudować. Przy tym nadmienili, że od nich drogomistrz tem most pobudowany już przyjął i nie  ganił  budowy. Wówczas rozniewany tym mostem i rozmową z tymi robotnikami podeszłem do mostu i go gołymi rękami rozwaliłem wraz z przyczółkami mostowymi. Kiedy powróciłem do  gminy i spytałem drogomistrza o  warunkach budowy tego mostu pani Budziszowskiej i techniczne  wymagania. Odpowiedział mi że za   wykonanie tego mostu pani Budziszowskiej wystawiono kwit  za   wykończenie  za 280  zł. Co zaś  do jakości to most  został wykonany  solidnie  i on już za robotników  pani Budziszowskiej  przyjął kwit za  wykonaie  szarwarku, ciążącego na majątku pani Budziszowskiej  w   wysokości  280  zł.  wystawi na ręce jej zięcia plenipotenta pana Sawińskiego. Oświadczyłem wówczas panu  drogomistrzowi że most ten rozwaliłem gołymi rękami – przy tym zabroniłem wystawiać  kwitu za jego  wykonanie z  aak  wygórowana  sumę 280  zł. Drogomistrz  tłumaczył  się, że za taką  budowę mostu na tym miejscu zawsze wystawiano pani Budziszowskiej kwit na 280 zł. Kiedy  nastepnego dnia przybył do Urzędu Gminy pan Sawicki  w celu otrzymania kwitu na  wykonanie szarwarku  zapytałem go ile on zapłacił robotnikom za  wykonanie tego  mostu i ile kosztują kołki nabyte do budowy tego mostu? Zapytanie moje było  zaskarżające dla pana Sawickiego, jakając się wypowiedział, że za robociznę  zapłacił 50 zł., że kołki i bale to były jego  własne  -  mniej  więcej w  sumie  do 50  zł., czyli  razem most ten mu kosztował 100  zł. Wówczas go  zapytałem dla czego on pobrał od Gminy kwit na sumę 280 zł. tj.  za wykonanie całego szarwarku, wymienionego na majątku pani Budziszowskiej.  Pan  Sawicki powiedział, że kwit pobierał  za  wykonanie szarwarku  na  sumę 280 zł. wystawionym na budowę tego mostu, jako ostecznej ceny uzgodnionej z  drogomistrzem. Kiedy oznajmiłem panu Sawickiemu, że most rozwaliłem gołymi rękami, jako  zabudowę dla  zabawy,  szopkę i że  żadnego kwitu Zarząd Gminy mu nie  wystawi za trzy lata budowy tego  mostu i że na razie musi być odjęta z tej  sumy kwota 280  zł. pan  Sawicku uniósł się  gniewem, i powiedział, że napisze  skargę  do pana starosty – bowiem on  zawsze taki most budował i  zawsze Zarząd Gminy  wystawiał  mu pokwitowanie na  sumę 280 zł.  Skargę taką pan Sawicki oczywiście panu  starości  złożył i na  skutek  czego  zjechał pan inżynier zbadać na miejscu  rozwalony most i jego ratować. Wynik badania był niekorzystny dla pana Sawickiego. Pan inżynier oświadczył, że takiej  budowy mostu n e można  przyjąć i że most winien być pobudowany  z  solidnego budulca z przyczółkami mostowymi,  zbudowanymi z trawałego budulca  jak cement i kamień itp. Poza tym sumę żadaną 280  zł. za most  rozwalony, także uważa za  wysoką i nie podlegajacą zapłacie.  Takie opisane przykłady można było mnożyć dziesiątki i tak wówczas szarwark był rocznie wypłacany na sumę 18 000  zł., a  drogi i mosty pozostawały opłakanym  stanie. Wobec czego  zaszła potrzeba dokonania radykalnej  zmiany tylko umownego  szarwarku, by on przynosł korzyść. W tym celu został  zwolniony  dotychczasowy drogomistrz, jako nie nadający się do wykonywania tej  czynności – i  zaangażowano innego drogomistrza.   Dalsze prace szarwarkowe szły dośc opornie bowiem mieszkańcy  gminy, będąc od dłuższego czasu przyzwyczajeni do ugadywania szarwarku, tanim kosztem -  usiłowali nadal tak je wykonywać - lecz  wobec nowej kontroli  drogomistrza i technice jego wymogów i cenom ustalnym -  zmuszeni byli w ostateczności  podporządkować  się wymogom Urzędu Gminy, co spowodowało, że w latach następnych  drogi i mosty zostały odbudowane i  doprowadzone do stanu dobrego w  zupełności.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Spotkanie z wojewodą wileńskim panem Bociańskim i redaktorem Melchiorem Wańkowiczem.

środa, 09 stycznia 2008 22:15

            Kiedy Konstanty Waligórski sprzedał las i gmina usiłowała położyć sekwestr za zaległe podatki za wyrabane  sztuki drzewa  - to kupcy Żydzi okazali pokwitowanie rejentalne i że jest możliwość w zakupie drzewa  przez nich i za nie  zapłacono. Kiedy usiłowałem  sekwestr nałożyć na umowę  dzierżawną za wydzierżawiony majątek nowemu dzierżawcy to dzierżawca okazał umowę  dzierżawną według której płacił dzierżawę Konstantemu Waligórskiemu w  naturze masłem i innymi artykułami żywnościowymi – płaconymi z góry. Po czym drogą nieuczciwą i  wykrętną Waligórscy  nie płacili podatków żadnych od 1919 roku i nie było żadnej możliwości prawnej wyegzekwowania tego podatku.   Jednak Konstanty  Waligórski dał się złapać. Przybył on  do Urzędu Gminnego z prośbą o poświadczenie wierzytelności odpisów. Odpisy były  dokonane z aktu  Sądu  Okręgowego w  Wilnie o podziale  majątku, według którego to aktu byli  właścicielami majątku w  równych częściach po 40% obszaru Konstanty Waligórski i Kapitan Waligórski – oraz w 20% siostra Owsiana. Z aktu  tego sądowego kazałem także zrobić odpis dla Urzędu Gminy, który miał nam  służyć za dowód kto jest  właścicielem  majątku. Prze to  wystosowałem do nich w pierwszej  formie upomnienie by zapłacili  cała   sumę  zaległego podatku gminnego i  samorządowego do 17 000  zł. -  nadmieniając, że Urząd Gminy zmuszony będzie  w przeciwnym  razie wystapić na  drogę egzekucyjną.   W odpowiedzi kapitan Waligórski nadesłał list w który on w sposób wulgarny zwymyślał mnie jako wójta, że jakie ja mam prawo pisać do niego jako oficera polskiego podobne  wezwanie  do płacenia podatków i że on sobie  wyprasza na przyszłość otrzymywania podobnych  wezwań. Nastapiła wojna pomiędzy mną jako  wójtem, a kapitanem oficerem wojska polskiego. Ja uczyniłem pierwszy atak natarcia. Złożyłem Urzędowi Skarbowemu w Oszmianie akta zaległego podatku na  sumę 17 000 zł. na majątku oraz akta Sądu Okręgowego w Wilnie, kto jest  właścicielem tego majątku, prosząc Urząd Skarbowy o  wyegzekwowanie tej sumy należnej, przez zajęcie poborów kapitana Waligórskiego. Urząd Skarbowy  zgodnie  z  naszą prośbą nałożył  sekwestr  na pobory Kapitana Waligórskiego, jako   Szefa  Wydziału Zdrowia D.O.K i  sekwestr na  meble dyrektora Owsianego – Fabryki Opakowań w Poznaniu. Muszę tu nadmienić, że aczkolwiek Konstany Waligórski  był prawym  właścicielem majątku  - jednak wobec  tego, że od niego nic nie można było  wyegzekwować, to  wtedy według przepisów, można było wspólnie zaległości ściągać od  tej osoby, która była  zamożniejsza i od  której można było zaległości odzyskać. Przeto wówczas sekwestr został  dokonany na kapitanie  Waligórskim i  dyrektorze  Owsianym  z pominięciem Konstantego Waligórskiego.    W październiku 1936 roku wizytował gminy i powiat oszmiański Wojewoda Wileński. Będąc u mnie w Urzędzie Gminnym zainteresował się jak wygladają opłaty podatków. Poinformowałem go, że najlepiej płacą właściciele  średni, małorolni także płacą. Niektórym zachodzi potrzeba podatek umorzyć. Natomiast nagorzej płacą więksi właściciele,w  dowód czego pokazałem pismo kapitana Waligórski w którym kapitan mnie  wymyśla, że ja ośmielam  się go zmuszać do płacenia podatków.    Pan wojewoda po przeczytaniu tego listu,  zapytał  mnie  co ja uczyniłem dalej? Poinformowałem pana  wojewodę, ze  wystapiłem na drogę  egzekucyjną przez Urząd Skarbowy, który  zajął pobory kapitana Waligórskiego i  meble dyrektora Owsianego. Pan  wojewoda ogromnie ucieszył  się z  moje  energii  i gratulował mi mojej odwagi. Po  dokonanej inspekcji  działu gospodarczego i  stwierdzeniu, że finanse Gminy  znacznie poprawiły  się od  chwili  rozpoczęcia mego urzędowania  na stanowisku wójta pan  wojewoda w księdze protokołów napisał, że stan stan  gospodarczy  dzieki  wójtowi  jest dobry. Obejście czyste. Podpisał: Wojewoda Bociański. Był to okres kiedy Prezes Rady Ministrów Sławoj Składkowski -  wymagał by były budynki bielone i ogrodzenia  znajdowały się przy  drogach. Przeto pan  wojewoda jeżdżąc sprawdzał czy to jest  wprowadzone  w życie? A  że ogrodzenie Urzędu Gminy od traktu przebiegającego  z Oszmiany  było  czyste i  wybielone, jako też i budynki, przeto pan  wojewoda nadmienił  w  książce inspekcyjnej „Obejście  czyste”. Z panem wojewodą  był w towarzystwie dziennikarz Melchior Wańkowicz, który interesował się stanem narodowościowym i religijnym ludności gminy. W Gminie Kucewicze  była sekta badająca Pismo Święte pod  przewodnictwem pana Michalkiewicza, posiadającego osadę rolną o kilometr od Urzędu Gminy. Kiedy powiedziałem o istnieniu takiej sekty pan redaktor Wańkowicz wyjawił chęć osobiście pojechania i poznania przewodniczącego sekty pana Michalkiewicza. Wojewoda  zgodził  się i redaktor autem pana  wojewody w towarzystwie dozorcy gminy odjechał  do pana Michalkiewicza. Pan  wojewoda wyszedł ze mna na  ganek Urzędu Gminy na którym usiedliśmy na ławkach i  rozmawialiśmy o sprawach gminy i powiatu. W trakcie tej rozmowy pan wojewoda nadmienił, że  mnie  gdzieś widział i że ja jestem mu  znanym. W odpowiedzi powiedziałem, że ja byłem na balu oficerskim 86 Pułku Pichoty w  Mołodecznie  i adiutant pana pułkownika mój brat  cioteczny Arkadiusz Koszyk mnie wowczs przedstawił panu wojewodzie. Wółwczas pan wojewoda przypomniał  sobie ten moment, dodając że brata mego Koszyka lubił jako gorliwego służbistę.   W czasie naszej rozmowy na ganku, służbowo zameldował się przybyły Komendant Posterunku Policji pan Kisiewicz, którego  wojewoda wypytywał się o bezpieczeństwo. Wobec tego, że redaktor Wańkowicz nie wracał od Michalkiewicza, przeto pan wojewoda poprosił pana komendanta  by ten na rowerze podjechał i poprosił pana Wańkowicza o przyspieszenie powrotu. Kiedy powrócił redaktor  autem od Michalkiewicza to powiedział panu  wojewodzie  dużo ciekawych rzeczy słyszanych od przewodniczącego  sekty. Miedzy innymi  mówił, że on rozmawiał  z Panem Bogiem w  sprawch  sekty. Pan redaktor  wyraził  swoje  niezadowolenie, że nie udało mu  się  dokonać zdjęcia fotograficznego pana przewodniczącego, łącznie z jego oblubienicą podstarzała panną, którzy już byli przygotowani  do zdjęcia pod  rozpiętym  dywanem. Lecz kiedy komendant posterunku nadjechał i powiedział, że pan  wojewoda go  oczekuje,  zasłyszawszy te  słowa pan Michalkiewicz nie  zgodził  się na  zrobienie  zdjęcia i uciekli z pod rozwieszonego dywanu. Opowiadanie to  rozbawiło pana wojewodę, który na pożegnanie życzył mi  dalszej takiej pracy i po trzech godzinach odjechał do Oszmiany.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Budżet 1935 roku w Kucewiczach.

poniedziałek, 07 stycznia 2008 13:25

             Na Święta Wielkanocne otrzymałem tygodniowe zezwolenie celem pojechania do Podbrodzia po rodzinę i umeblowanie. Po przyjeździe  do Podbrodzia wszystkie posiadane meble opakowałem i nadałem na stacji kolejowej Soły najbliżej od Kucewicz. Dom nasz oddałem w dzierżawę Rudzińskiemu za zapłatą po 30 zł. miesięcznie. Z ksiąg protokołów Uchwał Rady Miejskiej w Magistracie otrzymałem wyciąg o tresci następującej:,, Z protokołu prawomocnego posiedzenia Rady Miejskiej miasta Podbrodzia odbytego  w dniu 28  czerwca 1934 roku na którym to posiedzeniu między innymi Rada Miejska wniosła Uchwałę nr 27 o treści  następującej:1.      Dzieki włożonej usilnej i gorliwej pracy Zarząd pod przewodnictwem burmistrza Kajetana Rożnowskiego oraz współudziale członków pana Józefa Łabunia i pana Abrama Rola w okresie sześcioletniej ich kadencji został  osiągnięty dla naszego miasta tak pokaźny i piękny dorobek, poz tym podniesiono  go ku lepszemu  rozkwitowi.2.      Rada Miejska stwierdza także, że Zarząd w powyższym  składzie położył ważne zasługi w obronie interesów mieszkańców miasta Podbrodzia w  niesieniu tymże pomocy materialnej.  Rada Miasta biorąc pod uwagę powyższe zasługi Członków Zarządu stwierdza, że zsłużyli się na  uznanie przed  całym Społeczeństwem miasta Podbrodzia. Oryginał Uchwały należycie  podpisany.  Za  zgodność. Za  Zarząd Miejski miasta Podbrodzia niniejszym zaświadcza. Podbrodzie  dnia 7 wrzesnia 1934 roku. Podpisy.    Po złożeniu  wizyty pożegnalnej w  Podbrodziu dla Dowódcy i grona oficerów 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich oraz ksiedzu prefektowi i burmistrzowi nowomianowanemu, kierownikowi  szkoły i niektórym  radnym - wyjechałem z rodziną, zabierając  ze  sobą psinę Lorę, do Wilna  na Świeta  Wielkanocne  do rodziców żony. Podczas Świat w  wiekszym gronie osób udaliśmy  się do Nowej Wilejki  do  siostry Janiny, dokad  także przybyli moi  synowie Kazik,  Zbyszek i  Edek. U siostry bawiliśmy się  bardzo  wesoło. Trzeciego  dnia wieczorem na kolację  zedliśmy wszystkie  smakołyki i  zapasy świąteczne, tak że nazajutrz rano zaszła potrzeba czynić zakupy na  śniadanie.  Z Podbrodzia przywiozłem wiele dobrych i miłych wspomnień z mojej tam położonej owocnej pracy – a zarazem   wywiozłem niemało i gorzkiego  osadu na sercu, doznanego od  swoich przeciwników, którym  nic złego nie uczyniłem, tylko że broniłem  się przed ich napaścią niełaski. Po przyjeździe do Kucewicz zamieszkałem z rodziną w  Urzedzie Gminy -  zajmując dwa pokoje i kuchnię wspólnie z  sekretarzem. Pomieszczenie to było  wystarczające i dość  wygodne, tylko że było ono już od dłuższego czasu nie odnwiane i potrzebowało  malowania ścian,  sufitów i podłogi.            Pomieszczenie kancelaryjne Urzędu Gminnego było  za ciasne. Składało  się z  jednego dużego pokoju i gabinetu  wójta. Był natomiast ogromny hol w którym odbywały  się wieksze zgromadzenia, a  nawet i  zabawy publiczne, które były nie pożądane ponieważ po takich zabawach pozostawało zanieczyszczenie całego budynku Urzędu  Gminnego. Były one tolerowane, gdyż nie  było innego  miejsca na te zabawy. Stan materialny i finasowy Urzędu Gminnego był opłakany. Bilans i  wykonanie budżetu  naszego na 1934 rok  zamykało  się niedoborem 17 000 zł. Urząd  zalegał z oplatą poborów dla pracowników Urzędu Gminy, z dopłatą na  mieszkania dla nauczycieli, komornego za lokale  wynajęte pod  szkołę. Zachodziła potrzeba energicznego ściągnięcia zaległych podatków, by pokryć zadłużenia i  wypłacić pobory urzędnikom. Ponadto trzeba było opracować budżet administracyjny na rok 1935 i  uchwalić go przez Radę  Gminna i  wójta. Sekretarz Bieliński usiłował przyjąć na  siebie ten obowiązek, jednak ja na to nie  zgodziłem się i  sam w   większości go opracowałem rzeczowo i  w oparciu o realne  wpływy, które  stanowiły tylko dochody z podatków.   Na opacowanie planu kwartalnego na rok 1935 posiłkowałem się już wskazówkami częściowo  sekretarza i organisty pana Madeja. Na pierwsze posiedzenie Rady Gminy pod moim przewodnictwem, na którym miał być zatwierdzony budżet i plan kwartalny na rok 1935 zaprosiłem pana starostę Suszyńskiego, który przybył w towarzystwie inspektora samorządowego Stankiewicza. Podczas obrad nad budżetem inspektor Stankiewicz usiłował udowodnić, że budżet jest nierealny, gdyż on po  stronie  dochodów wyniósł wieksze  wpływy podatkowe od większych wydatków, co według jego zdania było nie  realne, co w rzeczywistości tak i było do roku 1935.   Ja zaś broniłem  swego budżetu z tą nadzieją, że położę większy nacisk  na  ściaganie podatku bieżącego i  zaległego od  większych  właścicieli i tą drogą budżet po  stronie dochodu zrealizuję.  Radni byli wszyscy zgodni  z moim projektem, nawet łacznie z hr. Czapskim, największym obszarnikiem w Gminie. Pan starosta także swoim głosem poparł budżet,  wiec  takowy mimo niechęci inspektora został uchwalony i przez Wydział powiatowy zatwierdzony. Budżet wynosił tak jak po  stronie dochodów jak i  wydatków 35 680 zł.   Stan finansowy Gminy i gospodarczy, był jak już pisałem opłakany. Po  względem sanitarnym zaniedbany i  znajdujący  się w rozpaczliwym  stanie. Większość dróg była  błotnista, mosty stare  walące  się. Szkoły  znajdowały  się w lokalach ciasnych i nie odpowiednich  - za  wyjątkiem szkoły w Borunach. Położenie takie gminy było z powodu tego, iż poprzedni  wójtowie byli mało gorliwi w  swoich pracach, nie  ściągali  podatków energicznie, a  w szczególnosci od większych  właścicieli. Ostatni  wójt gminy kapitan Leoniewski konkretnie prawie nic nie  robił.  Usiłował tylko  wszystkim przypodobać się i być lubianym, przeto nic  dziwnego, że przyjąłem gminę w tak opłkanym  stanie i niedoborem 17 000  zł.By dźwignąć  gminę  z ubóstwa  i z ruiny ze stanu  sanitarnego zaszła potrzeba przystapienia do energicznej pracy we  wszystkich jej dziedzinach. Osobiście obiechałem wszystkich właścicieli ziemskich, którzy  zalegali  podatkami. Hrabia Czapski zalegajacego podatku gminnego miał ponad 9 000 zł. Konstanty Walijewski – od 1919 roku podatku  do 13 000 zł., który w ogóle uchylal  się od płacenia podatków  gminnych i innych. Siostry Szampanowiczówny zalegały z podatkiem do 7000  zł.Wszędzie mnie przyjmowano gościnnie i uprzejmie. Goszcząc obficie – upominając  się, że oni zalegaja  małymi sumami podatki i że są zdania tego, że ja jak poprzedni wójt będę  wyrozumiały i nie będę od nich żądał zapłaty tych podatków. Ja  zaś ze  swojej strony grzecznie i uprzejmie dziękując za przyjęcie przedstawiałem rozpaczliwe położenie  gminy udawadniąc iż to  powstało  z niepłacenia podatków przez  większych  ziemian i że ja  z wielka przykrością zmuszony będę przystapić do  energicznego ściągania zaległych i bieżących podatków -  dlatego  uprzejmie ich proszę by uniknąć  zbędnych przykrości byli oni łaskawi  dobrowolnie  spłacać  ratami podatki. Obiazd mój okazal  się pożyteczny. Już  w nastepne  dni poczęli spłacać  zaległe podatki więksi  właściciele. Spłacali choć nie  duże  sumy na początku i tak  wpłynęło do kasy przez kilka dni 9 000  zł. Dało to możliwość   wypłacić zaległe pobory ludziom  gminy,  sołtysowi i nauczycielom za mieszkania. Ci sami płatnicy już  w  nastepnych miesiącach opłacali podatki na bieżąco, jako też i  drobni włościanie zaczeli płacić podatki. Położenie finasowe gminy znacznie  się poprawiło. Jedynym ofiarnym płatnikiem pozostał Konstanty Walijewski w majatku , który nie płacil podatków od 1920 roku, usprawiedliwiajc się, że on jest tylko plenipotentem swojego brata kapitana Waligórskiego,będącego Szefem Wydziału Zdrowia w D. O. K i  siostry  zamężnej z dyrektorem Owsianym z Poznania i że oni pobierają dzierzawną za  wydzieżawiony  majątek i że on jest u nich na  łaskawym  chlebie.  Wystawionego wezwania do Kapitana Waligórskiego  i Dyrektora Owsianego w  Poznaniu  o wpłacenie podatku  zaległego – takowego nie przyjęli, tłumacząc się że oni  nie  sa  właścicielami majątku i że jest  właścicielem wyłącznie Konstanty Walijewski  i który jest obowiązany płacić w  całości podatek. Konstanty Walijewski w  dalszym  ciagu twierdził, ze on jest tylko plenipotentem, a nie  właścicielem majątku. Podatek od  chwili powstania Państwa Polskiego 1919 r. nie był płacony. Wszelkie usiłowania jak  gminy tak i Urzędu Skarbowego pozostawały na niczym.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Początki pracy w Kucewiczach.

niedziela, 06 stycznia 2008 14:29

            Wybory  wójta gminy Kucewicze odbyły się w  dniu 1 marca 1935 roku. Podczas wyborów była zgłoszona, tylko moja jedyna kandydatura i która jednogłośnie  została  wybrana. Po posiedzeniu  wyborczym zamierzałem  zaprosić wszystkich radnych, łącznie z panem inspektorem Stankiewiczem na wódkę, lecz pan inspektor nie pozwolił  tego uczynić. Skład Rady Gminy był dobry pod  względem uświadomienia ogólnego, między którymi był: hrabia Czapski oraz dyrektor nauczyciel Jelenowski, czterech osadników wojskowych wyższych, pozostali  gospodarze rolni zamożności średniej byli na poziomie  wyższym niżeli  radni w  Podbrodziu. Cieszyło mnie, że będę miał pracę. Komendant miejscowego Posterunku Policji pan Kiziewicz poprosił mnie i pana dyrektora Szkoły Rolniczej z  Antonowa, który był także radnym gminy na obiad do siebie. Pan komendant był prawosławnym, synem popa. Żonę miał też prawosławną, byli bezdzietni. Komendant był chory na płuca i lubił pić dobrze wódeczkę. Natomiast był dobrym służbistą. Wybór mój na  wójta został  zatwierdzony przy Wydziale Sejmiku Oszmiańskiego. Dnia 28 marca 1935 roku złożyłem przysięgę służbową na ręce pana starosty. Akta odbiorcze przyjąłem od zastępcy wójta.   Stanowisko objąłem  dnia 7 kwietnia 1935 roku. W  drugim  dniu  urzędowania złożyłem służbową wizytę panu staroście Suszyńskiemu, panu inspektorowi Stankiewiczowi i  wszystkim urzędnikom Starostwa. Przyjęty byłem przez  wszystkich bardzo  serdecznie i przychylnie z  wyjątkiem pana inspektora Stankiewicza, który w  dalszym  ciągu  wykazywał rezerwę i chłód, co na mnie robiło niemiłe  wrażenie.     Powracając z Oszmiany złożyłem  wizytę po drodze panu hrabiemu Czapskiemu w majątku. Hrabia  Czapski miał młodą  żonę, sam zaś miał  co najmniej lat 60. Był pierwszy rok po ślubie. Żona pochodziła z rodziny niezamożnej podupadłej majątkowo. Przyjęto mnie z moją pierwszą wizytą bardzo uprzejmie. Dużo rozmawialiśmy na tematy polityczne, był zwolennikiem Piłsudskiego. O mojej  działalności politycznej i  społecznej słyszał  z pracy. Obiecał mnie, że będzie moim przyjacielem we wszystkich moich pracach na stanowisku  wójta. Przy tym prosił bym ja poczekał pewien  czas na zaległe  od niego podatki.  W późniejszych dniach mojego urzędowania złożyłem wizytę panu Dyrektorowi Jeleniewskiemu  w Szkole Rolniczej w  Antonowie, gdzie byłem bardzo   serdecznie przyjęty. Pan dyrektor miał młodą, piękną i miłą  żonę. Miał także synka lat -12. Muszę tu nadmienić, że z panem dyrektorem ja znałem  się  wcześniej -  spotykając się na różnych zjazdach politycznych ja B. B. W. R i Kółek Rolniczych. Dyrektor był  dobrze poinformowany o mojej  działalności politycznej i społecznej,  co go skłoniło  do przychylnego ustosunkowania  się  do mnie.  Powracając od dyrektora Jeleniewskiego złożyłem także wizytę nauczycielstwu z 7 klasy szkoły powszechnej w B. Kierownikiem  szkoły był bardzo miły i  sympatyczny  młody  człowiek. Nauczycieli było 5 -  ciu, między którymi  był osadnik wojskowy, radny z Rady Gminy – Olszewski. Wizyta moja w  gronie tego nauczycielstwa była bardzo miła. Całe  grono  nauczycieli było na wysokim poziomie i zapowiedzieli mi, że z moich prac oświatowo – społecznych będą chętnie korzystali. Szkoła mieściła się w gmachu poklasztornym. Miała  duże sale  wykładowe, dużą salę gimnastyczna, gabinet kierownika, jeden pokój archiwalny z pomocami nauczycielskimi i pokój  stołowy, dla  woźnego i  gospodarczy. W B. był piękny poklasztorny kościół z VI wieku, była też z 1088 roku cerkiew, gmach na  Seminarium Nauczycielskie rosyjski.                   W pierwszych dniach mojego urzędowania zaprosiłem na czele z  sekretarzem gminy wszystkich urzędników do swojego gabinetu na konferencję zapoznawczą. Podczas takowej zgłosiłem prośbę do wszystkich urzędników by pełnil swoje obowiązki sumiennie,  starannie by tą drogą osiągnąć między mną a  nimi najlepsza atmosferę, przyjazną  we  wspólnej naszej pracy. Sekretarza zaś poprosiłem by on jak szef kancelarii dbał  o  załatwianie  w wszystkich prac kancelaryjnych terminowo i  solidnie i miał nadzór nad pozostałymi urzędnikami. Po skończonej konferencji powrócił  sekretarz do mojego gabinetu i oświadczył, że my jako gospodarze gminy musimy uzgadniać wspólnie pracę między sobą. Ostatecznie to mnie zdziwiło o jakich to mówi  dwóch gospodarzach  gminy. Przeto  zapytałem go, kto jest ten  drugi gospodarz gminy? Sekretarz odpowiedział, że on jest drugim gospodarzem.   Odpowiedziałem mu, że nowa Ustawa z 1933 r. Samorządu  Gminnego głosi, że tylko wójt jest gospodarzem gminy i jego zwierzchnictwu podlegają wszyscy  pracownicy gminy łącznie z  sekretarzem. Moja  odpowiedź zaskoczyła  sekretarza, tłumaczył  się, że do obrania mnie na  wójta wszyscy poprzedni  wójtowie darzyli go jako równoległego gospodarza gminy i że on brał udział w ich pracach. Na   zkończenie naszej rozmowy podziękowałem mu za jego chęci i zleciłem tonem  zwierzchnika by tylko gorliwie  dbał o pracę  sekretarza w kancelarii. Odszedł  chmurny i  skwaszony, pozostawiając w sobie niechęć  do mnie jaką  czas później ujawnił. Był on  chory na gruźlicę, pracy  sekretarza nie lubił, przeto usiłował  w  godzinach urzędowania kancelarię opuszczać i wtrącać się  do spraw gospodarczych kontynuowanych na terenie gminy przy budowie mostu, remontach i budowie  szkoły. Wobec tego, że jego  wtracanie  się  do tych prac niejednokrotnie odnosiło skutek ujemny, przeto  drogą służbową zakazałem mu  czynić inną pracę.  Po objęciu urzędowania  zamieszkałem w lokalu Urzedu Gminnego. Pewnej nocy posłyszałem gwałtowne  dobijanie  się do drzwi  wejściowych. Wobec tego, że to gwałtowne  dobijanie do  drzwi trwało, narzuciłem płaszcz i  wyszedłem  do  holu i u drzwi wejściowych zapytałem kto tam łomocze i dobija się. W odpowiedzi posłyszałem  głosy - to  my  aresztowani, powracamy  do aresztu. Po  wpuszczeniu ich  do holu zobaczyłem ich czterech brodatych. Zapytałem dlaczego oni tu siedza w  areszcie  Odpowiedzieli, ze oni  chodzili do  domu spać,  teraz powracaja do  aresztu i że to  czynią każdej nocy. Aresztowanych  wpuściłem do  aresztu do którego było   wejście z holu.  Po czym wezwałem  dozorcę gminnego i kazałem areszt zamknąć na klucz.Poczem  zapytałem dlaczego on aresztowanych bezprawnie wypuszcza do  domu na  spoczynek  w nocy. Odpowiedział, że on to  czyni na rządanie   sekretarza i że aresztowani już od  dłuższego czasu chodza  spać do domu. Nakazałem by  aresztowani od  dzisiaj byli  zamkneci w  areszcie przez cała  dobę łacznie z nocą i że będą  wychodzić tylko w  czasie ustalonym.   Zapytany  sekretarz w tej sprawie powiedział, że on nie dawał żadnego zezwolenia na puszczenie aresztowanych, a  tym bardziej na noc. Po czym  twierdził, że taki  stan trwał już  za  zgodą byłych  wójtów. Uznałem, że skazani na karę winni tą karę odbywać w areszcie,  zamknięci  tam, inaczej kara ta nie byłaby karą. Dawało by to przestępcom ochotę do ponownego popełniania przestępstw. Wobec czego telefonicznie zwróciłem się do Starostwa o instrukcję dla aresztowanych. Starostwo nie posiadało takich opracowanych instrukcji i poleciło taka instrukcję opacować we  własnym  zakresie. Przeto taką instrukcję opracowałem, w myśl której aresztowani obowiązni byli dni  aresztu spędzać w  areszcie  zamkniętym. Dwa razy w tygodniu mogą korzystać ze spaceru na wolnym powietrzu. Ponadto pracować, jak będą sobie życzyć przy pracach gospodarczych gminy z  wynagrodzeniem ¼ wysokości pracy  zarobkowej dla  zatrudnionych.   Z instrukcji tej aresztowani byli bardzo niezadowoleni, szczególnie młodzi chłopcy w wieku 20 -25 lat, którzy za pijackie  awantury byli  sądzeni przeważnie do 14 dni  aresztu i w  aresztach nie  zamkniętych odbywali karę. Matki lub żony przynosiły im żywność, a na  noc oni szli  do  domu  spać. Taka kara nie tylko była  dla nich karą lecz zachętą do  dalszych  awantur i przestępstw.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zostaję wójtem gminy w Kucewiczach.

sobota, 05 stycznia 2008 21:30

             Do listopada 1934 roku obejmowałem stanowisko burmistrza miasta Podbrodzia. W miesiącu tym wojewoda z urzędu mianował na  stanowisko burmistrza miasta Podbrodzia pana Dobratyńskiego uchodźcę z Litwy Kowieńskiej. Po przekazaniu urzędowania nowemu burmistrzowi przez 6  m – cy pobierałem  zasiłek z Kasy Chorych,  więc miałem zapewniony stan  materialny na okres tych miesięcy – prze to odpoczywałem przez te miesiące bowiem byłem bardzo  wyczerpany nerwowo z ostatniego roku pracy jako burmistrza. W  styczniu 1935 roku odbyły  się wybory na burmistrza w Święcianach i Mołodecznie.  Wydział Samorządowy Okręgu Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem  zaproponował mnie kandydować na to  stanowisko lecz ja nie zgodziłem  się. W grudniu 1934 roku będąc w  Wydziale Samorządowym zapoznał mnie pan Żyłko ze starostą Oszmiańskim panem Suszyńskim, który  zaproponował mi żebym  zgodził  się kandydować na wójta powiatu oszmiańskiego w którym  miały odbyć  się  wybory. Pan  starosta Suszyński ucieszył  się, że mnie poznał osobiście, bo jak mówił to dotychczas znał mnie z pracy i opowiadań swojego brata Suszyńskiego doktora w  Wilnie z którym ja byłem w  dobrych  stosunkach. Muszę tu nadmienić, że siostra Suszyńskiego była żoną mego brata Aleksandra Rożnowskiego rejenta w  Wilnie – przeto  zachodziło i moje dalekie pokrewieństwo z  Suszyńskimi.            Starosta oszmiański prosił mnie, że bardzo  chciałby mnie  mieć  w  swoim powiecie, na razie na  stanowisku  wójta, a  później na  stanowisku burmistrza.  Wyraziłem  zgodę na  kandydowanie na  stanowisko  wójta, a po obejrzeniu tych miejscowości Kucewicz i  Polan  obrałem jedną gminę z tych  dwóch. Zgodziłem  się, bowiem brałem wciąż  zasiłek z  Kasy Chorych, a który już  się kończył,  trzeba było żyć z rodziną i kształcić synów. Innego stanowiska do objęcia nie było – i to mnie także zmusiło  do objęcia pracy jakiejkolwiek  zarobkowej  Po obejrzeniu  Urzędu gmin Kucewicze i Polańskiej i  po zapoznaniu się z ich  stanem materialnym obrałem gminę Kucewicze, aczkolwiek  stan gospodarki tej gminy był gorszy od gminy Polańskiej. Natomiast miejscowość Kucewicze była  piękna. Kucewicze leżały na trakcie Oszmiańskim, prawie wśród sosnowego  lasu   o  dwóch niedużych  wioskach. Oświetlenie elektryczne także było. Wszystko to skłaniało do obrania tej  gminy. Dotychczasowy wójt  tej  gminy, inwalida kapitan Leśniewski został obrany burmistrzem miasta Smorgoń,  więc stanowisko  wójta wakowało. Jednak by być obranym musiałem być obrany przez radnych. W tym celu Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem polecił Powiatowemu Zarządowi     w  Oszmianie zwołać  zebranie  Radnych Gminy. Na tym zebraniu był  także delegat z Wojewódzkiego Związku Osadników, celem poparcia mojej kandydatury na  stanowisko  wójta. Wśród  radnych gminy było 4 – ch osadników  wojskowych. Było to bardzo korzystne dla mnie. Wówczas na tym  zebraniu, kiedy delegat Związku Osadników zaproponował moja kandydaturę  na wójta -  wszyscy radni sążnistymi oklaskami zaakceptowali propozycję i poczęli kolejno podchodzić do mnie by uściskać rękę. Był to moment miły i radosny dla mnie.            Wszyscy radni po moim przemówieniu do nich oświadczyli, że oddadzą swoje  głosy na mnie – bo wiem dobrze mnie znają z pracy i opowiadań. Oświadczyli, że ubiegających  się na  wójta kandydatów  Sadowskiego i  Jamroza – nie  będą braćpod uwagę. Po  zebraniu  złożyłem  wizytę panu staroście  Suszyńskiemu, który mnie przedstawił wszystkim urzędnikom starostwa, między inny i  zastępcę starosty, byłego naczelnika  wydziału, który  mnie  dobrze znał. Przedstawił także inspektora sanitarnego z którym odbyłem małą konferencję na której inspektor Stankiewicz usiłował nadać ton tej konferencji wyższości swego  stanowiska i pouczał mnie jako przyszłego  wójta.    Przed wyborami mnie na  wójta w  gminie Kucewicze mieszkałem nadal w Podbrodziu, już   swoim  domu, który był  już w możliwości zamieszkania. Syn Edek także  został umieszczony w  Szkole Technicznej  Wilnie na Wydziale Budowy Maszyn. Mieszkał razem ze Zbyszkiem w Bursie Związku Osadników. Kazik syn najstarszy był już w Podchorążówce  5 - tego pułku  w Wilnie. Postępowanie w   nauce i  sprawowaniu  mieli  dobre. Nauka Zbyszka nie była  zbyt dobra 3 i 2 z języka niemieckiego. Powodem tego było, że dużo czasu poświęcał  sportowi. Był on     w  bursie przewodniczącym Koła  Sportowego, co mu dużo czasu zabierało. Żona Luba z  mała Lili wyjechała  do mojej  siostry Eli do Pils, gdzie była  kilka miesięcy. Wówczas ja byłem sam jeden w  domu. Mając  dużo czasu  wolnego graliśmy u mnie w proferansa w towarzystwie panów Młynarczyka nauczyciela, Łujanowskiego    i por. Narodołowskiego, będącego w stanie  spoczynku pełniącego obowiązki  weterynaryjne w  rzeźni w Podbrodziu. Kolejno graliśmy u por. Narodołowskiego u Młynarczyka i u Łujanowskiego. Proferans zawsze był  zakrapiany wódeczka i koniakiem.    

        Na Święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku byłem u  siostry Janki i  szwagra Bujków w  Nowej Wilejce – gdzie czas bardzo mile i  wesoło upłynął – gościnność była bardzo uprzejma i  serdeczna. Siostra Janina jako też i szwagier Bolesław mnie lubili -  czyli  wzajemnie kochaliśmy  się. Szwagier grał na gitarze i śpiewał dość ładnie, szczególnie będąc w  stanie podchmielonym. Mieli dwóch  synów Grzegorza lat 16 i młodszego Czesia lat 14. Starszy  chodził  do gimnazjum, młodszy do  szkoły powszechnej. Chłopcy bardzo byli mili grzeczni i kulturalni. Młodszy  Cześ świetnie już grał na gitarze i ładnie śpiewał. Miał duże zdolności muzyczne, w którym to kierunku mieli go  kształcić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wycieczka do Gdyni.

piątek, 04 stycznia 2008 15:57

             W 1933 roku była zorganizowana wycieczka zbiorowa do Gdyni przez Powiatowy Zarząd Obrońców Ojczyzny powiatów święciańskiego i postawskiego. Mieliśmy  specjalny pociąg,  służący dla  wycieczki. Ja  w pełnym  składzie  swojego Koła brałem udział  w tej  wycieczce. Na czele powiatu święciańskiego był jako powiatowy przewodniczący Związku Obrońców Ojczyzny wice-starosta  Wacław Jeśmian. Na czele powiatu Postawy był wice-starosta Pietrusiewicz. Obaj lubili  wypić. Przeto podczas wycieczki także upijali się. Wice-starosta Jeśmian będąc pijanym  stawał  się  wulgarnym grubianinem – usiłował  wtedy nas  musztrować jako  wojskowych i żądał od nas  rygorystycznego posłuszeństwa. Natomiast wice-starosta powiatu Postaw, stawał  się wesołym i kazał grać orkiestrze marsze i tańce i nas zapraszał do tanga. Obaj usiłowali na  stacjach dłuższego postoju – czynić  swoje ulubione popisy. Nasz wice-starosta musztry wojskowe. Wice-starosta postawski – tańce łącznię z  mazurem. Oczywiście dużo było uczestników tańca czy  musztry  wojskowej, łącznie z  biegiem. Ja uchyliłem się od musztry i dołączyłem  do tańca. Kiedy to spostrzegł nasz wice-starosta w  stanie nietrzeźwym wezwał mnie przed siebie i począł publicznie wulgarnie mnie wymyślać za uchylanie  się od jego zarządzeń. By niknąć  dalszej zniewagi przed ludnością będącą na  stacji w  Wilnie  i przyglądającej  się naszym  wyczynom – pośpiesznie odszedłem, mimo  wezwań  wice-starosty, do stania przed nim. Okazało  się, że nie ja jeden byłem przeciwnikiem  musztry  wojskowej lecz również kilku innych – którym także  wulgarnie  wymyślał  wice-starosta i obrażał. Wobec  czego, niektórzy opuścili wycieczkę i  wrócili do domu.             W  dalszej podróży do Gdyni, już nam wice-starosta nie  czynił zbiorowych ćwiczeń – lecz zawsze żądał od nas  stawania na baczność, kiedy on przychodził. Ja temu zarządzeniu  sprzeciwiałem  się, nie  stawałem na  baczność – wywoływało to  w nim wściekłość, lecz  mnie nie zaczepiał. Po przybyciu  do Gdyni, braliśmy udział we wszystkich uroczystościach, jakie  odbywały się w  Gdyni z  okazji Dnia Święta Morza. Organizacje  Związku Rezerwistów Obrońców Ojczyzny,  brały udział ze  wszystkich województw Polski. Wszyscy byli umundurowani. Razem liczebnie stanowiło to 2000  osób. Strzelców także było kilka tysięcy.            Po odprawionym uroczystym nabożeństwie na molo, przez biskupa polowego – pierwszym mówcą był Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej   Ignacy Mościcki. Potem przemawiało kilku ministrów – między innymi minister Duchnowski, którego przemówienie wywołało burzę oklasków. Poczym odbyła  się  defilada przez miasto. Na czele  maszerowało kilka pułków piechoty i kawaleria regularnego  wojska. Za wojskiem maszerowały powiatami Związki Rezerwistów Obrońców Ojczyzny, potem Strzelcy i różne inne organizacje cywilne przybyłe z  całej Polski na  zlot z okazji Święta Morza. Dla Rezerwistów i Strzelców był  wydany  obiad  wojskowy na polu między koleją a ul. Św. Abrahama . Po obiedzie trwały różne  zabawy i koncerty  do  późnej nocy. Miasto było  wspaniale udekorowane  - uroczystość została zakończona o 12 –tej w nocy sztucznymi ogniami. Przez cała noc były otwarte wszystkie restauracje, przepełnione gośćmi. W takowych  wszystko  wypito i  zjedzono.    Nocowaliśmy  w namiotach wojskowych – rozstawionych także między koleją a ul. Św. Abrahama. Po spożyciu  śniadania  wydanego z kuchni  wojskowej, udaliśmy  się  zwiedzać miasto. Czyniliśmy to pojedynczo. Z naszego powiatu święciańskiego zebrało  się  do 20 kolegów i udaliśmy  się  statkiem na Hel – który zwiedziliśmy  dokładnie z latarnia morską. Po powrocie z Helu kapaliśmy się  w morzu oraz  zwiedzaliśmy miasto. Tego  samego  dnia wyjechaliśmy z Gdyni o godzinie 12 w nocy. Po drodze przejeżdżając przez większe  stacje jak Bydgoszcz, Toruń, Warszawa tańczyliśmy na peronach tych stacji pod  dźwięki własnej orkiestry dętej powiatu postawskiego. Inicjatorem tych tańców był  jak  zwykle wice-starosta powiatu Pietrusiewicz. Był on  w drodze powrotnej trzeźwy – lecz będąc amatorem tańca – takowe kontynuował. Tańczono przeważnie  mazura – oklaskiwanego przez publiczność, znajdującą  się na peronach  stacji.            Z naszego powiatu wice-starosty prawie nie  widzieliśmy w drodze powrotnej. Siedział on w  wagonie  bufetowym i tam popijał lub spał. Po powrocie będąc w  Święcianach pan Starosta Mydlarz mnie  zapytał  czy to prawdą jest, że wice-starosta  mnie  zwymyślał stojąc przed nim na  stacji w Wilnie oraz czy  wice-starosta był nie trzeźwym. O czym pan starosta już był poinformowanym. Oczywiście, że zmuszony byłem powiedzieć prawdę. Pan starosta pierwotnie postanowił złożyć o tym raport dla pana  wojewody, lecz na usilną moja prośbę zaniechał to uczynić z tego że wice-staroście udzielił odpowiedniego upomnienia. Od tego czasu wice-starosta Jeśman był bardzo nieprzychylnie ustosunkowany do  mnie, jak w  sprawach służbowych tak i  w sprawach mojego Koła  Związku Rezerwistów Obrońców Ojczyzny. Był przeciwnikiem  wszystkich moich poczynań, chociaż jak najlepszych. Uchwał Koła nie  zatwierdzał bez żadnych przyczyn lub  całkowicie bez żadnego powodu.            Było to ze strony wice-starosty bardzo nieszlachetne aby w ten sposób postępować w  stosunku do mnie i innych osób. Swoje  osobiste niesłuszne obrazy narzucać na mnie jako na przewodniczącego Koła Związku z pośrednictwem czego uniemożliwiał prace organizacyjno -  społeczne. Niestety nie jeden pan wice-starosta to  czynił,  czyniły  i inne osoby tego rodzaju popisy. Rzucali kłody pod nogi i tą drogą hamowali pracę  dla  dobra miasta -  czynili to , bez żadnych skrupułów i   wstydu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Z rodziną.

środa, 02 stycznia 2008 15:33

Za osiągnięte oszczędności przez żonę 1000 zł. zakupiliśmy plac budowlany o  powierzchni  520 m²przy ulicy Bandurskiego na którym za otrzymaną pożyczkę z Banku Gospodarstwa Krajowego w wysokości 5 000 zł. pobudowaliśmy domek objętością 12 x 8 m o czterech pokojach, kuchni i przedpokoju. Ogólny  koszt domku  wynosił do 6 500  zł. Domek ten leżał w bardzo malowniczym położeniu leśnym, blisko  szkoły. Projekt pobudowania tego domku nie był obmyślonym, bo przeciwnicy moi rozpowszechniali  wersję, że ja pobudowałem ten  dom kosztem Magistratu. Ponadto koszt tego  domu ponad 5000  zł. otrzymanej pożyczki w sumie 1 500  zł. zmuszony byłem pokrywać z otrzymywanych poborów, co zmuszało do  czynienia oszczędności kosztem żywienia i innymi  wydatkami. Odbijało to się niepomyślnie i ekonomicznie w naszym życiu.

            W 1930 roku żona urodziła córeczkę, której dano imię Alicja. Żona przestała pracować w  szkole, co także pociągnęło za  sobą pogorszenie  się naszego stanu materialnego, a tym bardziej kiedy jeszcze po ukończeniu  szkoły Podbrodzkiej syn Zbyszek  został umieszczony w  Technicznej Szkole w  Wilnie. Aczkolwiek on  został przyjęty do bursy  Związku Osadników kosztem 35 zł. miesięcznie – do czego  doszły koszty opłaty 50% samej  szkoły i inne  wydatki, jednak  wszystko  pociągnęło za  sobą cięższy stan  materialny. Koszta nauki syna Kazimierza odpadły po ukończeniu przez niego  szkoły rolniczej w Żyrowicach. Już po rozpoczęciu praktyki rolnej, począł zarabiać na siebie. Kazik i Zbyszek z Edkiem pokochali swoją  siostrzyczkę małą, śliczną Liii.            Chodziliśmy w  dni świąteczne i  wolne  do lasu i tam spędzaliśmy  czas bardzo wesoło, wszyscy razem z mała Lili. Ja z chłopakami brałem udział w popisach gimnastycznych, w gonitwach i w szeregu innych rozrywkach. Żona bawiła małą Lili i  cieszyła się nią – były to bardzo miłe chwile przeżyte z rodziną. Każdego dnia  spędzaliśmy  wolny  czas w prześlicznych lasach -  czytając tam książki lub  zbierając   grzyby albo jagody. Dookoła Podbrodzia były  wspaniałe  sosnowe lasy. 

 

. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Rozwój Podbrodzia.

środa, 02 stycznia 2008 12:22

Najżywotniejszy okres mojej pracy na stanowisku burmistrza był od 1928  do 1932 roku. W okresie tym jak już  wyżej opisałem miasto nabyło na  własność  dom  tak  zwany murowanką, plac  rynkowy, wybudowano rzeźnię  miejską, uruchomiono Przedsiębiorstwo Elektryczne. Obiekty te wraz z nieruchomościami, przedsiębiorstwami natychmiast poczęły przynosić zyski miastu. Ponadto  został uruchomiony wspaniały gmach szkoły imieniem Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego, który kosztował 300 000 zł.            Rada Miejska w  dniu 11 listopada 1030 r. jako w  dniu obchodu rocznicy zakończenia wojny, na  swym uroczystym posiedzeniu ufundowała  stypendium przy tej  szkole w   wysokości 300 zł. rocznie dla niezamożnego i  zdolnego ucznia na  dalsze  studia. Oprócz powyższego wybudowano Dom Ludowy kosztem 41 000  zł. Rozpoczęto budowę boiska sportowego, budowę którego  wykonano. Ulice błotniste, przedtem nie  do przebycia zostały  wybrukowane. Na głównych ulicach zostały  wyłożone  chodniki z płyt betonowych. Miasto zostało oświetlone elektrycznością. Dzięki  staraniom  Magistratu  i przychylnemu ustosunkowaniu  się Marszałka Piłsudskiego zostały wybudowane koszary dla 23 Pułku Ułanów.            Ogólna  wartość nabytego majątku wynosiła 451 000 zł. Po potrąceniu  zadłużenia 115 000 zł. majątek czysty  wynosił 336 000  zł. Czysty zysk z przedsiębiorstw przynosił  rocznie 35 966 zł. Po potrąceniu rat  spłaty  zadłużenia zaciągniętego na budowę szkoły i rzeźni miejskiej 11 866 zł. pozostawało Magistratowi zysku  czystego 24 100 zł. Budżety Magistratu w poprzednich latach tj. do 1927 roku wynosiły tylko -  zwyczajny 43 475 zł., nadzwyczajny 90 000  zł.. Budżet ten został  zrealizowany w 99 %. W roku 1929/30 budżet zwyczajny - 63 210 zł., nadzwyczajny 135 000 zł. Budżet ten  został  zrealizowany w 90 %. W 1930/31 budżet zwyczajny  wynosił 69 627 zł., nadzwyczajny 130 000  zł.            Powyższe  zestawienie  cyfrowe jako też z dorobku majątku komunalnego daje obraz pożyteczny i korzystny przez Zarządu Magistratu. Według planu na  najbliższe trzy lata przed Zarządem Magistratu było:

  1. Sporządzenie planu regulacyjnego.
  2. Wybudowanie łaźni miejskiej.
  3. Dalsza rozbudowa sieci elektrycznej.
  4. Dalsze wybrukowanie ulic i  wybrukowanie chodników.

            Poza tym jak już  wyżej opisałem przyłączenie do miasta zaprojektowanych 10  osiedli okolicznych i sporządzenie planu regulacyjnego. Po urzeczywistnieniu których  to miasto będzie mogło na podstawie Ustawy budowlanej leżące tereny państwowe włączyć na korzyść miasta.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  70 567  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl