Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 240 075 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Problemy burmistrza.

niedziela, 16 grudnia 2007 11:44
Skocz do komentarzy

Miał tylko słabość w  czynieniu mu pochlebstwa, czego ja nie tylko nie czyniłem, bo  odwrotnie ja ostrzegałem go przed jego pochlebnikami – od których on miał później  dużo przykrości. Kiedy byłem jeszcze kierownikiem Towarzystwa Straży Kresowej w latach 1920 – 1923 to instruktorem w moim powiecie był pan Wiktor Jankowski. Pod moim zwierzchnictwem w 1928 roku pan Jankowski był już  inspektorem samorządowym w powiecie Racławskim. Na  życzenie pana starosty Mydlarza został przeniesiony do powiatu święciańskiego i od tego czasu stał  się jego uległym pochlebcą. Jako inspektor, jeżdżąc po urzędach gminnych w sprawach inspekcyjnych przywoził dla pan starosty najnowsze plotki i pochlebstwa – imponował tym panu staroście - to była  wada pana  starosty, że takimi sprawami był  zainteresowany. Niejednokrotnie  demaskowałem pana inspektora w jego  akcji, a tym bardziej, że on będąc u mnie na inspekcji w protokołach poinspekcyjnych  wypisywał różnego rodzaju bzdury, a  słownie panu  staroście jeszcze te bzdury upiększał. Na  skutek czego niejednokrotnie pan starosta telefonicznie zwracał  się do mnie o  wyjaśnienia. Wysyłając odpisy tych poinspekcyjnych protokołów do Wydziału powiatowego zwykle ujmowane  zarzuty niesłuszne dementowałem  w  swoich wyjaśnieniach pisemnych, co kompromitowało pana inspektora Jankowskiego z czego on był niezadowolony ze mnie, a po niejakim czasie stał  się moim przeciwnikiem. A było to tak: Spółdzielnia Rolniczo – Handlowa sprowadzał większymi partiami  słoninę soloną  do  sprzedaży. Często była to słonina nie świeża i  zjełczała. By uniknąć sprzedawania takiej słoniny, szkodliwej dla  zdrowia ludności na posiedzeniu Rady Miejskiej wniosłem wniosek o uchwalenie potrzeby przedstawiana tej słoniny po jej nadejściu do kontroli sanitarnej będącej w rzeźni miejskiej m. Podbrodzia. Będąc na tym posiedzeniu pan inspektor Jankowski oświadczył radnym, że  Spółdzielnia nie jest  zobowiązana do przedstawiana jej  słoniny po jej  nadejściu do kontroli. Na  skutek tego świadczenia radni uchylili  się od powzięcia uchwały i Spółdzielnia nadal sprzedawał słoninę szkodliwą  dla  zdrowia.         Po przestudiowaniu przepisów sanitarno -  weterynaryjnych  stwierdziłem, że słonina po przywiezieniu podlega na  miejscu kontroli jej przydatności. Ponadto ustaliłem, że Magistrat miasta Wilna zawsze taką sprowadzoną  słoninę przedkłada ponownej kontroli, pobierając opłatę za taka kontrolę. Przeto ponownie przedłożyłem  wniosek na posiedzeniu Rady Miejskiej o powzięcie uchwały, wyznaczającej wysokość pobieranej opłaty od kilogramów słoniny za kontrolę. Rada Miejska ustaliła 10 groszy od kilograma za kontrolę tej słoniny. Należy nadmienić, że przewodniczący spółdzielni Ernest Kowalczyk usiłował słoninę nie poddawać kontroli, tłumacząc kupującym, że wprowadzono podatek od słoniny, przy tym twierdził iż inspektor samorządowy oświadczył radnym, że nie można pobierać żadnych opłat od słoniny. To jego tłumaczenie znalazło oddźwięk i miało uświadomić ludności, która poczęła narzekać na mnie, że ja jako burmistrz pobieram podatek od słoniny i tak spowodowałem podrożenie jej w sprzedaży. Przeprowadzona pierwsza kontrola  słoniny ujawniła do 20 % słoniny nie zdolnej  do spożycia i taką przeznaczono  do zniszczenia. Dalsza przeprowadzona  rewizja przez Komisję sanitarną w  spółdzielni  ujawniła do 42kg słoniny nie zdatnej do użytku, którą skonfiskowano i  zniszczono.         Za uchylanie  się od przedkładania  słoniny do kontroli weryfikacyjno – sanitarnej przewodniczący spółdzielni pan Kowalczyk został ukarany grzywną co  go  doprowadziło do wściekłości  do mnie jako burmistrza.            Epilog sprawy słoninowej skończył się także dla pana inspektora samorządowego Jankowskiego nie pomyślnie – bo od pana Starosty dostał upomnienie za fałszywe tłumaczenie afery sanitarno-weterynaryjnej  na posiedzeniu Rady Miejskiej w Podbrodziu. To upomnienie także go uczyniło moim przeciwnikiem. Ja jako przewodniczący Komisji zdrowotno – sanitarnej obowiązany byłem dbać o  zdrowotność mieszkańców, należało to do moich obowiązków. Przeto nie mogłem tolerować sprzedaży słoniny  zjełczałej i nie nadającej  się do spożycia.       Przysporzyłem  sobie jednak nieprzyjaciół, do czego mu Polacy jesteśmy bardzo skłonni.W Święcianach był burmistrzem Stanisław Kulesza mój kuzyn. Jego matka i moja były stryjecznymi  siostrami. Byłem z nim w  bardzo  wielkiej przyjaźni - łączyło nas pokrewieństwo oraz zajmowane stanowiska. Miał on żonę Marię, bardzo  sympatyczną i miła oraz dwóch  synów i jedną  córeczkę  wesołego usposobienia                i  dobrze uczącą  się. Będąc  służbowo w  Święcianach zawsze do nich zachodziłem, gdzie byłem uprzejmie i radośnie przyjmowanym. Matka p. Stanisława – żyła przy nich – miła i  wesoła  staruszka, opowiadała nam jak ona się bawiła w młodych latach z moją matką. Żona  Stanisława lubiła tańczyć  szczególnie mazura. Więc na  wszystkich balach i  zabawach tanecznych zawsze  ją angażowano do tańca, a  do mazura nieodzownie. Kuzyn Stanisław był człowiekiem spokojnym i miłego usposobienia, był lubianym przez mieszkańców Święcian. Jednak  stosunek jego ze  Starostą Mydlarzem nie był  dobry. Starosta go nie  lubił, że on z Żydami żył                    w  dobrej komitywie i że nie ujawniał  większej żywotności na  stanowisku burmistrza, to znaczy nie objawiał nowych inicjatyw i nie  brał udziału  w  życiu politycznym. Starosta niejednokrotnie mnie namawiał, bym się  zgodził przejść na burmistrza do Starych Święcian – odmawiałem nie  wypadało mi ze  względu na  nasze pokrewieństwo, a po  wtóre że mnie było dobrze  w Podbrodziu gdzie byłem zaangażowany w tyle prac  społecznych i samorządowych.             Państwo Kuleszowie często bywali u nas w Podbrodziu, my zaś u nich szczególnie kiedy były bale w Podbrodziu lub w  Święcianach oraz na  większe święta jak Boże Narodzenie czy Nowy Rok i  Wielkanoc -  zawsze bawiliśmy  się bardzo  wesoło. Była  między nami wzajemna przyjaźń i życzliwość.            Do Podbrodzia  stale przybywało nowych obywateli. Reperowali oni lub budowali i na  stałe zamieszkiwali. Byli to  emeryci lub ziemianie, którzy sprzedawali gospodarstwa rolne i na  starość szukali  spokojnego życia w mieście, a że Podbrodzie było terenem bardzo zdrowotnym i blisko Wilna przeto ono przyciągało nowych mieszkańców. W roku 1932 pan  Łojanowski kupił dom  w Podbrodziu po sprzedaniu swojej posiadłości rolnej. Pan Łojanowski od razu począł zaskarbiać  sobie ambitniejszych mieszkańców m.Podbrodzia i nauczycielstwo z zamiarem kandydowania na burmistrza. W tym celu urządzał u siebie przyjęcia i obfite poczęstunki. Mniej więcej  w tym  samym czasie osiedlił  się w Podbrodziu Jabłoński – były tajny policjant. Usiłował on dostać  się  do |Magistratu na  stanowisko kancelisty lub poborcy podatków lecz  z powodu braku  wolnego miejsca nie mogłem  go przyjąć. Renta jego była nie wystarczająca na utrzymanie, żył więc skromnie i  chętnie korzystał z udzielonej pomocy.

Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

poniedziałek, 1 maja 2017

Licznik odwiedzin:  68 975  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl