Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 240 075 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z Kucewicz do Wilna

wtorek, 19 lutego 2008 13:23
Skocz do komentarzy

Kiedy przyjechałem do Kucewicz, to posłyszałem w miejscowym kościółku śpiew suplikacje – Święty Boże, Święty Mocny ….itd. Kościół był przepełniny modlącymi  się. Zaszedłem do kościoła. Na  głównym ołtarzu paliły się świece – modlono  się i śpiewano bez księdza, gdyż księdza w Kucewiczach nie było. Kiedy  wyszedłem z  Kościoła to  za mną sporo  wyszło modlących  się, by dowiedzieć  się ode mnie, jak prędko przyjdą bolszewicy i co oni mają czynić. Wszyscy byli przestraszeni i  zaniepokojeni. Radziłem im pozostać  na  miejscu z dobytkiem i w miarę możności przeczekać. Po czem udałem  się do żony z którą usaliłem, że ja muszę nieodzownie  wyjechać i  wstapić do wojska. Żona dobrze  wiedziała o mojej działalności wojskowej i  akcji wojny z bolszewikami w  latach 1918 – 1920, więc mnie  nie  zatrzymywała. Przy tym ustaliliśmy, że  żona  z  córeczką Lili także jak najszybciej wyjedzie  do  Wilna. Po przyjściu  do Urzędu Gminy zwołałem  wszystkich pracujących i  z nimi odbyłem  naradę. Akta poufne i tajne  spalono.  Wypłacono wszystkim pobory za  trzy miesiące. Na wypłatę sołtysom i na zasiłki rezerwistom -  sumę potrzebną  zostawiono.  Resztę  z 18 000 zł otrzymanych z Kasy Skarbowej zabrałem  do  wpłacenia w kasie  starostwa. Na zakończenie  wezwałem pisemnie zastępcę wójta pana Rozwadowskiego, by objął urzędowanie po mnie. Pracownikom innych Wydziałów Gminy radziłem pozostać na miejscu o ile nie  wyjadą  gdzie indziej. Pożegnanie  z pracownikami było nader smutne. Ze łzami  ściskaliśmy  się serdecznie. Po powrocie  do  domu i spożyciu obiadu – zabrałem  się do wyjazdu. Przedtem udałem  się  do pana Ł…………….właściciela  majątku i poprosiłem  go aby on  zaopiekował się moją rodziną. Przybył  do naszego mieszkania i pocieszył płaczącą żonę obiecując roztoczyć nad  nią opiekę. Z domu  wyjechałem na rowerze, żona  z Lilą odprowadziła  mnie z kilometr  drogi. Po  czym pożegnaliśmy  się i ja pojechałem do  Oszmiany inną  drogą, przez majątek Nowosiółki hr.  Czapskiego. Po drodze spotkałem pana Michała R…… osadnika  wojskowego i  radnego Gminy, który  spieszył  do mnie  do  Gminy, po poradę co on ma  czynić – czy pozostać  czy uciekać. Poradziłem  mu  aby na razie pozostał  w  domu w  ukryciu, jak  zajdzie niebezpieczeństwo, to  wywczas by uciekał – tak on i  uczynił, w październiku przybył do Wilna i potem  wyjechał  do Łotwy. Przejeżdżając przez majątek Nowosiółki wstąpiłem  do hr. Czapskiego. Jednak go już nie  zastałem, odjechał końmi do  Wilna. Z majatku Nowosiółki prowadziła  droga przez lasy, przy  szosie wiodącej ze  stacji Soły do Oszmiany, przejeżdąjąc lasem, spostrzegłem  w lesie w oddali od  drogi konie, krowy i trzodę chlewną – które okoliczni mieszkańcy spędzili do lasu, by takowych  chronić  przed bolszewikami. Także  widziałem kilka wozów wjeżdżających do lasu z różnym dobytkiem i tobołami. Między innymi mieszkańcy  byli  ze  wsi Nowosiółki, którzy  spostrzegli mnie, podeszli i prosili o  radę, której nie mołem im udzielić. Jadąc  dalej  lasem rower zawadzał o korzenie drzew, przy tym zacinał  się w piachu. Deszcz począł padać, a niebawem  nastapiła ulewa. Przemokłem  do ostatniej nitki. Kiedy  wjechałem na  szosę jazda stała  się lepsza. Na szosie był  duży ruch samochodowy. Od  stacji Soły szybko skręcili oficerowie Straży Granicznej. Jeden  samochód udało się  zatrzymać i  dowiedziałem  się, że wojsko  bolszewickie zbliża  się do Mołodeczna. Kompania Straży Granicznej, będąc bardzo słaba wycofuje  się w kierunku Wilna i Grodna. Także dowiedziałem  się, że na stacji Soły -  zgromadzone bydło jak krowy, owce i trzoda chlewna rozdawane było powrotem właścicielom, którzy przybyli. Wydawano także bezpłatnie zboże, którego było tysiące ton, zmagazynowanego dla  wojska, aby nie dostało  się w ręce bolszewickie, tymbardziej że nie było możliwości go wywieść. Po przyjeździe  do Oszmiany, przyjechałem  do mieszkania gdzie mieszkał Kazik by przebrać się w jego suche  ubrania. Po przebraniu  się swoje  zmoczone ubranie zostawiłem. Ubrałem  się w spodnie do butów i fręcz z kołnierzenm stojącym. Ubranie było z  materiału  samodziałowego w pięknym  gatunku. Przebierając  się spostrzegłem w  szafie  stosy ułożonych koszul, skarpetek i innej bielizny oraz kilka  garniturów, płaszczy i  bucików. Nalęży nadmienić, że  syn Kazik lubił się dobrze ubrać i ubrania miał  pod dostatkiem.  Gospodyni, bardzo  zacna kobieta  wdowa – lubiła Kazika i uważała go jak  własnego  syna – była  bardzo  zmartwiona o jego losie, mówiła że kiedy  z nią żegnał  się, to był  bardzo  wzruszony i blady. Obdarzyła ona  mnie obrazkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej – który w koperciku  schowałem do pugilaresu. Po czym pożegnałem się i odjechałem  do miasta. W mieście na ulicy  stali ludzie kupkami i radzili się -  w gronie tych stojacych  było  sporo moich znajomych -  zatrzymywali  mnie pytając  co  zmierzam z  soba robić. Odpowiedziałem, że jadę  do Wilna by tam wstapić  do wojska. W starostwie był jeden starosta i  wyżsi urzędnicy. Do kasy  wpłaciłem przeznaczone pieniądze, otrzymałem pokwitowanie osobiście od pana  starosty – bowiem kasira nie było obecnego. Starostwo  posiadało jeden tylko  samochód, więc tym samochodem nie mogli wszyscy urzednicy wyjechać, mobilizowano więc  podwody konne. Proponowano mi podróż tymi podwodami. Jednak wolałem jechać do Wilna rowerem – była to lokomocja pewniejsza. Pożegnałem  się ze  starostą i innymi urzędnikami. Jadąc zajechałem do  kasyna urzędniczego by tam posilić się, bo była już godzina 8 wieczór i byłem głodny. Jednak w kasynie już  żadnych produktów  do  sożycia  nie  było z  wyjątkiem  wody sodowej, więc pojechałem dalej  z apetytem do  jedzenia. Na szosie był duży ruch jadących powozami i pieszo w kierunku  Wilna. Jachali ziemianie  całymi rodzinami, urzędnicy z Oszmiany, Policja i inni. Po  drodze zajechałem do koloni pana Czyża, inspektora ubezpieczeń od ognia, by tam przeczekać  padający deszcz. Zastałem tam hr. Czapskiego, który jadąc  do  Wilna, także  zajechał  do pana Czyża. Był on bardzo  zmartwiony i przygnębiony. Postanowił konie odesłać  spowrotem do majątku i jechać  do Wilna z panem Czyżem autem. Po spożyciu kolacji u pana Czyża i osuszeniu się nieco – pojechałem ponownie do Wilna. Do Wilana z Oszmiany było 60 km. Droga była w niektórych miejscowościach mocno górzysta, przeto pod górę było bardzo  ciężko jechać. Natomiast z  góry rower pędził z  wielką szybkością aż  wiatr szumiał w  uszach i było chłodno. Przy tym trzeba  było  uważać w ciemności by nie  najechać na furmankę i osobę idącą pieszo. Po pewnym  czasie zaczął  padać  deszcz, który zmusił mnie do zatrzymania  się w Rukojnach i schronić się od  deszczu w piwiarni w której pełno było podróżnych uciekinierów z powiatu Oszmiańskiego do Wilna i odwrotnie z  Wilna na prowincję. Wśród obecnych toczyła  się  dyskusja na temat wymarszu wojsk bolszewickich na Polskę.Jedni byli  zdania,że Francja i Anglia uczynią ultimatum Rosji Sowieckiej, żądając utrzymania  neutralności  wobec Polski, inni  tłumaczyli że Niemcy zajma Polskę i bolszewików powstrzymają. Dyskusja była  chaotyczna i bez żadnego  znaczenia. Kobiety  płakały łącznie z  dziećmi. Nasrój był przygniatający. Turkot kół od wozów rozlegał się nieustannie  zdążających w  pośpiechu do Wilna. Napiłem się herbaty i ogrzałem się, po czym ponownie puściłem się  w  drogę. Kiedy poczęło switać zbliżałem  się  do o 7 km od Wilna, po  drodze jechały furmanki z policjantami. Niektórzy policjanci jechali na rowerach, miedzy którymi jechał  też Komendant Polcji w  Kucewiczach. Nawiązałem z nim  rozmowę, w której zakomunikował  mnie, że Policja wkupi  się do szeregu oddziałów wojskowych i będzie bronić  Wilna.  Zbliżając się  do Wilna napotkałem posterunek wojskowy, który badał przejeżdżającym dokumenty. Po przejrzeniu moich  dokumentów  i otrzymaniu ode mnie wiadomości, iż jadę  wstapić  do  armii polskiej jako ochotnik, poinformował  mnie, że biuro zaciągających  się na  Antokolu w 6 Pułku Piechoty. Jadac  dalej obserwowałem jak uczniowie kopali okopy, za którymi  stało kilka działek polowych. Widok ten podniósł ducha i nastrój we mnie. Mniemałem, że będziemy bić  się  z bolszewikami i nie  damy Wilna, a tymczasem nadejdzie jakaś pomoc  Polsce i  zmusi bolszewików do odwrotu. Po przyjeździe do Wilna wstapiłem do rodziców żony mieszkających na ul. Szkaplarnej. Byli oni przygnębieni i  zasmuceni. Do nich przybyli uciekinierzy, córka z mężem z Karszun, która to miejscowość już była zajęta przez Niemców. Córka płakała bowiem ich dwóch  synów, kształcących  się w Brześciu Litewskim tam pozostało. Teściowa moja zapłakała kiedy dowiedziała  się, że żona moja z córką Lili pozostała sama w  Kucewiczach. Po  spożyciu śniadania udałem się do siostry Marii, mieszkającej w  hotelu Nieszkowskiego w centrum miasta. Był u niej już mój brat  stryjeczny Bolesław Rożnowski, który przybył z powiatu Postawskiego by wstąpić do armii polskiej. Pozostawił on także żonę z rodzicami na  gospodarstwie rolnym obiektem do 80 ha ziemi. Ojca brata Boleslawa, a mego  stryja bolszewicy  zmordowali w 1919 roku. Kryjac się przed bolszewikami także zbierał informacje o ruchach wojsk bolszewickich, które przekazywał.  Zamordowali go nie  za tą  akcję, ale za to, że  był kułakiem i że  jego syn Bolesław  był w wojsku polskim.

Podziel się
oceń
0
1


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

poniedziałek, 1 maja 2017

Licznik odwiedzin:  68 926  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl