Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 918 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Śmierć Kazika w obronie Ojczyzny i ........................

czwartek, 28 lutego 2008 14:43
Skocz do komentarzy

            Po dokonaniu opatrunku w Pogotowiu Ratunkowym skierowano mnie do Szpitala Św. Jakuba, bowiem miałem kość pogruchotaną niżej kolana i część odłamka kuli była w  nodze. W szpitalu nastepnego dnia po dokonaniu prześwietlenia  nogi – nogę zagipsowano i ułożono mnie w łóżku. W szpitalu przebywałem  więcej jak miesiąc, to jest do czasu zdjęcia gipsu z nogi. W  szpitalu czas upływał pierwotnie dość ciężko – noga mnie bardzo bolała, jednak  z  chwilą gojenia  się nogi było weselej. Mogłem czytać gazety i książki. Z gazety dowiedziałem się o walkach toczących  się między bolszewikami a  Finlandią. Finlandia dłuższy czas stawiała opór bolszewikom nacierającym na linii Mejharda nie  zwracając uwagi na ogromne  straty swego wojska. Ostatecznie przełamali linię Mejharda.Wówczas został podpisany pokój, mocą którego  przeszła na  własność Rosji Sowieckiej.   Na liniach bojowych tj.na  zachodzie między Niemcami, a  Francją i Anglią walk nie było. Po powrocie ze szpitala, mogłem chodzić tylko bardzo po malutku, oparty o ramię innej osoby lub na szczudłach. Stan taki trwał kilka miesięcy – poczem już zacząłem  chodzić o lasce. Stan materialny z każdym dniem stawał się gorszy. Dochodów  nie mieliśmy żadnych -  zapasy żywnościowe przywiezione z Kucewicz wyczerpały się. Posiadane pieniądze także zostały  wydane. Co prawda Zbyszek został pracownikiem i nam nieco pomagał, lecz jego pobory zaledwie  starczały na jego utrzymanie. Wobec tego żona  zaczęła  szyć ubranka dla swego brata, który posiadał w  halach targowych sklepik. Ponadto brat prowadził ruchomy handel ubraniem na zewnątrz hali, to jest na placu przed halą, wychodzać na tym handlu dość dobrze. Ja zachęcony handlem brata żony oraz innych osób, którzy poczeli handlować i  zarabiać na życie, postanowiłem również rozpocząć handel.    Niestety nie posiadałem środków finansowych ku temu. Wobec czego żona przenicowała moją  stara czarna marynarkę, którą sprzedałem za 20 litów, za które to  rozpoczełem handel. Kupiłem kortu z którego żona uszyła dwie pary  spodni, za które otrzymałem 40 litów i tak poczełem handlować spodniami, zwiększając swój kapitał każdego dnia o100 %  więcej, co nam  dawało zysku w przeciągu miesiąca kilkaset litów. Taki stan pozwolił nam czynić zakupy materiałów w większej ilości i lepszym gatunku, jak na spodnie tak i na bluzy  robocze i koszule, które żona  szyła, a ja na rynku sprzedawałem. Muszę nadmienić, że nasz towar był na rynku najlepszym, bowiem żona szyła te ubrania  solidnie i mocno. Wówczas kiedy Żydzi  szyli tandetkę. Przeto moje ubrania prędko sprzedawałem i zdobywałem coraz więcej kupujących, a nawet  zamawiających. Z biegiem czasu żona już niezdążała  sama  szyć ubrań,  wobec czego oddawaliśmy szyć krawcowi Żydkowi spodnie – które już  skrojone przedtem przez żonę, szył pod nadzorem żony. Żona szyła  do 8 par spodni dziennie i Żydek do 7 par, razem 15 par spodni ja  sprzedawałem w jednym dniu,  zarabiając po 3 lity na parze. Kapitał nasz obrotowy rósł  z każdym dniem, co dawało nam żyć pod dostatkiem.  Handel  wówczas odbywał  się na  rynku Tyszkiwiczowskim przy ulicy Ponarskiej. Rynek ten istniał i przed  wojną tj.za  czasów carskich.  Kiedy ja jażdżac na stację towarową po wykup waganów z papierem w latach 1913 – 1915 podziwiałem chodzących handlarzy na tym rynku,  sprzedających najróżniejsze przedmioty. Litowałem się nad tymi handlarzami i ich marnym  zarobkiem. Nie przypuszczałem wówczas, iż mnie przyjdzie się na  Na rynku tym w 1940 roku tysiące osób handlowało – kto  czym mógł, przeważnie żony  wojskowych oficerów i innych urzędników polskich. Początkowo sprzedawały  swoje przedmioty, poczym już  handlowały już różnymi przedmiotami -  zarabiając na życie  swoich rodzin, których stan materialny był  ciężki, gdyż  mężowie byli w niewoli niemieckiej lub bolszewickiej,  albo uciekli na  zachód do Francji. W lecie 1940 roku Polski Czerwony Krzyż z Warszawy nadesłał powiadomienie urzędowe pod adres  zamieszkania Kazika w Oszmianie –, że Kazik w  dniu 6 września 1939 roku poległ w  walce z  Niemcami i jest pochowany w  zbiorowej mogile pod krzyżem przy wylocie ulicy Grzymowskiej w Piotrkowie.  Wiadomość  ta była dla mnie tak i  dla  wszystkich nadar  bolesna i  smutna. Ogromny żal było Kazika, byliśmy  zarazem  dumni, że on poległ w obronie Ojczyzny. CZEŚĆ I CHWAŁA JEGO BOHATERSKIEJ ŚMIERCI.       W pierwszym półroczu 1940 roku Polacy żyli spokojnie przed bolszewikami – natomiast  szowiniści litewscy dawali  się we  znaki, narzucając przemocą język litewski jak w urzędach, handlu i w  kościołach. Na tym tle dochodziło do różnych kłótni, a nawet bójek, szczególnie w kościołach. Podczas nabożeństwa w kościołach odbywających  się w języku polskim,  wchodziły gromadki młodzieży litewskiej, przeszkadzając w odbywaniu się nabożeństwa, rozpoczynając śpiewać hymn litewski. Miedzy tą młodzieżą litewską, a modlącymi  się Polakami – następowały sprzeczki i bójki – często likwidowane przez Policję litewską -  zwykle aresztując kilkudziesięciu Polaków. W jedną niedzielę byłem w kaplicy Św. Kazimierza w  Katedrze na nowennie o godz. 4 –tej po południu. W pewnym  czasie wtargnęła  do kaplicy litewska grupa młodzieży – śpiewając hymn litewski, bez przerwy. W kaplicy było modlących się Polaków z kilkaset osób. Kiedy Polacy zaczeli śpiewać Anioł Pański – słowami  wieczne  spoczywanie racz im da Panie – to Litwini jeszcze ochrypłymi już głosami  śpiewali swój hymn. Wówczas ja po odśpiewaniu 3 zwrotek – wiecznego odpoczywania, ponownie zainicjowałem śpiew „Wieczne odpoczywanie” podchwycony przez  cała ludność i śpiewano to bez przerwy w kółko. Nam Polakom było lekko śpiewać bez przerwy,  w kóło,  a Litwinom ochrypłym od nadmiernego  wyciłku bezustannym  śpiewaniem swojego hymnu już  tchu  zabrakło, tak że  w ostateczności zmuszeni byli przestać  śpiewać, a my  wciąż w kółko śpiewaliśmy   „Wieczne odpoczywanie….” aż puki Litwini nie opuścili kaplicy – grożąc nam  śpiewającym kułakami.

Podziel się
oceń
1
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 20 października 2017

Licznik odwiedzin:  72 243  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl