Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 361 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Marszałek Piłsudski Honorowym Obywatelem Podbrodzia i spotkania z Marszałkiem.

niedziela, 14 października 2007 12:06
Skocz do komentarzy

Po dokonanym wyborze Zarządu Magistratu i mnie jako burmistrza na  drugim posiedzeniu Rady Miejskiej powzięto jednogłośnie Uchwałę o nadaniu Marszałkowi Polski Józefowi Piłsudskiemu tytułu Pierwszego Honorowego Obywatela. Uchwała była o brzmieniu następującym: ”Pierwsza Rada Miejska miasta Podbrodzia na posiedzeniu w  dniu 10 marca 1929 roku, podnosząc zasługi Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego położone  przy budowie Państwa Polskiego oraz  w dowód  wdzięczności za podniesienie Podbrodzia do godności miasta postanowiła jednomyślnie nadać  Wielkiemu Synowi  Ziemi Wileńskiej tytuł I – szego Honorowego miasta Podbrodzia. Podbrodzie  dnia 10 marca 1929 roku. Podpisy: K. Rożnowski- burmistrz oraz 12 podpisów  radnych miejskich. Dyplom Honorowego Obywatela sporządził profesor Uniwersytetu Pan Stefan Giej. Był on umieszczony na okładce wykonanej w stylu …….., obszyty wiejskim płótnem z  wierzchu opartej na barwach ludowo -  wileńskich. Z tym dyplomem specjalnie  wybrana  delegacja w składzie: burmistrza, Dowódcy 23 Pułku Ułanów i  aptekarza w maju 1929 roku udała  się  do  Warszawy celem  dostarczenia  go Marszałkowi.           Delegacja ta miała prosić Marszałka o pozostawienie 23 Pułku Ułanów w Podbrodziu, bowiem Ministerstwo Wojskowe miało ten pułk przenieść. Dla miasta Podgrodzia posiadanie tego pułku miało ogromne  znaczenie pod  względem ekonomicznym jaki kulturalno – oświatowym. Dla korpusu oficerskiego i podoficerskiego również. Lokalizacja pułku w Podbrodziu, niedaleko Wilna było  wielką dogodnością. Po przybyciu  delegacji do Warszawy okazało  się, że Marszałek  wyjechał na  wizytację pułków. Wobec tego, że było naszym życzeniem osobiście dyplom doręczyć  Marszałkowi  -  przeto powróciliśmy z  dyplomem powrotem  do  domu.   W lipcu tego roku, ponownie jeździła  delegacja  do Warszawy, celem wręczenia Marszałkowi dyplomu. Ponownie go nie wręczono. Marszałek był chory. Wiceminister gen. Romaszewski proponował  delegacji by  dyplom  zostawić u niego, a on go  wręczy Marszałkowi. Jednak nie zgodził się prosić w naszym imieniu o pozostawienie pułku Ułanów  w Podbrodziu. Pod tym pozorem powróciliśmy z  dyplomem do  domu.   W dniu 6  sierpnia 1929 r. w Wilnie odbył  się  Zjazd legionistów. Na tym Zjeździe był osobiście Marszałek Polski z  Marszałkową i córkami. Brała  w nim także udział spora liczba wysokich dygnitarzy państwowych i wojskowych. Po nabożeństwie odprawionym przez ks. biskupa  Bandurskiego w  Katedrze odbyła  się  wspaniała defilada legionistów oraz  wojsk garnizonu wileńskiego. Po czym koncerty w sali miejskiej. Na koncercie była marszałkowa Aleksandrowa z córkami w  towarzystwie gen. Rydza – Śmigłego.  Mając zaproszenie na  wszystkie uroczystości tego  Zjazdu brałem także udział  stojąc w  dwuszeregu przed  wejściem  do Katedry, przez który to  dwuszereg  z miał przechodzić  Marszałek  do Katedry. Dwuszereg pod naciskiem masy ludności zawężał  się – przeto wysiłki funkcjonariuszy Policji – jak komisarzy i podkomisarzy, stojących w pierwszym rzędzie były mało  skuteczne. Odpychali oni cisnących  się – wykrzykując i prosząc do tyłu. I tak tą  czynność nieustannie powtarzali. Obok mnie, stojącego osobnika, starszego już pana, komisarz kilkakrotnie popychał, powtarzając – proszę do tyłu. Rozgniewało to popychanie owego osobnika. Wówczas on krzyknął na komisarza mówiąc żeby  zaniechał to popychanie do tyłu. Powiedział, bo jak pchnę pana to pan przez tyłek  wyleci. Po czym wyjął z kieszeni legitymację i pokazał komisarzowi. Komisarz stanął na baczność, przeprosił i odszedł. Okazało  się, że był to jakiś minister.   Wieczorem o godzinie 8.00, w teatrze na Pohulance, Marszałek wygłosił odczyt o naszym Wilnie. Kiedy przybyli zaproszeni na ten odczyt – to dookoła teatru  skupiły się tysięczne rzesze legionistów  przybyłych na  Zjazd. Otoczyli oni  wszystkie  wejścia  do teatru, że dla mnie i  zaproszonych nie można było  wejść  do teatru. Zmuszeni byliśmy stać  na zewnątrz przed drzwiami i czekać na swobodne przejście. Obok mnie stał także przed  drzwiami jakiś  cywil, którego dwaj wyżsi oficerowie, z wesołym humorem usiłowali zepchnąć na bok i zająć jego miejsce – mówiąc, że pan tak  stoi i utrudnia nam wejść. Rozgniewało to ich zachowanie  się, tego  osobnika -  wyjął legitymację i pokazał oficerom. Oficerowie stanęli na baczność salutując, prosząc o przebaczenie. Zażądał  od nich legitymacji służbowych. Okazało  się, że osobnikiem tym był pułkownik Generalnego Sztabu Armii.  Przed godz. 8.00 zaczęli przybywać pod teatr dygnitarze z Warszawy – biorący udział w  Zjeździe. Jednak także nie mogli wejść do teatru. Przybyłego Marszałka wprowadzono zapasowym  wejściem. Kiedy otworzono drzwi teatru, to brać  legionowa i  wojsko wtargnęło do teatru i zajęła wszystkie  siedzące miejsca, łącznie z naszymi, honorowymi – które jednak  zmuszeni byli ustąpić. Ja  dostałem  się na miejsce  siedzące, przy wielkim ścisku na najwyższej  galerii – skąd słuchałem  wygłoszonego odczytu przez Marszałka. Marszałek w swoim odczycie omówił historię  swoich młodych lat z pobytu w ukochanym Wilnie – przebieg nauki, udział w działaniach konspiracyjnych, zesłanie na Sybir - powrót z Syberii, zajęcie Wilna w 1919 roku oraz prace położone nad  historią włączenia Wilna do Polski. Marszałek także omówił o niepomyślnościach czynionych  w jego  wysiłku nad odzyskaniem ukochanego Wilna i objęciu jego granicami Polski -  czynionych przez Antantę w Paryżu, jako też przez rodzimą Endecję, poruszając też o swoich przeciwnikach Endeckich, mieszkających w jego kochanym Wilnie. Mówił o redaktorze Dziennika Wileńskiego Janie Obście – nazywając go opasłą babiną (bowiem był on potężnej postury). Należy nadmienić, że redaktor Obst na łamach Dziennika  Wileńskiego czynił rozmaitego rodzaju zarzuty pod adresem Marszałka i jego pracowników. Odczyt został zakończony przy niemilknących, owacyjnych oklaskach.   Wieczorem odbył się raut w  Pałacu prezydenckim. Wydany został przez Pana Wojewodę Władysława Raczkiewicza na cześć Marszałka Polski i przybyłych  dygnitarzy z  Warszawy. Na raut ten byłem zaproszony razem z żoną. Na podwórzu pałacu odbywało się przyjęcie  dla legionistów przybyłych na Zjazd. Przy rozpalonym ognisku, pod humorem, brać legionistów owacyjnymi krzykami zmusiła Marszałka do kilkakrotnego wyjścia  na balkon i pokazania  się. Na dole, na podwórzu byli z legionistami niżsi oficerowie oraz kilku  wyższych oficerów legionistów, łącznie z gen. Rydzem- Śmigłym. W pałacu na górze, na raucie  była ogromna ilość oficerów, łącznie z generałami. Sale pałacu były udekorowane dystynkcjami państwowymi, społeczeństwem osobistym miasta Wilna i woj. wileńskiego. Marszałek  siedział w sali środkowej w otoczeniu arcybiskupów i niektórych ministrów. Przechodząc przez salę  środkową nasunęła się mnie myśl, by  skorzystać z okazji pobytu Marszałka i  wręczyć mu dyplom Honorowego Obywatela. Zachodziła potrzeba w tym celu uzyskania audiencji u Marszałka,  ale jak ta audiencję uzyskać? Chodziłem  wówczas z sali do  sali zamyślony nad tą  sprawą. W trakcie tego  spaceru zatrzymał mnie brat Marszalka Jan Piłsudski, sędzia Sądu Okręgowego w Wilnie. Zapytał dlaczego jestem taki zamyślony. Opowiedziałem mu o tym, że chciałbym przy okazji pobytu Marszałka wręczyć nadany mu dyplom Honorowy Obywatela miasta Podbrodzia. Przy tym poprosiłem, czy by nie mógł dla mnie uzyskać u Marszałka audiencję  w tym celu.  Zgodził się prosząc żebym na niego zaczekał. Po tym siedzącego Marszałka zaszedł od  tyłu i rozmawiał z nim po cichu. Po czym powrócił  do mnie i  zakomunikował, że Marszałek będzie następnego dnia o godz. 17.00 wieczorem czekał  delegacji  w Inspektoracie Armii, przed górą Zamkową. Podziękowałem  serdecznie panu  sędziemu Piłsudskiemu, za taka cenną oddaną przysługę.   Była godzina 1- sza w  nocy. Pierwszy pociąg do Podgrodzia odchodzi o godz.9.00 rano i powraca do Wilna o godz. 18.00. Wobec czego w  żaden sposób nie mogłem  się udać  do Podbgrodzia po  dyplom i przedstawicieli miasta do delegacji. Postanowiłem wówczas telefonicznie połączyć się z posterunkiem Policji w Podbrodziu lub Urzędem Pocztowym. Udałem  się  do kancelarii p. Wojewody. Tam przy pomocy telefonu usiłowałem połączyć się z Podbrodziem. Niestety w Podgrodziu ani posterunek Policji, ani Urząd Pocztowy telefonu nie odbierał, przez to telefonicznie nie udało  się zorganizować delegacji. Wyszedłem do salonów i tam natknąłem się na hrabiego Tyszkiewicza. Opowiedziałem mu o moim kłopocie, niemożliwości  sprowadzenia delegacji i dyplomu Marszałka  do  wręczenia w  dniu jutrzejszym. Pan hrabia z  uśmiechem na ustach powiedział – ależ panie burmistrzu, bądź pan spokojny,  wybrnie pan i  z tego kłopotu, daję panu  do  dyspozycji  swoje  auto, którym będzie pan mógł sprowadzić delegację i dyplom. Ponownie  serdecznie podziękowałem p. hrabiemu za tak cenną oddana mi pomoc. Potem poprosiłem by auto przysłał mi o godz.9.00 rano  do hotelu Niszkowskiego,  gdzie zatrzymałem  się u siostry tam mieszkającej. Następnego  dnia tym  autem  wysłałem pismo  do swego zastępcy wice burmistrza Łabunia, prosząc by przyjechał tegoż dnia z panem Charkunem aptekarzem i zabrał dyplom ze sobą do wręczenia  go Marszałkowi. Tegoż  dnia o godz.. 17.00 w hotelu przygotowaliśmy się do spełnienia swego obowiązku jako delegacji. O godz. 17.00 udaliśmy  się   autem do Inspektoratu  Armii. Kiedy zajechaliśmy pod  główne   wejście i  zamierzaliśmy  wejść  do  wnętrza  to wojskowi  stojący na warcie skrzyżowali bagnety i nas  zatrzymali. W tym że momencie otwarło się okno nad nami i stamtąd Marszałek rozkazał warcie nas przepuścić. Warta bagnety  cofnęła i my  weszliśmy do holu, gdzie nas  spotkał pan Wojewoda Władysław Raczkiewicz z adiutantem pana Marszałka panem Wegendą. Następnie   zapytał mnie, dlaczego ja nie  zawiadomiłem będąc wczoraj na raucie, że uzyskałem audiencję pana Marszałka i że on o tym nie wiedział do dnia  dzisiejszego. Po czym idąc schodami do sali prosił mnie bym ja najkrócej przemawiał  wręczając dyplom. Po wejściu do sali adiutant Marszałka poprosił nas by nieco  zaczekać, bowiem pan marszałek ma poobiednią drzemkę. Po czym udaliśmy się do przyległego pokoju. Wkrótce otworzyły  się  drzwi,  wyszedł pan Marszałek, za nim pan Wojewoda i  adiutant. Pan Marszałek zatrzymał  się na środku  sali, podeszliśmy  do niego i ja w krótkich  słowach przemówiłem w imieniu mieszkańców Podbrodzia i jednocześnie podziękowałem za nadanie Samorządu Miejskiego dla Podbrodzia. Marszałek po obejrzeniu Dyplomu, patrząc na mnie powiedział – „ a toż  panie burmistrzu my  się  znamy, był pan posłem Sejmu Wileńskiego, jak widzę był pan także legionistą (wskazując palcem na krzyż legionów – wpięty na mojej piersi). Zapytał w jakim pułku byłem, odpowiedziałem że w 5 –tym pułku legionów.   Po tym pan Marszałek zapytał – jak Podbrodzie rozwija  się? Bo on pamięta, jeszcze za czasów kiedy jeżdżąc do gimnazjum w  Wilnie  zatrzymywał  się w  hotelu pani Kac, kiedy Podgrodzie  było jeszcze malutkim miasteczkiem, bowiem jeszcze nie było kolei żelaznej. Kiedy zaś pobudowano kolej żelazną z Petersburga do Warszawy i kiedy on przyjechał na  stację kolejową końmi, to konie przestraszyły  się  gwizdu parowozu i łoskotu – i poczęły sanki  unosić  razem z nim i furmanem. Furman skierował konie w  zaspę  śniegu, gdzie przewróciły  się na  szczęście bez żadnego  szwanku.            Na  zakończenie zapytał jakie  są potrzeby miasta najważniejsze i co Magistrat ma począć  w realizowaniu tych potrzeb. Opowiedziałem Marszałkowi o obecnym stanie i rozwoju m. Podbrodzia. Wspomniałem, że  hotel Kacowej jeszcze istnieje i ze obecnie jest w remoncie, aczkolwiek  zamknąłem  go do czasu przeprowadzenia remontu z powodu  złego  stanu  sanitarnego. Po czym  nadmieniłem, że  życzeniem mieszkańców i Zarządu Miejskiego jest by nadal pozostał w Podbrodziu 23 pułk Ułanów i że koszary mające się budować  dla tego pułku, także były pobudowane w Podbrodziu. Zaledwie to powiedziałem, jak podszedł do pana Marszałka pan Wojewoda i coś mu szepnął  do ucha. Marszałek po wysłuchaniu jego  szeptu powiedział do nas nosowo -  a to już gorzej z pozostawieniem u was 23 pułku Ułanów,  ale jak tak chcecie wojsko to ja  wam przydzielę inną jednostkę  wojskową i koszary pobuduję, jeżeli nie da  się u  was pozostawić 23 pułku Ułanów – po czym pożegnał nas i odszedł z powrotem do pokoju z którego  wyszedł. My zaś pożegnaliśmy się z panem Wojewodą i z  panem adiutantem i odjechaliśmy do hotelu. W hotelu w radosnym nastroju zjedliśmy obiad, po czym odjechaliśmy do  domu pociągiem, dając  sowity napiwek szoferowi hrabiego Tyszkiewicza.

Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

wtorek, 25 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  70 607  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

O moim bloogu

Życie i walka na kresach Rzeczpospolitej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


http://blogroku.pl/_d/zestaw4/zestaw4_19.jpg Zagłosuj na mnie w konkursie Wiadomości24.pl!@import url("http://www.moikrewni

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl