Bloog Wirtualna Polska
Są 1 229 852 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Spotkanie z Gryszą i powrót do Wilna.

czwartek, 06 marca 2008 21:42
Skocz do komentarzy

Prace w obsianiu pól i ogrodów przy kładzionym wysiłku Ankudowicza i mojej pomocy posuwały się szybko naprzód. Mnie nikt nie nachodził nocami, jak to czyniono innym sąsiadom – domagając się żywności, szczególnie butów itp. Jednej nocy obudzono mnie przez okno domagając się wskazania drogi na stację Woropajewo. Kiedy wyszedłem by wskazać kierunek, to spostrzegłem dwóch osobników z karabinami, ubranych po cywilnemu. Kiedy wskazałem im drogę, to wówczas poprosili mnie o chleb i kawałek słoniny, za które mnie podziękowali i odeszli w kierunku wskazanym? Po tym wypadku ogarnął mnie pewien niepokój. Starałem się by w domu nie  nocować. Przeto w pierwszą sobotę udałem się dom państwa, Gintowtów, którzy mieszkali o trzy kilometry od Nowopola we wsi szlacheckiej Dzienniszki. U państwa Gintowt, jak przed tem byłem gościem niejednokrotnie, u nich kupiłem konia i inne potrzebne przedmioty gospodarcze. Pan Gintowt był w tej wsi najzamożniejszym, miał 20 ha  ziemi, gospodarkę wzorową i ładny dom mieszkalny. Miejscowy oddział partyzantów pod dowództwem Gryszy, już odwiedzał Gintowta kilka razy. Zabrano mu pięknego ogiera, lepsze ubrania, a także wędlinę i słoninę. Szedłem do państwa Gintowt by u nich przenocować przed  niedzielą, a także żeby podzielić  się smutnymi wrażeniami, które  nas otaczały. W  domu pana Gintowta nie było. Żona jego mnie przyjęła bardzo uprzejmie i poczęliśmy ze sobą rozmawiać. Po kilku minutach wpadła do mieszkania jakaś kobieta lamentując, że pełna wieś jest partyzantów i że partyzanci poczęli zabierać żywność i inne przedmioty. Ja postanowiłem uciekać przez ogrody, ale kiedy wyszedłem na ganek, to spostrzegłem idących dwóch partyzantów z karabinami w kierunku zakończenia ulicy. Oni mnie także spostrzegli przy ostatnim domu ulicy. Partyzanci zatrzymali się obejmując straż. Zaniechałem ucieczki ogrodami, by tą ucieczką nie pogorszyć swojej sytuacji. Prze to postanowiłem wrócić do domu, ulicą jak przyszedłem. Kiedy doszedłem do połowy ulicy, to spostrzegłem  wizawi siebie dwóch  partyzantów, jednego w kusej kurtce z pistoletem  w ręku, wiekiem  młodego i  drugiego  starszego z  karabinem w ręku. Kiedy  zbliżyłem się  do nich to krzyknęli  - „ Stój, ruki  w wierch”. Stanąłem i ręce podniosłem. Wówczas młody partyzant z pistoletem, podszedł do mnie i zapytał skąd ja jestem – odpowiedziałem, że ze wsi.(Wyjaśnić, że jestem osadnikiem z Nowopola było niepożadanym.) Wówczas zapytał do kogo ja przychodziłem do wsi Dzienniszki. Odpowiedziałem, że do Gintowtów, kiedy to słowo usłyszał, krzyknął: „wpierod ruki w  wierch i  dzierżać nad gołowoj”. Uczyniłem jego rozkaz i odwróciłem się  z rękoma  podniesionymi  do góry. Po kilku krokach takiej podróży ponownie  mnie  zapytał po co ja przychodziłem do Gintowtów? Odpowiedziałem aby pożyczyć pługa do orania. Zapytał czy prawdę  mówię. Odpowiedziałem, że prawdę. W odpowiedzi ten partyzant krzyknął głośno  na  całe gardło – „ ubierajsia  damoj i bolsze  do Gintowtów nie chadzi”. Zawróciłem i pośpieszyłem do domu. Partyzanci oboje poszli w kierunku Gintowtów. Kiedy  szedłem prędko ulicą wsi Dzienniczki, to kobiety mnie  zatrzymywały i prosiły bym ja powracając powiadomił Komendę Niemiecką o  najściu partyzantów na ich  wieś. Oczywiście tego  czynić nawet  zamiaru nie  miałem, bo do Duniłowicz droga była  do 8 km, a już nadchodził wieczór. Kiedy nieoczekiwanie powróciłem do  domu, to mój  zapaśnik Ankudowicz ogromnie się ucieszył i zdziwił, że ja powróciłem, gdyż   wychodząc mówiłem, że będę  nocował u Gintowtów. Nic nie mówiąc o partyzantach poprosiłem Ankudowicza, by pomógł mi dostać się na słomę leżącą na  strychu obory, gdzie będę spał oraz by drabinę  schował,  a także by nic nikomu nie mówił, że ja tu nocuję, jeżeli kto będzie o mnie pytał. Bałem się, że Gintowt powie, że pochodzę z Nowopola i jestem osadnikiem. Niemal przez całą noc było słychać  strzały karabinowe ze  strony  wsi Dzienniszki. Następnego dnia od godzin rannych było wiadome o najściu partyzantów oddziału Gryszy na wieś Dzienniszki i że ponownie państwo Gintowt zostali pokrzywdzeni, którym zabrano ostatnie środki żywnościowe w tym i moje 2 pudy żyta, znajdującego się u nich na przechowaniu. Po tym wypadku w Dzienniszkach postanowiłem jak najprędzej  zakończyć  zasiew pól i odjechać do Wilna, zaś na noc chodziłem spać do Duniłowicz. Wchodziłem z Nowopola pod wieczór i szedłem na przełaj dróżkami polnymi i lasem, by nie pokazywać  się na drogach ruchliwych. Kiedy już  szedłem dnia trzeciego, do Duniłowicz przez las pani Makowieckiej, to nieoczekiwanie wypadł  z  lasu  na dróżkę partyzant z karabinem i krzyknął „Stój ruki w  wierch”. Stanąłem i ręce podniosłem. W tym  czasie posłyszałem  głos z boku dróżki: „Stoj ty iwo nie trojgaj ”. Z tymi słowami,  wypadł  z lasu partyzant  w  kusej kurtce i  pistoletem w ręku, ten sam, który mnie  zatrzymał  w Dzienniszkach i powidział: „ Zdrastwój Rożnowskij, czto ty mienia nie uznajesz, a ja wot ciebia uznał od razu” - „Gdzie ty łgał szto pachodzisz z  czarnoj  wsi”, dalej powiedział: „a ty pomnisz kak mój aciec mnie bił pałkoj za zaułki, a ty mienia abronił i jabłki oddał, wot ja z derewni Jalcy, zwut minia Grysza – był ja malczykom, a tipier kamandir partyzantów. Ty charoszoj człowiek, patamu mój ociec ciebie nie trahał w Nowopolu – no ty niezmienno z Nowopola ujeżdżaj, to ja za drugich partzantow, ruczać nie magu” Po tym ścisnął mi rękę i powiedział żebym ja nikomu nie mówił o tym, że w tym lesie go widziałem.  Pośpiesznie udałem się do Duniłowicz, gdzie nikomu nie mówiłem o  spotkaniu dowódcą Gryszą, słynnym partyzancie, którego żadne  oddziały niemieckie nie mogły uchwycić ani zlikwidować. Grysza, pochodzący ze  wsi Jelcy, która położona  jest  w lesie miał  członków partyzantów w  swoim oddziale pochodzących z tej  samej wsi i innych. Oddział Gryszy w nocy formował  się i po  dokonaniu operacji tejże  samej nocy rozpraszał  się. Z tego powodu był nieuchwytny. Grysza  do moje osoby odniósł  się  szlachetnie. Uczynił  zapłatę ze  swojej strony dla mnie za jego obronę przed ojcem.Następnego dnia wszystkie wędliny posiadane odwiozłem do Daniłowicz i tam pozostawiłem na przechowaniu u państwa Zdanowiczów. W Nowopolu niektóre przedmioty cenniejsze, pochowałem na strychu, bowiem ze sobą nie mogłem  zabrać.Wszyskie zaś meble, naczynia stołowe i kuchenne przekazałem Andukowiczowi pod opiekę, łącznie z inwentarzem gospodarczym żywym i martwym i odjechałem do Wilna pociągiem. Pierwotnie zamierzałem odjechać wozem konnym,  zabierając ze sobą krowę, ale w ostateczności  zaniechałem, bowiem pozbawiłbym Andukowicza konia, który był potrzebny do pracy na roli. Krowa też im się przyda. Podróż miałem pociągiem dość uciążliwą szczególnie od stacji Łyntupy, która to  stacja już wchodziła w  skład terytorium Litwy. Litwini w pociągu usiłowali czynić różne nieprzyjemności dla osób, które nie mówiły w języku litewskim. Szczególnie odnosili się z pogardą dla Polaków. Kilku Polaków usunęli z  wagonu tłumacząc  się, że jest za ciasno. Unikając  z Litwinami jakiegoś  zajścia, ja rozmawiałem tylko w języku  rosyjskim z podróżnymi i to mnie chroniło przed ich zaczepkami. Po powrocie  do  Wilna, po paru tygodniach, doszły nas wieści z  Duniłowicz od państwa Zdanowiczów, że po moim wyjeździe z Nowopola, na drugi dzień partyzanci dokonali napadu na moją działkę zabierając konia, krowę oraz rabując pozostałą żywność. W kredensie porozbijali drzwiczki, aby  dostać się do wnętrza i z stamtąd  pozabierać naczynia i  inne przedmioty i  w ogóle dokonali  zniszczenia.Najście  to zadecydowało, że ja  postanowiłem do Nowopola nie powracać do  czasu zakończenia wojny i nastania pokoju. W ogóle nasza akcja usiłująca  zamieszkać w Nowopolu i  tam rozpocząć prowadzenie gospodarki w  czasie kiedy jeszcze trwała wojna – była  przedwczesna i niecelowa oraz poniosła  dużą  stratę gotówkową.         W Wilnie, w dalszym ciągu prowadziłem handel w hali targowej ze  Zbyszkiem, który przynosił  dostateczne  dochody do życia nam dwóm rodzinom.Woja w dalszy ciągu trwała. Jednak akcję bojową prowadzili już Rosjanie,  wypierając Niemców z zajętych terenów. Szczególnie po odniesieniu zwycięstwa pod Stalingradem Niemcom słabły siły, a Rosjanie choć powoli jednak  Niemców wypierali na  zachód.                                 

Podziel się
oceń
1
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 25 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  67 986  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl